Jak zwykle dzień mijał spokojnie. Zastanawiało mnie to dlaczego ludzie nie doceniają życia. Oni są śmiertelnikami, więc szybko umrą. Ich podejście do życia było ciekawe i jednocześnie godne pożałowania. Pomimo tego lubię ich. To prawda dla niektórych bogów są zwykłymi śmiertelnikami, ale też potrafią dokonać wielkich dzieł. Tak sobie rozmyślałam siedząc na skale w lesie. Nagle przyfrunął do mnie gołąb. Uśmiechnęłam się, życie zawsze potrafi zaskoczyć.. Spojrzałam na niebo, zbierało się na burzę. Wstałam i chciałam się udać nad wodospad, kiedy drzewo się przewróciło n jakiś dom, a dom zaczął płonąć. W środku byli jacyś ludzie. Pobiegłam w ich stronę. Biegnąc przecięłam się na ramieniu, ale się tym nie przejęłam zbytnio. Po paru minutach wyciągnęłam wszystkich ludzi. Spojrzałam na nich ze współczuciem w oczach
- Wszystko będzie dobrze. Miejcie nadzieję - powiedziałam do nich i sobie poszłam. Westchnęłam na to wydarzenie. Zamyśliłam się znowu nad życiem ludzi. Ich życie było kruche i przemijające, każda katastrofa lub niebezpieczna choroba mogła im odebrać życie.. Rozmyślając tak wpadłam na kogoś...
- Wybacz mi, zamyśliłam się. Jestem Neytiri - przedstawiłam się
- Nic nie szkodzi - odparł nieznajomy - Fulbur jestem
Uśmiechnęłam się, więc wpadłam na boga piorunów. On też się chyba domyślił, że jestem boginią myśli.
- Może się przejdziemy? - zaproponował
Jak zwykle nieprzewidywalny jest.
- Pewnie, ale gdzie być chciał się wybrać? - spytałam się go.
Uśmiechnął się tylko.
<Fulbur?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz