Nagle świat, w którym byłam zniknął. Poczułam jak wraca czucie. Łapczywie i gwałtownie zaczerpnęłam powietrza. Poczułam jak ktoś mnie przytula. Otworzyłam oczy... Fulbur mnie tulił...
- Kochanie... - powiedziałam słabym głosem...
Pocałował mnie i jeszcze mocniej mnie przytulił.Trwaliśmy tak z dobre kilka minut. Nagle poczułam krew. Spojrzałam na Fulbura. To co zobaczyłam przeraziło mnie.
- Fulbur! Ty krwawisz! - krzyknęłam panicznie i szybko wstałam...
Fulbur chciał mnie powstrzymać, lecz mu się to nie udało... Po mimo bólu głowy udało mi się go obandażować. Położyłam go na łóżku.
- Skąd masz te rany? I jak to się stało, że żyję? - spytałam się go
Wszystko mi wyjaśnił. Co usłyszałam zszokowało mnie... Z moich oczu poleciały łzy...
- Neytiri co się stało? - spytał zdenerwowany Fulbur
- To moja wina... Przeze mnie zawarłeś ten pakt.. powinnam nie żyć! - krzyczałam zrozpaczona.
Fulbur natychmiast mnie przytulił. Rozpłakałam się jak dziecko, które uderzyło się o coś. To przeze mnie zawarł ten pakt.
- Przestań.. - powiedział Fulbur
Wtuliłam się w niego, bałam się tego co może się stać za te siedem nocy... Robiłam się senna, mój ukochany ułożył mnie na łożu i sam się położył koło mnie tuląc mnie do siebie. Szybko zasnęłam, a chwile później Fulbur zasnął. Nastał następny dzień. Obudziłam się i rozejrzałam obok mnie leżał Fulbur. Uśmiechnęłam się do niego i pocałowałam go w czoło. Obudził się z uśmiechem na twarzy.
- Witaj - rzekł do mnie
- Witaj... - odpowiedziałam i się mocno przytuliłam do niego...
<Fulbur?>
sobota, 14 czerwca 2014
poniedziałek, 26 maja 2014
Od Fulbura - pakt
Nie!
To nie może być prawda! Ona nie może umrzeć! Nie może! - powtarzałem sobie w myślach, wciąż i wciąż, tuląc martwe, bezwładne ciało ukochanej. Płakałem, a moje łzy wyparowywały w elektrycznej burzy wokół mojego ciała.
Nie mogłem się z tym pogodzić, nie mogłem pozwolić jej tak odejść.
- Moja ukochana - wyszeptałem kładąc ją na łożu i otulając, jakby tylko spała.
Przeniosłem się do wielkiej biblioteki. Tam schowana była wiedza wszystkiego co rozumne. Sam Chaos pisał pierwsze ze spoczywających tu ksiąg.
Szukałem długo. Czegokolwiek. Zacząłem się już poddawać, gdy ujrzałem kątem oka księgę w czarnej oprawie. cuchnęła krwią.
"Narodziny pierwszych bogów" - taki tytuł odczytałem, wypisany krwią na skórze do złudzenia przypominającej ludzką.
Przeglądałem stronice zapisane zakrzepłą posoką. Znalazłem tam to czego szukałem. Znalazłem to jak można wskrzesić dowolną istotę.
Wróciłem do swej świątyni. Wyjąłem sztylet i na przedramieniu wyciąłem we własnym ciele znaki, które ujrzałem w księdze. Moja krew plamiła pościel i ciało mojej ukochanej.
Rozciąłem znaki, głęboko, tak, że bluznęła krew. Poczułem ogarniającą mnie słabość, a wkrótce wir energii.
- A więc dobić targu chce piorun pośród nawałnicy - usłyszałem. Spojrzałem na stworzenie i choć próbowałem to nie mogłem określić jego kształtu. Był wysoki i wydawał się kościsty, ale jego czarne szaty łopotały na nieistniejącym tu wietrze tak, że jego sylwetka zamazywała się i zmieniała, jego twarz skryta była w kapturze, który czasami sam zdawał się być twarzą o pusty oczodołach, bez nosa i ust.
- Tak... Pragnę życia ukochanej.
- A co jesteś w stanie za to oddać? - spytało stworzenie.
- Czego tylko żądasz - jęknąłem.
- Hojny jest piorun - wycharczał. - Dasz mi to, co utkane pośród burzy. Przybędę po to, za siedem księżyców. A ty dasz mi to. W przeciwnym razie oboje was skarzę na wieczne męki - jego peleryna rozwarła się ukazując wykrzywione bólem twarze.
- Dobrze... Tylko mi ją oddaj - poprosiłem.
Istota zaśmiała się i zniknęła, a Neytiri zaczerpnęła gwałtownie powietrza. Przytuliłem ja mocno, czując jak słabnę.
<Neytiri?>
To nie może być prawda! Ona nie może umrzeć! Nie może! - powtarzałem sobie w myślach, wciąż i wciąż, tuląc martwe, bezwładne ciało ukochanej. Płakałem, a moje łzy wyparowywały w elektrycznej burzy wokół mojego ciała.
Nie mogłem się z tym pogodzić, nie mogłem pozwolić jej tak odejść.
- Moja ukochana - wyszeptałem kładąc ją na łożu i otulając, jakby tylko spała.
Przeniosłem się do wielkiej biblioteki. Tam schowana była wiedza wszystkiego co rozumne. Sam Chaos pisał pierwsze ze spoczywających tu ksiąg.
Szukałem długo. Czegokolwiek. Zacząłem się już poddawać, gdy ujrzałem kątem oka księgę w czarnej oprawie. cuchnęła krwią.
"Narodziny pierwszych bogów" - taki tytuł odczytałem, wypisany krwią na skórze do złudzenia przypominającej ludzką.
Przeglądałem stronice zapisane zakrzepłą posoką. Znalazłem tam to czego szukałem. Znalazłem to jak można wskrzesić dowolną istotę.
Wróciłem do swej świątyni. Wyjąłem sztylet i na przedramieniu wyciąłem we własnym ciele znaki, które ujrzałem w księdze. Moja krew plamiła pościel i ciało mojej ukochanej.
Rozciąłem znaki, głęboko, tak, że bluznęła krew. Poczułem ogarniającą mnie słabość, a wkrótce wir energii.
- A więc dobić targu chce piorun pośród nawałnicy - usłyszałem. Spojrzałem na stworzenie i choć próbowałem to nie mogłem określić jego kształtu. Był wysoki i wydawał się kościsty, ale jego czarne szaty łopotały na nieistniejącym tu wietrze tak, że jego sylwetka zamazywała się i zmieniała, jego twarz skryta była w kapturze, który czasami sam zdawał się być twarzą o pusty oczodołach, bez nosa i ust.
- Tak... Pragnę życia ukochanej.
- A co jesteś w stanie za to oddać? - spytało stworzenie.
- Czego tylko żądasz - jęknąłem.
- Hojny jest piorun - wycharczał. - Dasz mi to, co utkane pośród burzy. Przybędę po to, za siedem księżyców. A ty dasz mi to. W przeciwnym razie oboje was skarzę na wieczne męki - jego peleryna rozwarła się ukazując wykrzywione bólem twarze.
- Dobrze... Tylko mi ją oddaj - poprosiłem.
Istota zaśmiała się i zniknęła, a Neytiri zaczerpnęła gwałtownie powietrza. Przytuliłem ja mocno, czując jak słabnę.
<Neytiri?>
niedziela, 25 maja 2014
Od Neytiri - wątpliwości
Jedynie co pamiętam to jak Fulbur wziął mnie na ręce, potem ciemność i strach... W mojej podświadomości powstawały różne myśli. Nie, nie nie! Znowu zaczęłam drżeć. Poczułam jak ktoś ściska moją dłoń. To nie może być prawda! Kłamiesz! W mojej podświadomości powstawały nadal różne myśli związane z tym co powiedział Teylen. Nagle zapadała całkowita pustka. Tak... jakby nic nie istniało, błoga cisza. Czy to jest śmierć?Poczułam jak ktoś mną potrząsa i krzyczy
- Neytiri! Nie odchodź!- to był głos Fulbura, tak jego głos, który był załamany i przerażony, ale dlaczego?
I po chwili mocne światło oślepiło mnie. Leżałam na trawie, nieprzytomna... Otrząsnęłam się z tego. Uniosłam się i rozejrzałam. Nie byłam w Zaświatach ani w świątyni Fulbura. To było całkowite inne miejsce, ale wyglądało znajomo. Zawiał przyjemny wiatr. Uśmiechnęłam się.
- Czy ja... nie żyje? - spytałam sama nie wiem kogo...
Fulbur... Och nie! Nie mogłam mu tego zrobić, ale było nie miałam pojęcia jak wrócić. Ktoś się zjawił, odwróciłam się w stronę nieznajomego
- Gdzie jestem? - spytałam się go
- Tak, gdzie wszyscy bogowie trafiają po śmierci. - odpowiedział
Czyli umarłam?
-Ja...- z moich oczu zaczęły płynąć łzy
Pokiwał głową na potwierdzenie. Byłam przerażona. Dlaczego?
- Jak mogę wrócić? - spytałam roztrzęsiona
- Przykro, ale nie można wrócić. Twoje życie się skończyło....
- Nie! Kłamiesz! Na pewno jest sposób! - krzyczałam
Rozpłakałam się jak dziecko. Nie mogłam zostawić Fulbura... Musiałam do niego wrócić.... Nagle krajobraz się zmienił...Wszędzie były martwe ciała.. Stał koło mnie ta sama osoba co wcześniej...
- Tak kończyli ci którzy chcieli wrócić
Byłam przerażona tym co zobaczyłam, ale myśl, że zostawię ukochanego napawała mnie większym bólem. Znowu znaleźliśmy się w tym miejscu co poprzednio....
- Naprawdę nie ma jakiegoś sposobu? - spytałam tracąc nadzieję.
Spojrzał na mnie i się zamyślił...
- Jest, ale tylko osoba, którą kochasz i ona ciebie jest w stanie cię uratować, ale nie wiem w jaki sposób
Spojrzałam na niego. Właśnie, ale jak to powiedzieć Fulburowi. Nic nie mogłam mu przekazać. Byłam bezsilna i to mnie najbardziej przerażało. Znowu płakałam. Sprawiłam tyle bólu mu, że może.... nie powinnam wracać? Tak, to będzie najlepszy sposób, żeby nie sprawiać mu bólu i cierpienia......
<Fulbur? Skapniesz się? I czy pozwolisz na odejście mi na zawsze?XD>
- Neytiri! Nie odchodź!- to był głos Fulbura, tak jego głos, który był załamany i przerażony, ale dlaczego?
I po chwili mocne światło oślepiło mnie. Leżałam na trawie, nieprzytomna... Otrząsnęłam się z tego. Uniosłam się i rozejrzałam. Nie byłam w Zaświatach ani w świątyni Fulbura. To było całkowite inne miejsce, ale wyglądało znajomo. Zawiał przyjemny wiatr. Uśmiechnęłam się.
- Czy ja... nie żyje? - spytałam sama nie wiem kogo...
Fulbur... Och nie! Nie mogłam mu tego zrobić, ale było nie miałam pojęcia jak wrócić. Ktoś się zjawił, odwróciłam się w stronę nieznajomego
- Gdzie jestem? - spytałam się go
- Tak, gdzie wszyscy bogowie trafiają po śmierci. - odpowiedział
Czyli umarłam?
-Ja...- z moich oczu zaczęły płynąć łzy
Pokiwał głową na potwierdzenie. Byłam przerażona. Dlaczego?
- Jak mogę wrócić? - spytałam roztrzęsiona
- Przykro, ale nie można wrócić. Twoje życie się skończyło....
- Nie! Kłamiesz! Na pewno jest sposób! - krzyczałam
Rozpłakałam się jak dziecko. Nie mogłam zostawić Fulbura... Musiałam do niego wrócić.... Nagle krajobraz się zmienił...Wszędzie były martwe ciała.. Stał koło mnie ta sama osoba co wcześniej...
- Tak kończyli ci którzy chcieli wrócić
Byłam przerażona tym co zobaczyłam, ale myśl, że zostawię ukochanego napawała mnie większym bólem. Znowu znaleźliśmy się w tym miejscu co poprzednio....
- Naprawdę nie ma jakiegoś sposobu? - spytałam tracąc nadzieję.
Spojrzał na mnie i się zamyślił...
- Jest, ale tylko osoba, którą kochasz i ona ciebie jest w stanie cię uratować, ale nie wiem w jaki sposób
Spojrzałam na niego. Właśnie, ale jak to powiedzieć Fulburowi. Nic nie mogłam mu przekazać. Byłam bezsilna i to mnie najbardziej przerażało. Znowu płakałam. Sprawiłam tyle bólu mu, że może.... nie powinnam wracać? Tak, to będzie najlepszy sposób, żeby nie sprawiać mu bólu i cierpienia......
<Fulbur? Skapniesz się? I czy pozwolisz na odejście mi na zawsze?XD>
Od Fulbura - bóg piorunów
Neytiri nie wracała długo. Jak dla mnie zdecydowanie za długo. Zacząłem więc szukać jej. Spoglądałem z nieba, pytałem innych. nic. Ślad wszelki po niej zaginął.
Po raz tysięczny, zdenerwowany i zrozpaczony przemierzałem ziemię. Wszystko na czym stanęły moje stopy paliło się i skręcało rażone piorunami nie opuszczającymi od ponad doby powierzchni mej skóry.
- Uspokój się proszę - wołał ktoś. Jakiś bóg, który ubolewał nad losem istot, które nie zdążyły zejść z mej drogi. Ale ja nie słuchałem. Tylko jedna myśl błądziła w mej głowie. Chciałem znaleźć ukochaną.
Wyczułem strach i ciemność. Jeden z mrocznych bożków uciekał przede mną panicznie. Jego strach był czymś więcej niż strachem, jaki mógł wzbudzić zdenerwowany bóg. On coś wiedział. Skoczyłem w jego stronę i złapałem go. moja moc szalała raniąc go.
- Wiesz gdzie jest Naytiri? - spytałem
- N-nie... - wyjąkał. Kłamał.
Uderzyłem go. Tłukłem jak zwierzę dotąd, aż zaczął skomleć i płakać.
- Zabrali ją... - wycharczał.
- KTO!? - ryknąłem.
- Teylen i Rifatusirian.
- Co?!
Nie mogłem w to uwierzyć. Co te parszywe poczwary chciały od mojej ukochanej!?
- Otwórz mi przejście do podziemi - rozkazałem.
- N-nie mogę... Jeśli cię tam w puszczę zabiją mnie.
- Ja ci zrobię coś gorszego jeśli nie otworzysz wrót w tej chwili!
Widziałem strach w jego oczach.
Bożek zrobił to czego chciałem i po chwili byłem już w podziemiach szukając śladu Naytiri. Znalazłem i popędziłem za jej aurą.
Gdy z hukiem otworzyłem drzwi komnaty stanąłem jak wryty, ale moja moc buchnęła z siłą jakiej sam w sobie nie znałem. Teylen stał nad Naytiri z mieczem w dłoni. Rzuciłem się w jego stronę. Złapałem mocno jego ciało, które targały spazmy. Przepuściłem przez niego swoją moc, całą moc piorunów. Stałem tak dziko wpatrując się w jego twarz dopóki nie stanęła w płomieniach i nie spopieliła się.
Odrzuciłem ciało i ukląkłem przy ukochanej. Uniosłem ją delikatnie i przeniosłem nas do domu. Do mojej świątyni. Ułożyłem ją w łożu. Cała moja złość opadła. Delikatnie głaskałem jej czoło i ściskałem jej dłoń. Jej ciało leczyło się,a le za wolno jak dla mnie...
<Neytiri?>
Po raz tysięczny, zdenerwowany i zrozpaczony przemierzałem ziemię. Wszystko na czym stanęły moje stopy paliło się i skręcało rażone piorunami nie opuszczającymi od ponad doby powierzchni mej skóry.
- Uspokój się proszę - wołał ktoś. Jakiś bóg, który ubolewał nad losem istot, które nie zdążyły zejść z mej drogi. Ale ja nie słuchałem. Tylko jedna myśl błądziła w mej głowie. Chciałem znaleźć ukochaną.
Wyczułem strach i ciemność. Jeden z mrocznych bożków uciekał przede mną panicznie. Jego strach był czymś więcej niż strachem, jaki mógł wzbudzić zdenerwowany bóg. On coś wiedział. Skoczyłem w jego stronę i złapałem go. moja moc szalała raniąc go.
- Wiesz gdzie jest Naytiri? - spytałem
- N-nie... - wyjąkał. Kłamał.
Uderzyłem go. Tłukłem jak zwierzę dotąd, aż zaczął skomleć i płakać.
- Zabrali ją... - wycharczał.
- KTO!? - ryknąłem.
- Teylen i Rifatusirian.
- Co?!
Nie mogłem w to uwierzyć. Co te parszywe poczwary chciały od mojej ukochanej!?
- Otwórz mi przejście do podziemi - rozkazałem.
- N-nie mogę... Jeśli cię tam w puszczę zabiją mnie.
- Ja ci zrobię coś gorszego jeśli nie otworzysz wrót w tej chwili!
Widziałem strach w jego oczach.
Bożek zrobił to czego chciałem i po chwili byłem już w podziemiach szukając śladu Naytiri. Znalazłem i popędziłem za jej aurą.
Gdy z hukiem otworzyłem drzwi komnaty stanąłem jak wryty, ale moja moc buchnęła z siłą jakiej sam w sobie nie znałem. Teylen stał nad Naytiri z mieczem w dłoni. Rzuciłem się w jego stronę. Złapałem mocno jego ciało, które targały spazmy. Przepuściłem przez niego swoją moc, całą moc piorunów. Stałem tak dziko wpatrując się w jego twarz dopóki nie stanęła w płomieniach i nie spopieliła się.
Odrzuciłem ciało i ukląkłem przy ukochanej. Uniosłem ją delikatnie i przeniosłem nas do domu. Do mojej świątyni. Ułożyłem ją w łożu. Cała moja złość opadła. Delikatnie głaskałem jej czoło i ściskałem jej dłoń. Jej ciało leczyło się,a le za wolno jak dla mnie...
<Neytiri?>
sobota, 24 maja 2014
Od Nehariki
Chamstwo Etriell'a było okropne. Jak nie chciał mieć dzieci to nie powinien uwodzić innych. Postanowiłam, że pogadam o tym Cavi. Jej służąca zaprowadziła mnie do niej
- Hej...
Usiadłyśmy i rozmawiałyśmy o tym co zrobimy z tym fantem. Dosyć długo rozmyślałyśmy o tym, lecz jak na razie żadna z nas nie wpadła na pomysł co z tym zrobić. Poszłyśmy się przejść. Szliśmy w milczeniu. Nadal nie miałyśmy pomysłu co zrobić. Po dwóch godzinach wróciliśmy do świątyni Cavinian. Trudno będzie się uporać z tym....
- Musimy coś zrobić! - krzyknęłam
- Wiem. - odparła Cavi
Nastała znowu cisza między nami. Żadnej z nas nie dawało to spokoju. Trzeba było dać nauczkę Etriell'owi. Ale jaką? No właśnie jaką. Cały czas próbowałyśmy coś wymyślić, ale klapa wychodziła z tego. Denerwowała to nas. Zjadłyśmy coś, podczas rozmowy nasze Cavi wpadła na pomysł jakiś
- Wpadłam na pomysł! - krzyknęła
- Jaki? - zaciekawiłam się
Cavinian rzekła.
-...
<Cavi, jaki to był pomysł?>
- Hej...
Usiadłyśmy i rozmawiałyśmy o tym co zrobimy z tym fantem. Dosyć długo rozmyślałyśmy o tym, lecz jak na razie żadna z nas nie wpadła na pomysł co z tym zrobić. Poszłyśmy się przejść. Szliśmy w milczeniu. Nadal nie miałyśmy pomysłu co zrobić. Po dwóch godzinach wróciliśmy do świątyni Cavinian. Trudno będzie się uporać z tym....
- Musimy coś zrobić! - krzyknęłam
- Wiem. - odparła Cavi
Nastała znowu cisza między nami. Żadnej z nas nie dawało to spokoju. Trzeba było dać nauczkę Etriell'owi. Ale jaką? No właśnie jaką. Cały czas próbowałyśmy coś wymyślić, ale klapa wychodziła z tego. Denerwowała to nas. Zjadłyśmy coś, podczas rozmowy nasze Cavi wpadła na pomysł jakiś
- Wpadłam na pomysł! - krzyknęła
- Jaki? - zaciekawiłam się
Cavinian rzekła.
-...
<Cavi, jaki to był pomysł?>
Od Neytiri - niemożliwe...
Jęknęłam, kiedy jego dłonie znalazły się między moimi udami. Wtuliłam się w niego.
- Witaj... - wyjąkałam do niego.
Pocałował mnie namiętnie, odwzajemniłam pocałunek. Uśmiechnął się do mnie. Usiedliśmy przytuleni do siebie. Siedzieliśmy tak z dobre parę godzin. Robiło się już ciemno. Fulbur wziął mnie na ręce i zaniósł na łóżko i położył się na mnie. Przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam zachłannie. Roześmiał się na to. Zdjął ze mnie ubranie, a ja z niego. Leżeliśmy nadzy. Fulbur całował mnie, schodząc coraz niżej. Pieścił moje ciało, w końcu wszedł we mnie. Jęknęłam dźwięcznie, kochaliśmy się długo i namiętnie. Następnego dnia obudziłam się pierwsza. Wstałam delikatnie, żeby nie obudzić Fulbura. Ubrałam się i zeszłam na ziemie. Spacerowałam sobie po lesie. Byłam szczęśliwa. Miałam nadzieję, że moje życie z Fulburem się ułoży i będzie szczęśliwe. Po paru godzinach poczułam okropny ból głowy. Czyjeś myśli to spowodowały. Nagle ktoś pojawił się za mną. Wystraszyłam się, chciałam się szybko odsunąć od niego, ale mnie mocno złapał za rękę.
- Oj, nie uciekniesz mi Neytiri - rzekł nieznajomy
- Kim jesteś? - spytałam się go
- Mhm...ojciec Ci o mnie nie mówił. Jestem Teylen. Twoja rodzina zabiła moją. - wyjaśnił
To co usłyszałam wstrząsnęło mną.
- To..to niemożliwe.. kłamiesz! - krzyknęłam do niego
Próbowałam się wyrwać, wyciągnął miecz
- Teraz zginiesz - powiedział.
Wystraszyłam się. Nie miałam pojęcia co zrobić, kiedy ktoś się zjawił, ale nie był to Fulbur. Tylko Rifatusirian, władca podziemia. Czego on tutaj chciał? Teylen złapał mnie tak, że nie mogłam się ruszyć. Byłam wystraszona. Rifatus złapał mnie za podbródek i uniósł moją twarz, tak żebym spojrzała na niego.
- Nie zabijaj jej Teylen. Wiem, że przysiągłeś śmierć tej rodzinie, ale może lepiej ją zniewolić i zrobić, żeby była twoją służącą - rzekł władca podziemi
Teylen nie był zachwycony tym. Chciał coś powiedzieć, ale Rifatus mu przerwał.
- W Zaświatach porozmawiamy, bo jej ukochany może się zjawić w każdej chwili.
Teylen się zgodził na to, choć niechętnie. Zabrali mnie do Zaświatów. Wrzucili mnie do lochów, a Teylen zaczął dyskutować co zrobić ze mną z władcą podziemi. Rifatus kazał mnie przenieść do najniższych lochów, gdzie panował tylko mrok. Próbowałam się wyrwać,ale na próżno. Siedziałam już w lochach, wokół mnie panował tylko i wyłącznie mrok. Nic nie widziałam. Rozmyślałam nad moim położeniem. Było ono makabryczne. Rozpłakałam się. Dlaczego to się dzieje? Czy to możliwe, że moja rodzina zabiła jego? Nagle drzwi od mojej celi się odtworzyły. Stanął w nich Rifatusirian.
- Zdecydowano, że zostaniesz żoną Teylena. - powiedział ze spokojem. - Pojutrze macie ślub.
I wyszedł. CO?! Byłam zszokowana tą wiadomością. Nie chciałam za tego kłamce wychodzić! Miałam dwa dni do tego przymuszonego ślubu. Co robić? Byłam całkowicie bezradna w tej sytuacji. Moje zdanie się w ogóle nie liczyło. Usłyszałam kroki byli to służący Rifatusa. Skuli mi ręce i gdzieś prowadzili. Wrzucili mnie do kolejnych lochów, ale szczęście było w tym, że nie było tu mroku. Zmusili mnie do wypicia czegoś, po czym szybko i głęboko spałam. Wyglądałam jak bym nie żyła.
Przespałam tak z dwa dni. Obudziłam się, w mojej celi stał władca podziemi i Teylen.
- Niestety ślubu nie będzie - rzekł wrednie.
- No i dobrze. Cieszę się z tego powodu. - powiedziałam chłodno.
Pozłościło go to, więc złapał mnie za włosy i pociągnął do góry. Zabolało mnie to. Powlókł mnie aż do głównej sali. Rzucił mną o jakiś filar. Z mojego czoła płynęła krew. Kopnął mnie w brzuch. Poznęcał się nade mną tak, że byłam w strasznym stanie. Drżałam, przystawił mi swój miecz pod gardło. Już miał mnie zabić,lecz przez coś zranił mnie w bok. Syknęłam z bólu i złapałam się za bok, z którego sączyła się krew,a on już szykował się do kolejnego ataku....
<Fulbur? Jak mnie znalazłeś? I co robiłeś od czasu mojego zniknięcia, przez te 3 dni? I jak się dowiedziałeś, gdzie jestem oraz jak się dostałeś? XD>
- Witaj... - wyjąkałam do niego.
Pocałował mnie namiętnie, odwzajemniłam pocałunek. Uśmiechnął się do mnie. Usiedliśmy przytuleni do siebie. Siedzieliśmy tak z dobre parę godzin. Robiło się już ciemno. Fulbur wziął mnie na ręce i zaniósł na łóżko i położył się na mnie. Przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam zachłannie. Roześmiał się na to. Zdjął ze mnie ubranie, a ja z niego. Leżeliśmy nadzy. Fulbur całował mnie, schodząc coraz niżej. Pieścił moje ciało, w końcu wszedł we mnie. Jęknęłam dźwięcznie, kochaliśmy się długo i namiętnie. Następnego dnia obudziłam się pierwsza. Wstałam delikatnie, żeby nie obudzić Fulbura. Ubrałam się i zeszłam na ziemie. Spacerowałam sobie po lesie. Byłam szczęśliwa. Miałam nadzieję, że moje życie z Fulburem się ułoży i będzie szczęśliwe. Po paru godzinach poczułam okropny ból głowy. Czyjeś myśli to spowodowały. Nagle ktoś pojawił się za mną. Wystraszyłam się, chciałam się szybko odsunąć od niego, ale mnie mocno złapał za rękę.
- Oj, nie uciekniesz mi Neytiri - rzekł nieznajomy
- Kim jesteś? - spytałam się go
- Mhm...ojciec Ci o mnie nie mówił. Jestem Teylen. Twoja rodzina zabiła moją. - wyjaśnił
To co usłyszałam wstrząsnęło mną.
- To..to niemożliwe.. kłamiesz! - krzyknęłam do niego
Próbowałam się wyrwać, wyciągnął miecz
- Teraz zginiesz - powiedział.
Wystraszyłam się. Nie miałam pojęcia co zrobić, kiedy ktoś się zjawił, ale nie był to Fulbur. Tylko Rifatusirian, władca podziemia. Czego on tutaj chciał? Teylen złapał mnie tak, że nie mogłam się ruszyć. Byłam wystraszona. Rifatus złapał mnie za podbródek i uniósł moją twarz, tak żebym spojrzała na niego.
- Nie zabijaj jej Teylen. Wiem, że przysiągłeś śmierć tej rodzinie, ale może lepiej ją zniewolić i zrobić, żeby była twoją służącą - rzekł władca podziemi
Teylen nie był zachwycony tym. Chciał coś powiedzieć, ale Rifatus mu przerwał.
- W Zaświatach porozmawiamy, bo jej ukochany może się zjawić w każdej chwili.
Teylen się zgodził na to, choć niechętnie. Zabrali mnie do Zaświatów. Wrzucili mnie do lochów, a Teylen zaczął dyskutować co zrobić ze mną z władcą podziemi. Rifatus kazał mnie przenieść do najniższych lochów, gdzie panował tylko mrok. Próbowałam się wyrwać,ale na próżno. Siedziałam już w lochach, wokół mnie panował tylko i wyłącznie mrok. Nic nie widziałam. Rozmyślałam nad moim położeniem. Było ono makabryczne. Rozpłakałam się. Dlaczego to się dzieje? Czy to możliwe, że moja rodzina zabiła jego? Nagle drzwi od mojej celi się odtworzyły. Stanął w nich Rifatusirian.
- Zdecydowano, że zostaniesz żoną Teylena. - powiedział ze spokojem. - Pojutrze macie ślub.
I wyszedł. CO?! Byłam zszokowana tą wiadomością. Nie chciałam za tego kłamce wychodzić! Miałam dwa dni do tego przymuszonego ślubu. Co robić? Byłam całkowicie bezradna w tej sytuacji. Moje zdanie się w ogóle nie liczyło. Usłyszałam kroki byli to służący Rifatusa. Skuli mi ręce i gdzieś prowadzili. Wrzucili mnie do kolejnych lochów, ale szczęście było w tym, że nie było tu mroku. Zmusili mnie do wypicia czegoś, po czym szybko i głęboko spałam. Wyglądałam jak bym nie żyła.
Przespałam tak z dwa dni. Obudziłam się, w mojej celi stał władca podziemi i Teylen.
- Niestety ślubu nie będzie - rzekł wrednie.
- No i dobrze. Cieszę się z tego powodu. - powiedziałam chłodno.
Pozłościło go to, więc złapał mnie za włosy i pociągnął do góry. Zabolało mnie to. Powlókł mnie aż do głównej sali. Rzucił mną o jakiś filar. Z mojego czoła płynęła krew. Kopnął mnie w brzuch. Poznęcał się nade mną tak, że byłam w strasznym stanie. Drżałam, przystawił mi swój miecz pod gardło. Już miał mnie zabić,lecz przez coś zranił mnie w bok. Syknęłam z bólu i złapałam się za bok, z którego sączyła się krew,a on już szykował się do kolejnego ataku....
<Fulbur? Jak mnie znalazłeś? I co robiłeś od czasu mojego zniknięcia, przez te 3 dni? I jak się dowiedziałeś, gdzie jestem oraz jak się dostałeś? XD>
środa, 14 maja 2014
Od Fulbura - witaj
Szalałem wśród chmur, rozpętując burzę, bijąc ziemię i wszystko co było na niej piorunami. Przez moje ciało przechodziły spazmy mieszających się ze sobą emocji i odczuć.
Kiedy moje wnętrze wypaliło się w gniewie, a pozostał spokój spłynąłem do swojej podniebnej świątyni. Powoli i ostrożnie wszedłem do budynku. Wydawał się pusty, przeszedłem na balkon. Siedziała tam moja ukochana. Szata spływała po jej idealnym ciele, odkrywając ramiona. Siedziała pochylona, jej kształtne nogi zwisały w dół, ku przepaści, a ona sama spoglądała na ludzi, którzy z tej wysokości byli jak ziarnka piasku.
Podszedłem do niej ostrożnie, chicho i zanim zdążyła zareagować przyciągnąłem ją do siebie.
- Witaj - wymruczałem całując ją w kark, następnie w ucho. Moje dłonie zsunęły się między jej uda.
Pragnąłem jej. Jak z resztą zawsze gdy tylko na nią spojrzałem.
<Naytiri?>
Kiedy moje wnętrze wypaliło się w gniewie, a pozostał spokój spłynąłem do swojej podniebnej świątyni. Powoli i ostrożnie wszedłem do budynku. Wydawał się pusty, przeszedłem na balkon. Siedziała tam moja ukochana. Szata spływała po jej idealnym ciele, odkrywając ramiona. Siedziała pochylona, jej kształtne nogi zwisały w dół, ku przepaści, a ona sama spoglądała na ludzi, którzy z tej wysokości byli jak ziarnka piasku.
Podszedłem do niej ostrożnie, chicho i zanim zdążyła zareagować przyciągnąłem ją do siebie.
- Witaj - wymruczałem całując ją w kark, następnie w ucho. Moje dłonie zsunęły się między jej uda.
Pragnąłem jej. Jak z resztą zawsze gdy tylko na nią spojrzałem.
<Naytiri?>
Od Cavinian - Szkoda słów...
- Etriell, czy my wyglądamy jak byśmy żartowały? - prychnęłam - Ale skoro nie wierzysz...osobiście pofatyguje się z nią do ciebie kiedy się urodzi.
- Nawet tutaj nie przychodź - warknął
- Ty nic nie rozumiesz! - krzyknęła Neharika
- Owszem rozumiem, chcecie mnie wrobić w bachory których ojcem na pewno nie jestem! - krzyknął
- Jeszcze zobaczymy - szepnęłam
Nie miałam ochoty już dłużej go słuchać. Bredził...sam nie wiedział co mówi. Dlaczego on nam nie wierzy? Mam tego dość.
Wróciłam do swojej świątyni. Chciałam odpocząć...choć przez chwilę...nie denerwować się. Chamstwo Etriell'a jest po prostu oburzające.
Do mojej komnaty weszła służąca.
- Ktoś przyszedł - poinformowała mnie
- Przyprowadź tego "kogoś" do mnie - powiedziałam
Do pomieszczenia weszła Neharika.
<Neharika?>
- Nawet tutaj nie przychodź - warknął
- Ty nic nie rozumiesz! - krzyknęła Neharika
- Owszem rozumiem, chcecie mnie wrobić w bachory których ojcem na pewno nie jestem! - krzyknął
- Jeszcze zobaczymy - szepnęłam
Nie miałam ochoty już dłużej go słuchać. Bredził...sam nie wiedział co mówi. Dlaczego on nam nie wierzy? Mam tego dość.
Wróciłam do swojej świątyni. Chciałam odpocząć...choć przez chwilę...nie denerwować się. Chamstwo Etriell'a jest po prostu oburzające.
Do mojej komnaty weszła służąca.
- Ktoś przyszedł - poinformowała mnie
- Przyprowadź tego "kogoś" do mnie - powiedziałam
Do pomieszczenia weszła Neharika.
<Neharika?>
Od Etriell'a - bachory!!!
Wypiłem kolejny kielich wina i z lubością przyglądałem się jak Senja całuje i pieści Cendre. Uwielbiałem na nie patrzeć.
- Mathramin, skarbie... - wymruczałem, a moja czarnowłosa piękność rozpięła swoją suknię i pozwoliła jej opaść. Podeszła do mnie wiedząc doskonale czego chcę. Jej piękne usteczka zacisnęły się na moim członku, a języczek pieścił mnie. Wprawnymi rączkami pocierała nasadę mojego penisa, tak, że przechodził mnie miły prąd.
Cendre krzyknęła kiedy palce Senji mocno zagłębiły się w niej. Uniosłem się, odsunąłem od siebie Mathramin i podszedłem do Senji od tyłu. Wszedłem w nią, podczas gdy ona wciąż pieściła blondynkę. Czarnula podeszła do mnie, a jej rączki błądziły po moim ciele. Senja krzyknęła w ekstazie, wyszedłem z niej i dobrałem się do Cendre, wchodząc w nią mocno. Iskierka wciąż trzymała się blisko mnie.Kwiatuszek pustyni uniosła się i znów ustami zaczęła pieścić piersi Cendre.
Taką właśnie scenkę ujrzały Nahariki i Cavi, gdy weszły do mojej świątyni. Obie spłonęły rumieńcami iw pospiesznie wycofały się. Cendre zawstydziła się i zesztywniała, odsuwając ode mnie. No i po zabawie.
- Czego chcecie moje panie? - spytałem wychodząc do dwóch, czekających na zewnątrz boginek. Obie spojrzały na mnie zdegustowane. - Jeśli chcecie, możecie się przyłączyć - zaproponowałem z uśmiechem.
- Mam ci coś ważnego do przekazania - zaczęła Nehariki. - Jestem w ciąży.
- To Hurrigan jest zapewne prze szczęśliwy - powiedziałem uśmiechając się szczerze. Życzyłem mu7 wiele męczarni z małym potworem.
- Ja też - powiedziała Cavi.
- O no to widzę, że ci się jednak spodobały uciechy cielesne. miło to słyszeć - nie bardzo rozumiałem dlaczego przyszły się tym pochwalić.
- Chyba nie rozumiesz... - Cavi dotknęła swojego łona. - Nie byłam z nikim oprócz ciebie - wyjaśniła.
- Moje dziecko też nie koniecznie jest Hurrigana... - dodała Nehariki.
Przez moment spoglądałem na nie jak na idiotki. Nie bardzo rozumiałem o czym mówią. Przecież to nie mogły być moje dzieciaki... NIE MOGŁY!!!
