Jej zdenerwowanie ciekawiło mnie. To zawsze mnie dziwiło. Istoty, które pragnęły czegoś, a kiedy już odważyły się po to sięgnąć, lamentowały. Za czym? Za stratą tego co w nich było zanim dostali to czego pragnęli? Po co to? Po co samego siebie karać tylko za to, że jest się istotą ciekawą świata, nowości, życia. Bo tym jest życie, poszukiwaniem i spełnianiem pragnień. Chcesz mieć dom? To pragnienie, dążysz do niego. Rodzinę? Zakładasz ją. Tak to działa.
Cavi pragnęła mnie. Wiedziałem to, czułem. Nie musiałem nawet używać swojej mocy, ona była tylko dodatkiem. A teraz bogini miała mi najwidoczniej za złe to, co się stało. To, na co się zgodziła.
Kiedy kobieta podeszła do mnie, była w nieco mniej bojowym nastroju. Położyłem jej dłoń na policzku. Wzdrygnęła się.
- Jeszcze niedawno mój dotyk sprawiał ci przyjemność - powiedziałem i kciukiem pogłaskałem ją po policzku.
- Czego ty ode mnie chcesz? - spytała żałośnie.
- Być może niczego? A być może czegoś? - spojrzałem jej w oczy. - Ja spełniam pragnienia. Jestem bogiem uciech. To od ciebie zależy czy chcesz żyć i cieszyć się życiem, czy wystarczy ci życie innych.
- Żyję i bez ciebie - powiedziała.
- Doprawdy? A co to za życie? Wychowujesz cudze dzieci, widzisz czyjeś szczęście. A sama masz z tego tylko pracę. Gdy natomiast sięgnęłaś po odrobinę przyjemności, wystraszyłaś się i na dodatek karzesz samą siebie, wciąż rozpamiętując, że coś przy tym straciłaś. coś co i tak potrzebne ci nie było. Coś co nie przynosiło radości. To jednak twoje życie i tylko ty możesz o nim decydować. Do zobaczenia, moja słodka bogini - powiedziałem i nachyliłem się, by odnaleźć jej usta. Pocałowałem ją namiętnie po czym zniknąłem, wracając do swojej świątyni.
Przywitały mnie oczywiście krzyki moich ukochanych ślicznotek.
<Cavi? Jak tam samopoczucie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz