poniedziałek, 31 marca 2014

Od Yuny - spokojna rozmowa

Uśmiechnęłam się.
-Owszem. A jeszcze piękniejsze kiedy żyjesz ze wszystkimi w zgodzie.-powiedziałam.
Tym razem Taivas się na mnie spojrzał. Roześmiałam się. Nagle znikąd pojawił się mój ulubieniec. Unipeg którego znał na wylot. Nawet nadałam mu imię! Tak, to jest ogier.
-O! Edamur!-zawołałam.
-Edamur? Dlaczego on ma tak na imię?-zapytał z uśmiechem bóg.
-Sama nie wiem. Znam tego wierzchowca na wylot. Jeszcze nikomu nie dał się pogłaskać a co dopiero wsiąść.-uśmiechnęłam się.
-Tobie się udało?-zapytał.
-Tak. Choć. Może i Tobie się uda.-powiedziałam i pociągnęłam go za rękę.
Powoli podchodziłam do konia dając do zrozumienia, że nic mu nie zrobię. Jednak tamten nie miał zaufania do Taivas'a. Moim ciałem i mimiką twarzy pokazałam iż ja mu ufam i nie ma się czego bać. Edamur wciąż nieufnie stał w miejscu. Po chwili stanęłam. Dotknęłam konia i zaczęłam głaskać. Po chwili bóg nieba powoli dotknął wierzchowca. Koń lekko się zdenerwował ale go uspokoiłam.
-Piękny, prawda?-zapytałam.
(Taivas?)



niedziela, 30 marca 2014

Od Nehariki - rozmyślenia

Rozmawialiśmy w jego komnatach o przyszłości naszej i o życiu wspólnym.
- Chciałabym mieć 2 dzieci chłopczyka i dziewczynkę - rzekłam
Hurigan zgodził się ze mną. Rozmawialiśmy w dalszym ciągu o naszym życiu. Zrobiło się pożno, więc poszliśmy spać. Obudziłam się pierwsza i dałam buzi Huriganowi. Zostawiłam mu mały liścik, gdzie poszłam. Wyszłam żeby popracować. Miałam dużo pracy. Od kilku dni leniuchowałam. Musiałam to nadrobić. Zaczęłam od drzew. Dawałam im zielone liście, a niektóre trzeba było wyleczyć. Byłam ciekawa czy Hurigan już wstał. Zostały mi jeszcze łąki i będę mogła wrócić do mojego ukochanego. Wzięłam się w garść i zabrałam się ostro do roboty. W 2 godziny uporałam się ze wszystkim. Nagle coś zaszeleściło.
- Kto tam? - zapytałam
< Hurigan? Czy może ktoś inny?>

Od Taivasa - mały spacer

- Dziękuję, a ty jesteś boginią zwierząt? - spytałem się Yuny
- Tak - odrzekła i chciała coś powiedzieć,ale ją wyprzedziłem
- Śliczna tiara na twojej głowie ma kształt skrzydeł,a twój uroczy strój jest idealny do współpracy ze zwierzętami - odparłem
Yuna się delikatnie uśmiechnęła, Odwzajemniłem uśmiech.
- Może byś zechciała się przejść? - spytałem się jej
Pokiwała głową na znak, że się zgadza. Szliśmy rozmawiając o różnych rzeczach. Czas leciał nam szybko na rozmowach i dowcipach. Doszliśmy na małą polankę. Wszędzie kwitły kwiaty, a przed nami był mały strumyczek. Usiedliśmy koło niego i wpatrywaliśmy się w cuda natury.
- Życie jest cudne i nieprzewidywalne, prawda? - spytałem się jej
Spojrzała na mnie zaskoczona moimi rozmyślaniami
<Yuna?>

sobota, 29 marca 2014

Od Yuny - Miła rozmowa

No cóż. Na ziemi było cudnie wśród tygrysów. Dżungla, taka piękna, dzika i oryginalna... Chwila rozmowy z nimi i już wiedziałam co im dolega. Niestety gdybym im dogodziła, inne zwierzęta miałyby gorzej. Musiałam to zrobić tak, aby było fair. Zwierzęta że tak powiem "zastrajkowałyby". Następnie przeszłam do ptaków. Myśliwi i te wycinanie lasów. Biada jak wyginą te gatunki! Przez te pokraki giną egzotyczne zwierzęta, które mieszkają na tych terenach! Kiedy całkiem wyginą, to będą później mówić "Ale my głupi byliśmy!". Jedna wędrując na Olimp wpadłam na kogoś. Był to wysoki blondyn. Przedstawiłam się.
-Ładnie.-rzekł.
Roześmiałam się.
-Twoje też.-odparłam.
-Dziękuję.
-Jesteś bogiem nieba?-spytałam.
-Skąd wiesz?-zapytał zaskoczony.
-Widać po twojej pięknej błękitnej szacie.-powiedziałam podkreślając słowo "pięknej".
 
<Taivas? Jestem Yuna, a nie Yuno>

Od Hurigana - spacer

Neharika była do mnie przytulona. Objąłem ją mocno. Byłem szczęśliwy, że Neharika odwzajemniła moje uczucia. Była dla mnie całym światem.
- Kocham Cię - wyszeptałem jej do ucha
- Ja ciebie też - odrzekła
Po drodze spotkaliśmy Taivasa. Neharika powiedziała mu o naszych zaręczynach. Pogratulował nam i życzył nam szczęścia. Podziękowaliśmy mu i poszliśmy dalej. Doszliśmy nad jezioro przy, którym usiedliśmy. Rozmawialiśmy o naszej przyszłości i o ślubie.
- Huriganie, po co ten pośpiech? - spytała na moją uwagę że ślub za tydzień
Spojrzałem na nią i ją pocałowałem.
- Dobrze, nie będzie pośpiechu- rzekłem
Trwaliśmy przytuleni do siebie jeszcze kilka minut, bo zaczęło robić zimno. Poszliśmy do moich komnat i tam rozmawialiśmy.
<Neharika?>

piątek, 28 marca 2014

Od Etriell'a - co się stało?

Kiedy obudziłem się, a obok mnie leżała Cavi, miałem ochotę na dokładkę, albo przynajmniej miłe spędzenie czasu. Boginka miała jednak inne plany. Mianowicie swoim zwyczajem zwiała. Dlaczego? Co się niby takiego stało? Mimo wszystko chciałem to wyjaśnić.Przeniosłem się więc do jej świątyni. 
- Wyjdź proszę - usłyszałem na wejściu.
Tak się traktuje swojego kochana? Ładnie, bardzo ładnie...
- Nie, nie mam takiego zamiaru - uśmiechnąłem  się do niej pięknie.
- Nie chcę cię widzieć - warknęła. 
Nigdy nie widziałem, żeby była zdenerwowana. Chciałem zobaczyć w niej te emocje.
- Czemu? Bo nie jesteś już czysta? - uśmiechnąłem się mimowolnie. Jej rozkoszne krzyki wciąż brzmiały mi w uszach.
- Powiedziałam wyjdź.
- Złość piękności szkodzi - zbliżyłem się do niej.
- Odejdź - powtarzała jak mantrę. 
Tak jakbym zrobił jej krzywdę. A przecież zrobiłem to najdelikatniej jak to było możliwe. Nie czuła bólu tylko rozkosz. Aż tak zdenerwowało ją to, że mi uległa?
- Spokojnie - zbliżyłem się do niej i pocałowałem ją.
Cavinian odepchnęła mnie od siebie i uciekła sądząc chyba, że odgrodzi się ode mnie drzwiami. Oczywiście poszedłem za nią. Siedziała tam opierając się o łóżko, jakby miała się zaraz rozpłakać.
- O co ci chodzi? - zapytałem tym razem poważnie.
- Omamiłeś mnie czarami i wykorzystałeś! - zarzuciła mi, a w jej oczach lśniły łzy.
- Owszem moja moc działa, ale kiedy byłaś już u mnie. Poszłaś ze mną z własnej woli - powiedziałem. - Jestem bogiem uciech, to ci dałem. Długie godziny rozkoszy. Nie wziąłem cię wbrew twej woli. Tak to działa, maleńka, robię to co sprawia uciechę nie tylko mnie, ale też drugiej osobie. 
Zbliżyłem się znów do niej. Znów chciała uciec, ale przytrzymałem ją blisko siebie.
- Ledwie kilka godzin temu piszczałaś z rozkoszy w moich ramionach, a teraz warczysz jakby świat miał się skończyć - prychnąłem. 
Nie chciałem, żeby bogini miała jakiś żal do mnie. Dla obu z nas nie było to nic dobrego. Chciałem, żeby mi wyjaśniała co takiego do mnie ma. Dlaczego żałuje? Bo wiedziałem, że żałuje tego co się stało.

<Cavi?>

Od Caviniany - Jak on mógł?!

Obudziłam się...obok mnie leżał Etriell. Byliśmy nadzy, czy on? Nieee... Dlaczego? Ja, ja nie chciałam... tylko jakim cudem znajduje się tutaj? On się obudził...ja, ja chcę stąd uciec, ale nie mogę...nie wiem czemu. Nie chciałam w ogóle patrzeć w te jego oczy. Zmusił mnie tymi swoimi zaklęciami czy cokolwiek to jest. Jedno jest dziwne... ten napój... nie wiem po co on jest, ale mam pewne podejrzenia. Jak o tym myślę to po prostu mnie coś bierze... Gdy uniosłam wzrok spojrzałam w jego czerwone oczy. Zbliżył się do mnie i pocałował namiętnie. Przez chwilę chciałam więcej... otrząsnęłam się jednak. Wystarczyła jedna myśl aby na moim ciele pojawiła się suknia. Nie chciałam już tam dłużej być....pojawiłam się na ziemi. Znów byłam w domu. W swojej świątyni.... z dala od Etriella. Było by po prostu pięknie gdyby nie to, że musiał się tutaj pojawić.
- Wyjdź proszę - poprosiłam
- Nie, nie mam takiego zamiaru - uśmiechnął się
- Nie chcę Cię widzieć - powiedziałam oburzona
- Czemu? Bo nie jesteś już czysta? - zaśmiał się
- Powiedziałam wyjdź - burknęłam co zdarzało mi się rzadko
- Złość piękności szkodzi - powiedział i podszedł do mnie
- Odejdź - powiedziałam
- Spokojnie - odpowiedział i pocałował mnie
Odepchnęłam go od siebie. Po czymś takim jeszcze tu jest? Jak on tak może?! Weszłam do swojej komnaty. Usiadłam na podłodze i oparłam głowę o łóżko.

<Etriell?>

Od Nehariki - nie wiem co powiedzieć

Hurigan zaczął mnie namiętnie całować. Odwzajemniłam pocałunki. Byłam trochę speszona tym wydarzeniem. Czułam niezręczność. Odsunęłam się od niego.
- Czy coś się stało? - zapytał
- Nie, po prostu nie wiem co powiedzieć - odparłam
Hurigan mnie przytulił i pocałował w usta.
- Nic nie musisz mówić - wyszeptał mi do ucha.
Spojrzałam na niego i chciałam coś powiedzieć, ale mi dał, bo mnie pocałował. Jego ręka,która znajdowała się na moim ramieniu powędrowała na moje udo.
- Huriganie... ja muszę to przemyśleć- rzekłam pojękując, bo jego ręka znalazła się już między moimi udami.
- Ja już dłużej nie mogę czekać - rzekł i zaczął mnie rozbierać. W końcu się mu oddałam. Odwzajemniałam pocałunki. Hurigan zjechał z pocałunkami na moje piersi. Jęknęłam kiedy zaczął je pieścić. Rozchylił moje uda i wszedł we mnie. Stęknęłam. Kochaliśmy się bardzo długo. W niektórych momentach nie mogłam złapać tchu. Kiedy obydwoje doszliśmy Hurigan opadł obok mnie. Oddychaliśmy ciężko. Hurigan przytulił mnie do siebie. Leżeliśmy nadzy przez kilka minut. Na początku się bałam, ale teraz byłam szczęśliwa. Zrozumiałam, że kocham Hurigana i on mnie też kocha
- Zostaniesz moją żoną? - spytał się nagle
- Tak - odparłam i go pocałowałam
Ubraliśmy się i poszliśmy się przejść. Cały czas byłam przytulona do chłopaka
<Huriganie?>

Od Hurigana - niepewność

Mówiąc szczerze nie chciałem jej narażać na niebezpieczeństwo. Musiałem się dobrze zastanowić. Trochę mi to zajęło czasu, ale zdecydowałem,że nie pójdziemy.
- Jednak nie pójdziemy tam. Innym razem dobra? - powiedziałem
Neharika spojrzała na mnie
- Spoko - odparła
Przytuliłem ją do siebie. Trwaliśmy tak kilka minut. Zrobiło się późno. Pod wieczór zaczęło padać. Szybko schowaliśmy się w jaskini. Położyliśmy się koło siebie i zasnęliśmy. Następnego dnia obudziłem się pierwszy. Spojrzałem na śpiącą Neharike i się uśmiechnąłem. Wyglądała tak słodko. Ppgłaskałem ją delikatnie po policzku. Chwilę potem się obudziła. Posłałem jej uśmiech, który słodko odwzajemniła.
- Wiesz co ? Chciałbym ci coś powiedzieć, ale nie wiem jak. Może zamiast słów pokaże ci - rzekłem i ją namiętnie pocałowałem.
< Neharika? Co ty na to?>

czwartek, 27 marca 2014

Od Taivasa - nowa znajomość

Zabawa była fajna, ale miałem dużo pracy. Po skończonej zabawie udałem się na spoczynek.Z samego rana postanowiłem odwiedzić
 Ziemię. Ale najpierw musiałem wykonać swoją robotę. Dzisiaj miało być pochmurno. Zacząłem robić chmury. Po kilku żmudnych minutach skończyłem. Zszedłem na Ziemię i sobie pospacerowałem. Po drodze spotkałem Neharikę i Hurigana. Porozmawialiśmy kilka minut. Po skończonej rozmowie poszedłem dalej. Zamyśliłem się i wpadłem na kogoś. Jak się okazało wpadłem na kobietę. Pomogłem jej wstać
- Bardzo panią przepraszam za to. Jestem Taivas - przedstawiłem się
- Ja Yuno - odparła
Uśmiechnąłem się do niej
- Ładnie - rzekłem

<Yuno?>

środa, 26 marca 2014

Od Thany - po co ludziom wojna?

Była noc - idealnie. Zleciałam na wojnę. Ludzie znowu bili się miedzy sobą. Czy to takie trudne żyć w pokoju? Mimo, że między innymi ja kieruje mieczami wojowników to brzydzę się tą nienawiścią. Brat zabija brata tylko dlatego, że jeden jest w jednej armii drugi w drugiej. Ale w każdym świecie są spory i nikt nic na to nie poradzi nawet bogowie.
Humor mi nie dopisywał jak zwykle. Połowa ludzi popadała na ziemię martwa. Wkurzona wróciłam do Zaświatów. Złapałam za kielich wina i wypiłam cały na raz. Poszłam do swojej komnaty, zatrzasnęłam głośno drzwi i wzięłam byle jaką książkę. Od razu wylądowała w ogniu. Płomienie syczały cicho trawiąc pożółkły papier gdy usłyszałam pukanie.
- Czego? - krzyknęłam zła otwierając drzwi.
Stała w nich Chiara.

<Chiara?>



Od Etriell'a - stracona niewinność

Przeniosłem siebie i Cavinianę do swoich komnat. Tam przyciągnąłem ją mocno do siebie. Dźwięki granej na harfie i gęślach melodii rozbrzmiewały wokół nas. Prowadziłem boginię blisko siebie w tańcu. Nasze oddech mieszał się ze sobą. Moja moc powoli zaczęła się budzić. Powoli rozgrzewała ciało Cavi od środka, powodując, że na jej policzki wypłynął rumieniec, a jej oddech rwał się. 
Porwałem w dłoń puchar, w którym znajdowało się ledwie kilka kropel czerwonej, słodkiej mikstury. Wychyliłem kielich wlewając jego zawartość do swych ust, po czym pospiesznie złączyłem wargi z boginką, w namiętnym pocałunku. Nasz pocałunek smakował miodem i smoczą krwią. 
Poprowadziłem Cavinianę ku łożu, nie odrywając przy tym ust od niej. Jedno mgnienie myśli wystarczyło i oboje leżeliśmy na miękkich, jedwabnych poduszkach, nadzy i rozpaleni.  Moje usta i dłonie wciąż potęgowały w niej ogień pożądania, sprawiając, że wiła się, drżała i pojękiwała. Wiedziałem, że była wciąż czysta. Eh... to aż dziwne, że udało jej się mi tak długo wymykać. Zawsze jednak miała jakąś wymówkę, zawsze znikała zanim zdążyłem ją mocniej do siebie przyciągnąć, a teraz była cała moja. 
Nie mogłem już dłużej czekać. Szybko wszedłem w nią, łącząc nasze ciała, pozbawiając ją niewinności, sprawiając, że z dziewczynki stała się kobietą. Jej głuchy krzyk przeszywający powietrze był dla mnie najpiękniejszą muzyką. Tak, całkiem oddać się przyjemności, oddać się uciesze ciała. Ogień i pot, rozkosz i ból, ciała i oddech, i nic więcej, żadnych myśli. Nic co mogłoby zmącić przyjemność.
Istotom boskim czas płynie inaczej. Jako istoty nieśmiertelne nie musimy liczyć dni. Jak przez mgłę zdawałem więc sobie sprawę z tego, że gdy nasze ciała wciąż wiły się w tańcu rozkoszy słońce zdążyło wstać i znów się skryć się za widnokręgiem. 
To był powód tego, dlaczego jednak poszukiwanie uciech w ramionach boginek bardziej mi odpowiadało. Boskie ciała nie męczyły się, nie w taki sposób jak ludzkie. Biorąc sobie do swego łoża którąś ze swych śmiertelnych kochanek na tak długo z pewnością bym ją zabił. 
Syty i zaspokojony poczułem się dopiero wtedy, gdy słońce znów stanęło na niebie. Po raz ostatni złączyłem usta z ustami Cavi, po czym odsunąłem się, na tyle jednak tylko, by położyć się i objąć ją. Cavinian wciąż jeszcze drżała i łapała spazmatycznie powietrze. Jej oczy wydawały się niewidzące. Uśmiechnąłem się promiennie i zaśmiałem na głos, po czym zasnąłem spokojnym snem, wciąż tuląc do siebie swą boską kochankę.

<Cavi? Jak mi tym razem napiszesz kilka zdań z musu, to ja dziękuję, ale odchodzę z bloga>

poniedziałek, 24 marca 2014

Od Nehariki - rozmowy

Leżeliśmy na trawie. Słońce nam grzało, a wiatr nam wiał. Było przyjemnie i spokojnie. Tylko my. Jak dawno już z nim nie rozmawiałam lub nie byłam sam na sam. Chciałam z nim porozmawiać, powygłupiać. Chyba się domyślił. Uśmiechnął się promiennie.
- Zrób coś głupiego - powiedział
- Zgoda, ale co? - zapytałam
Pomyśleliśmy co tu by można zrobić.
- Co powiesz na odwiedzenie Zaświatów? - zapytał
- Ale my nie możemy tam wchodzić - odparłam
Spojrzał na mnie
-Zasady są po to by je łamać - powiedział
Byłam na do końca przekonana z tym pomysłem, ale fajnie by było zobaczyć Zaświaty. Zawsze byłam ciekawa jak tam jest.

<Huriganie? Pójdziemy czy nie?>

Od Hurigana - miły spacer


Eh na Olimpie zorganizowano imprezę. Lubiłem towarzystwo, ale głowa mnie trochę bolała. Zobaczyłem jak Etriell porywa Civinie. Na uboczu stałą Neharika uśmiechnąłem się. Szybko podszedłem do niej.
- Hej, co tak tu stoisz sama? - zapytałem ją
- Mówiąc szczerze nie chcę mi się tu być - odparła
- To może...się wyrwiemy co ty na to? - spytałem się jej
- Pewnie ! - krzyknęła radośnie
Wziąłem ją za rękę i wybiegliśmy z Olimpu i przenieśliśmy się na ziemie.
- Cisza! Błoga cisza - mówiłem
Neharika na to wybuchła śmiechem. Jak ona się cudnie śmiała. Poszliśmy się przejść. Doszliśmy do rzeki. Wszedłem tylko do kolan, Neharika zrobiła to samo. Zaczęliśmy się chlapać. Byliśmy cali mokrzy. Wyszliśmy z wody i położyliśmy się na trawie. Spojrzałem na Neharikę i pokazałem jej uśmiech. Też się uśmiechnęła, ale jak słodko!

<Neharika?>

Od Caviniany - No nie wiem...

Niestety on już taki jest...idzie mu odmówić, ale niektóre no jak by to ująć...nie potrafią. Ja w sumie też nie bardzo umiem powiedzieć nie. Tyle, że ja nie chce...ja się boję. Mając tyle pracy nigdy nie miałam czasu na...eh zresztą nie ważne. Wolę uciec...ale jak? Przecież...chce i nie chcę. Albo zaczynam świrować, albo po prostu chcę z nim iść. Chyba to drugie...obróciłam się przodem do niego i pocałowałam go. Etriell uśmiechnął się tylko. Po chwili znaleźliśmy się w jego komnatach.

<Etriell? Sory za króciutkie...>

Od Etriell'a - zatańcz ze mną...

Spacerek mi się znudził. Przeniosłem się więc do swojej świątyni. Moje dziewczęta zajęte były swoimi sprawami. Senja i Djihanes kłóciły się o coś zażarcie, a Eerie próbowała załagodzić spór. Mathramin siedziała z książką w ręku i miała gdzieś waśnie innych. Cendre jako jedyna podbiegła do mnie i oplotła mi dłonie wokół szyi, przyciskając swój jędrny biust do moich pleców. Uwielbiałem obserwować moje kochanki. Jak rozmawiały, zajmowały się sobą, nawet kłóciły.
Moje obserwacje przerwało pukanie. 
- Macie być spokojnie! - powiedziała ostro Eerie do dziewcząt i podeszła do drzwi, by je otworzyć.
Okazało się, że posłaniec przyniósł dla mnie zaproszenie na imprezkę. Wstałem zadowolony. No tak, no bo cóż by to była za balanga beze mnie? 
- Wybaczcie moje małe, ale znów was muszę opuścić - powiedziałem.
Przed wyjściem jednak złapałem Senję i Djihanes, jedną trzymając z jednej strony, drugą z drugiej.
- Mecie być grzeczne, dziewczynki - powiedziałem do nich.
- Taa.. jeszcze czego ta... - zaczęła Senja, ale nie skończyła, bo zamknąłem jej usta swoimi.
- Prosiłem o spokój - powiedziałem.
- Oczywiście, panie mój - powiedziała Djihanes, choć czułem nieszczerość w jej głosie.
Ona także dostała buziaka, a ja przeniosłem się do głównej sali w Olimpie. Na wejście wszystkie fontanny przemieniłem tak, by zamiast wody płynęły w nich alkohole i to najróżniejsze. Od razu ujrzałem dzięki temu wiele uśmiechniętych promiennie twarzy.
- Napij się mój drogi - powiedziałem do zasępionego Taivasa. - Dalej jesteś zły, że wykradłem Djihanes z twojej świątyni? Wież mi, marna byłaby z niej kapłanka. Ma za to inne talenty, z których i tak byś nie korzystał.
Poklepałem go po ramieniu, a w dłonie włożyłem pełen wina puchar. 
Imprezka trwała w najlepsze. Alkohol lał się strumieniami, zobaczyłem, że jedna osóbka chce się wymknąć z imprezy. Była to słodziuchna Cavi. 
Ruszyłem w kierunku bogini płodności nieco chwiejnym krokiem. Podszedłem do niej od tyłu i objąłem ją w talii, głowę położyłem na jej ramieniu, a policzek przytuliłem do jej. 
- A dokąd to, maleńka? - spytałem. Moje dłonie powędrowały niżej. - Zabawa się jeszcze nie skończyła. A może wolisz bardziej kameralną imprezkę? Sam na sam na przykład? Potańczymy tam sobie, ciało blisko ciała...

<Cavi?>

Od Caviniany - Wizyta na Olimpie

Moja praca wyglądała tak jak zwykle. Opiekowanie się dziećmi i ich matkami. Jednak nie stałam nad nimi dosłownie. Gdy prosili mnie o pomoc ja musiałam przybyć. Po prostu przychodzę do nich w ludzkiej postaci. Miło słuchać kiedy mówią o mnie, że "Sama bogini Cavi nam Cię zesłała". Uśmiecham się wtedy lekko. Gdy dziecko ma już miesiąc opuszczam daną rodzinę i wędruje do drugiej. Tym razem jednak musiałam zniknąć z Ziemi i przenieść się na Olimp. Było by lepiej gdybym od razu wiedziała po co mnie tam wzywają. Tak...urządzili zabawę i zostali zaproszeni dosłownie wszyscy bogowie (ale Zaświaty nie). Dzisiaj wyjątkowo mnie to zdziwiło bo miałam pracę. Mimo to nie byłam zła. Nie potrafię. Spacerowałam po ogrodzie pałacowym. Spotkałam Nehariki, porozmawiałyśmy trochę, a później skierowałyśmy w swoją stronę. Gdy chciałam wrócić na ziemię ktoś złapał mnie w pasie. Mogłam domyślić się, że był to Etriell.

<Etriell?>

Od Etriell'a - zawstydzona bogini

Złapałem Nehariki za rękę i lekko ją podciągnąłem. Kobieta wpadła w moje ramiona. Uśmiechnąłem się czując ciepło jej ciała na swoim, jej drżącą, kipiącą w niej moc. Boginie były inne niż śmiertelniczki. Kipiąca w nich energia łącząca się z moją bywała nieprzewidywalna. 
Nehariki zadrżała w moich objęciach. Zarumieniła się i spuściła wzrok. Och, jakaż ona była słodka. Miałem od zawsze słabość do wszystkiego co słodkie. Z boginiami jednak był jeden malutki kłopot. Moja moc owszem działała na nie, jednak z nimi nic nie dało się an siłę, nie potrafiłem całkiem zaślepić je pożądaniem, no a poza tym boginie bywały mściwe. A potężna, urażona kochanka, to straszny kłopot. Czasami warto było ryzykować... Być może teraz też będzie warto?
Nachyliłem się i uniosłem jej podbródek, tak by złączyć nasze usta. Nehariki zadrżała mocniej i choć poddała mi się początkowo, to po chwili odsunęła się. 
- Pójdę już - powiedziała nie spoglądając na mnie.
Była speszona.
- Więc do zobaczenia innym razem - wyszeptałem.
Przeniosłem się na górę Olimp i tam przechadzałem się między świątyniami.

<Kto mnie spotka?>

Od Nehariki - kolejny spacer

Spojrzałam na niego i się delikatnie uśmiechnęłam.
- Do pewnego miejsca - odrzekłam
Ruszyliśmy w drogę. Rozmawialiśmy ze sobą. Czas nam szybko minął. Po kilku minutach doszliśmy na miejsce. Z przodu był wodospad, a wokół roślinność. Było tu przepięknie. Ptaki śpiewały, a drzewa szumiały. Ach natura jest piękna. Usiadłam na skałę i zamoczyłam nogi w wodzie. Etriell zrobił to samo. Rozmawialiśmy ze sobą długo. Zaczęłam go chlapać, a on mnie. Wyszliśmy z wody i poszliśmy na słońce. 
Następnie ruszyliśmy na urwisko, skąd rozpościerały się przepiękne widoki. Kiedy nagle ziemia się usunęła i bym spadła, gdyby nie Etriell, który mnie złapał za rękę.

<Etriell?>

niedziela, 23 marca 2014

Od Etriell'a - w komnatach świątynnych

Przeniosłem się do mej świątyni. Jak zwykle Cendre przywitała mnie rzucając mi się w ramiona. Drżała przy tym,a  jej serduszko łomotało.
- Mój mały, słodziutki głuptasek - powiedziałem i uniosłem jej podbródek, by spojrzała na mnie.
Strach w jej wielkich, ślicznych oczach sprawił, że gorąco mi się zrobiło. Och jak ja uwielbiałem to jak się o mnie martwiła, o mnie, istotę boską, nieśmiertelną.
- Panie mój, tak długo cię nie było - wyszeptała, gdy odsunąłem ja delikatnie by przejść. 
- Nie rycz, mała. Mówiłam, że wróci. Szlajał się znowu z inną babą, nie nowość - syknęła Senja. 
- Też cię uwielbiam - powiedziałem do niej i mocno ścisnąłem jej kształtny pośladek.
- Łapy precz! - warknęła i odsunęła się.
Posłałem uśmiech mojej jadowitej piękności.
- Eerie, moje kochanie, chodź do mnie - zawołałem. 
Eerie podeszłą do mnie pospiesznie, racząc mnie swym pięknym uśmiechem. 
- Potrzebuję twych lodowatych paluszków - powiedziałem i podałem jej kwiat, który dostałem od Nehariki
- Oczywiście, panie mój - powiedziała, a gdy jej zgrabne dłonie dotknęły kwiatu, stał się on idealnie zamrożony. Na zawsze będzie taki, zawieszony w czasie, idealny. Włożyłem go do złotego wazonu. Lód, którym pokrywała przedmioty Eerie niemal nie topniał. Potrzebny był do tego żywy ogień. Dlatego jej serce było moje. Ogień pożądania, które w nim budziłem roztapiał lód. 
Usiadłem na łóżku i spojrzałem na rozpościerający się za kryształowym oknem widok. Poczułem jak delikatne dłonie Mathramin błądzą po mojej klatce piersiowej. Jak zwykle cicha, jak zwykle chodząca własnymi ścieżkami. 
Przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem ją namiętnie. Zamruczała ślicznie, gdy moja dłoń wpełzła pod jej suknię. Mgnienie myśli, a dziewczyna leżała na łożu całkiem naga. Moja uwolniona moc szalała, budząc w innych to co ja odczuwałem. Ogień w żyłach, drżenie wewnątrz i pożądanie graniczące z bólem.
Gdy moja czarnowłosa kochanka piszczałą już, bym przestał i padła wykończona na poduszki obróciłem twarz ku Cendre, która od jakiegoś już czasu drżącymi dłońmi obejmowała moje ramię. Jej także podarowałem rozkosz.

Obudziłem się gdy słońce było już dość wysoko. Moje dziewczęta spały jeszcze. A niech sobie pośpią. Przeniosłem się od razu na miejsce spotkania z Nehariki. Zjawiła się oczywiście szybko.
- Więc gdzie się wybieramy? - spytałem.

<Nehariki?>

Od Nehariki - ułamek mojej mocy


- Niesamowite - powiedziałam do niego
Uśmiechnął się znowu łobuzersko do mnie. Robiło się późno. Spojrzałam na mężczyznę. Wyciągnąłem dłoń i wyczarowałam błękitną różę i podarowałam mu ją.
- Muszę już iść Etriell'u - powiedziałam.
Chciał mnie zatrzymać, więc złapał mnie za rękę.
- Jak chcesz możemy się jutro spotkać tutaj w południe - powiedziałam
Pokiwał głową na znak zgody. Zniknęłam i on też. Zaszyłam się w głębi lasu i poszłam spać.

Obudziłam się wcześniej i zaczęłam pracować. Wszystko skończyłam o gdy słońce stało jeszcze nisko. Poszłam do miast ludzi i tam im pomagałam, zbliżało się jednak południe. Poszłam na umówione spotkanie. Zjawił się i Etriell. Uśmiechnął się na mój widok.

<Etriell?>

Od Etriell'a - trochę mojej mocy

Spoglądałam, jak zwinne palce Nehariki śmigają po strunach lutni. Melodia, którą grała była przepiękna, choć pobrzmiewały w niej jakieś dziwne nutki. Niespokojne, zabawne... Nie mogłem tego sprecyzować.
Gdy skończyła uśmiechnęła się,a le nie do mnie, tylko do czegoś w jej przeszłości.
- Ładnie grasz - powiedziałem uśmiechając się dno niej.
- Dziękuję - znów posłała mi ten nieśmiały uśmiech.
Och, och. Dłonie mnie świerzbiły, żeby użyć mej mocy, ogrzać jej ciało, sprawić, by było drżące i wilgotne, sprawić, by jej oczy patrzyły na mnie płonąc pożądaniem. A mimo to powstrzymałem się. Jest czas na zabawę, na fizyczne uciechy, na pijaństwa i jest też czas na chwilę spokoju. Uciechą może być nie tylko ciało kobiety, ale także promień słońca i dotyk wiatru. Zwykła rozmowa może być źródłem przyjemności.
- A ty? Co lubisz? Co tworzysz? - spytała kobieta.
- Ja.. no cóż. Budzę ogień w sercach śmiertelnych, popycham ich, by szukali uciech i przyjemności - mówiąc to machnąłem dłonią, a pojawił się w niej kielich. 
Napełniłem naczynie wodą ze strumienia, po czym zanurzyłem koniuszek palca w cieczy. 
- W kolorze czerwieni, niczym ognie namiętności i słodkie jak moja towarzyszka - powiedziałem wręczając jej kielich wina. 
Nehariki upiła łyk. Przeszył mnie przyjemny dreszcz gdy koniuszkiem języka oblizała wargi.

<Nehariki?>

Od Nehariki - zakłopotanie

Spojrzałam na Etriell'a dziwnie się zachowywał, ale kiedy wszedł do wody szybko się odwróciłam. Etriell to zauważył i się uśmiechnął.
- Chodź do mnie. Wykąpiemy się razem - zaproponował
Zarumieniłam się na tą propozycję. Nie! Nie znam go dobrze, nie będę się przy nim rozbierać.
- Nie dziękuję, nie mam ochoty. - odparłam
Etriell się wykąpał i ubrał, więc się odwróciłam. Stał uśmiechnięty do mnie. Odwzajemniłam to delikatnym uśmiechem.
- Wygląda na to, że nie lubisz dzieci. Czemu nie powiedziałeś wcześniej? - spytałam się go
- Tak jakoś wyszło - powiedział zakłopotany
Uśmiechnęłam się tylko na tą uwagę.
- Nie rozumiem cię Etriell'u. - powiedziałam i tu nagle zobaczyłam lutnie.
Och! Jak dawno nie grałam na lutni. Ciekawe czy jeszcze pamiętam? Wzięłam ją do ręki i usiadłam, a obok mnie Etriell. Zaczęłam grać melodię z dzieciństwa....

<Etriell?>

Od Etriell'a - mały potwór!

Nehariki.. Ona... Włożyła mi w dłonie dziecko... Dziecko!! Wolałbym o stokroć by włożyła mi w ręce kłębowisko jadowitych węży, które na wcinały się szaleju. Ale to?! Mały, rozwrzeszczany, cuchnący potwór. Nieporadny, śliski, brudzący wszędzie robal. Pasożyt, który rósł w ciałach innych, psując piękne kształty kobiet, a później? Późnej jest jeszcze gorzej. Rośnie to to, wymaga cały czas czegoś, sprawia, że ludzie nie mają czasu, ani ochoty na przyjemności. Fakt później rośnie i może  wyrośnie z tego coś ciekawego, ale samo to, że kilkanaście lat trzeba się z tym męczyć? Ohydztwo i okropność.
Stałem próbując to umazane, zasmarkane coś trzymać jak najdalej od siebie. Nie wychodziło, bo wyciągało to to wstrętne, lepkie łapy w moją stronę.
Na szczęście niewolnica.. znaczy matka... małego potwora wstała. Zanim jednak zabrała paskudztwo musiała się nadziękować i nazachwycać jakie to szczęście ją spotkało. No owszem szczęście, że żyje, ale z drugiej strony wróci do niewoli, a warunki dyktować będzie głupie, sepleniące stworzenie. 
Wreszcie kobieta zabrała to coś z moich rąk. Uff... A potwór co? No uśmiechnął się radośnie, że ma niewolnika z powrotem. Ugh.. przerażające.
- Zawsze tak wszystkim pomagasz? - zpytałem.
Nie wiedziałem gdzie podziać dłonie, czułem się jakbym był brudny, wciąż miałem na skórze zapach małego śmierdzielasa.
- Staram się. Wszyscy jesteśmy dziećmi natury.
- Mam ochotę na kąpiel - powiedziałem i ruszyłem w stronę strumienia.
Wszedłem w chłodną wodę, a moje szaty rozwiały się.

<Nehariki? Tak jestem nagusieńki ;)>

Od Nehariki - rozmowa i mały ratunek


Poszłam za Etriell'em. Mówiąc szczerze byłam zaskoczona tym, ale mogę się z nim przejść i porozmawiać. Szliśmy milcząc jak na razie... Ja zaczęłam naszą rozmowę
- Jeśli mogę wiedzieć Etriell jesteś bogiem? - spytałam się chłopaka
- Tak pani - odparł
- I jeśli znowu mogę wiedzieć czego? - zapytałam znowu
- Uciech wszalakich - odparł
Uśmiechnęłam się delikatnie na tą odpowiedź.
- Pani jest boginią zieleni nieprawdaż? - zapytał się mnie
- Tak - odparłam
Szliśmy dalej. Było słychać śpiew skowronków.
- Etriell czy nie uważasz, że skowronki dziś zaskakująco pięknie i uroczo śpiewają? - spytałam się i zrobiłam obrót.
- Masz rację - odparł uśmiechająs się łobuzersko
Podeszłam do rosnących nieopadal kwiatów. Uplotłam z nich wianek i nałożyłam mu na głowę. Uśmiechnął się promiennie na ten dar.
Wziął mnie znowu za rękę i spacerowaliśmy dalej rozmawiając i śmiejąc się. Nagle usłyszeliśmy krzyk. Przestraszyłam się, ale usłyszałam jak ktoś woła o pomoc. Pobiegłam w tamtym kierunku, a za mną Etriell. Zobaczyłam dziecko, które pochylało się nad swoją matką. Ona była ranna. podeszłam do nich.
- Kochanie co się stało? - spytałam biorąc malca na ręce.
Opowiedział wszystko. Dałam malca Etriell'owi, żeby go potrzymał, a ja wyrwałam z ziemi zioło, które przyłożyłam do rany kobiety. natychmiast się uleczyły kobieta po chwili dziękowała za pomoc
- Pani to nic takiego. To nawet nie moja zasługa tylko tych ziół - odparłam

<Etriell?>

Od Etriell'a - spacer

Obudziłem się, bo zrobiło mi się strasznie gorąco, na dodatek było mi niewygodnie. Czyjaś dłoń leżała na mojej twarzy, nogi miałem unieruchomiony, bo ktoś splótł swoje kończyny z moimi. 
- Niech ktoś zgasi to przeklęte słońce - jęknąłem. 
W moim przypadku solidny kac równał się światłowstręt. Teraz czułem się jakby tur mnie kopnął.
Ktoś się obok mnie poruszył, zobaczyłem kłębiące się pukle w kolorze głębokiego burgundu. No tak.. Senja, a ta, która tak wplotła swoje zgrabne nóżki między moje to była Cendre. Ona uwielbiała się tak tulić i przyciskać do mnie.Reszta moich długonogich skarbów spała w pewnej odległości. Zawsze dzieliliśmy moje ogromne, okrągłe łoże, na którym spokojnie zmieściłoby się jeszcze z sześć osób i nie byłoby ciasno.
- Dziewczęta, pobudka - wyjęczałem i lekko się poruszyłem. 
Lubiłem wszystko robić tak jak robią to śmiertelnicy. Powoli się poruszać, chodzić, śmiać się, nawet kaca lubiłem. Choć najczęściej wytrzymywałem go nie dłużej niż trzydzieści minut., Tym razem dałem za wygraną po dziesięciu minutach i przyłożyłem dłoń do czoła. Wszystko co nieprzyjemne odeszło w mig. Byłem rześki i wypoczęty, jednak moje dziewczęta już niestety nie bardzo. Machnąłem dłonią, by ulżyć im w cierpieniach, a sam pstryknąłem palcem i przeniosłem się na ziemię. Miałem ochotę na spacer.
Przechadzając się po jakimś zielonym zakątku ujrzałem śliczną istotkę. Od razu ruszyłem w jej kierunku. Rozpoznałem ją od razu, bo znalem wszystkie bóstwa, ale ona mnie chyba nie. 
- Witaj, jestem Neharika, a ty? - spytała z delikatnym uśmiechem, słodkim niezwykle.
- Etriell - przedstawiłem się. 
- Miło poznać, może w czymś pomóc? - zapytała uprzejmie.
Ach ujęła mnie ta jej uprzejmość. 
- Spaceruję tylko, może więc mi piękna pani dotrzymasz towarzystwa? 
- Właśnie pracuję... 
- Oj, skarbie, praca nie zając, zawsze będzie i nigdzie nie ucieknie, a miłe chwile są ulotne - ująłem jej dłoń i ruszyłem powoli.
Kobieta poszła za mną nieco zaskoczona.

<Nehariki?>

Od Nehariki - spotkanie

Był piękny poranek. Poszłam odwiedzić mego brata na Olimpie. Posiedzieliśmy, porozmawialiśmy i pośmialiśmy się. Musiałam już iść
- Wybacz bracie, ale roślinność sama się nie zrobi. - powiedziałam do niego.
Uśmiechnął się tylko na tą uwagę i mnie odprowadził.
- Uważaj na siebie - rzekł.
Pomachałam mu na pożegnanie i ruszyłam w swoim kierunku. Zaczęłam pracować. Wszystko wkoło zaczęło się zielenić. Zobaczyłam, że ktoś przechodzi ścieżką. Był to mężczyzna o blond włosach, czerwonych oczach, a na szyi miał naszyjnik. Zatrzymał się i spojrzał w moim kierunku. Uśmiechnął się do mnie i zaczął iść w moją stronę. Stanął koło mnie i spojrzał na mnie.
- Witaj, jestem Neharika, a ty? - spytałam i delikatnie się uśmiechnęłam.
- Etriell - odparł.
- Miło poznać, może w czymś pomóc? - zapytałam.

<Etriell?>