- Wy chyba postradałyście rozumy - warknąłem. - Nie dam się wrobić w bachory! Zapomnijcie!
<Nehariki? Cavi?>
Od Cavinian - Etriell!
Spacerowałam po wiosce, już dawno ochłonęłam po pewnych wydarzeniach. Nie mam zamiaru pamiętać tego już dłużej. Najbardziej boli mnie to, że...jego napój nie zadziałał. Wpadł w niezłe bagno. Zapomniał o jednej najważniejszej rzeczy, jestem kim jestem i takie eliksiry na mnie nie działają. Mam zamiar wygarnąć mu wszystko co zrobił! Wszystko...jednak po drodze wpadnę jeszcze po Neharike. Coś czuję, że i ona ma zamiar na nim się odegrać. Szukałam jej trochę czasu. Bogini natury nie jest tak łatwo szukać. Ciągle gdzieś chodzi i wcale nie tak łatwo ją złapać.
Jest dobrze...udało mi się ją znaleźć. Chyba miała jakąś sprawę do Etriell'a bo szła w kierunku jego świątyni. I dobrze...pójdę razem z nią.
Weszłyśmy do świątyni. Na pierwszy rzut oka nie widać było, że jestem w ciąży ponieważ szaty zakrywały moje ciało.
<Etriell? Brak większych pomysłów, rozpisz się xD>
Jest dobrze...udało mi się ją znaleźć. Chyba miała jakąś sprawę do Etriell'a bo szła w kierunku jego świątyni. I dobrze...pójdę razem z nią.
Weszłyśmy do świątyni. Na pierwszy rzut oka nie widać było, że jestem w ciąży ponieważ szaty zakrywały moje ciało.
<Etriell? Brak większych pomysłów, rozpisz się xD>
wtorek, 13 maja 2014
Przeskok czasowy :)
Robię taki malutki przeskok czasowy o...ja wiem xD Jakieś 4 miechy czy coś. Tak! cztery miechy! xD Pozdrawiam serdecznie :)
Od Nehariki - nie chcę cię znać
Denerwowało mnie jego zachowanie.
- W tym, że wiedziałeś, że jestem zaręczona, a poza tym szukałam pocieszenia, a nie tego! Wiesz co nie chcę cię znać. Jesteś zwykłym draniem i skurwielem. - powiedziałam i zniknęłam
Etriell patrzył na mnie ze zdziwieniem w oczach. Jak za polezie to dam mu nauczkę,że powinien zostawić mnie w spokoju. Idiota zjawił się. Spojrzałam na niego wściekle i go zaatakowałam, związałam mu ręcę i ścisnęłam plączem jego gardło i lekko podduszałam. Sprawiało mi to ogromną radość.Sprawiało mi przyjemność patrzenie jak stara się złapać oddech.
- Lepiej nie chodź za mną, bo pożałujesz- rzekłam
- Dobra - powiedział zachrypniętym głosem.Chętnie jeszcze bym go pomęczyła.ale szkoda na tego gnoja mojej fatygi. Uderzyłam go mocno o drzewo i odeszłam od niego. Szłam już spokojniejsza. I trochę złości mi przeszło, jak się wyżyłam na nim, ale jak się pokażę to nie ręczę za siebie. Zabrałam się za robotę. Pielęgnowałam kwiaty, pomagałam drzewom rosnąć szybciej. Generalnie robiłam to samo co zwykle. Nic nowego, ale nie mówiąc szczerze nie wiem co wtedy we mnie wstąpiło, że zaatakowałam Etriell'a, ale mimo wszystko nie mam zamiaru go za to przepraszać. Westchnęłam ciężko. Debil i gnojek z Etriell'a jest. Otrząsnęłam się z tych myśli. Zapomnij o tym idiocie. Uśmiechnęłam się, myśląc, że coś to zmieni bądź poprawi mi nastrój. Nic, czułam się tak samo jak wcześniej....
<Etriell? I jak ci sie podobało powitanie?>
- W tym, że wiedziałeś, że jestem zaręczona, a poza tym szukałam pocieszenia, a nie tego! Wiesz co nie chcę cię znać. Jesteś zwykłym draniem i skurwielem. - powiedziałam i zniknęłam
Etriell patrzył na mnie ze zdziwieniem w oczach. Jak za polezie to dam mu nauczkę,że powinien zostawić mnie w spokoju. Idiota zjawił się. Spojrzałam na niego wściekle i go zaatakowałam, związałam mu ręcę i ścisnęłam plączem jego gardło i lekko podduszałam. Sprawiało mi to ogromną radość.Sprawiało mi przyjemność patrzenie jak stara się złapać oddech.
- Lepiej nie chodź za mną, bo pożałujesz- rzekłam
- Dobra - powiedział zachrypniętym głosem.Chętnie jeszcze bym go pomęczyła.ale szkoda na tego gnoja mojej fatygi. Uderzyłam go mocno o drzewo i odeszłam od niego. Szłam już spokojniejsza. I trochę złości mi przeszło, jak się wyżyłam na nim, ale jak się pokażę to nie ręczę za siebie. Zabrałam się za robotę. Pielęgnowałam kwiaty, pomagałam drzewom rosnąć szybciej. Generalnie robiłam to samo co zwykle. Nic nowego, ale nie mówiąc szczerze nie wiem co wtedy we mnie wstąpiło, że zaatakowałam Etriell'a, ale mimo wszystko nie mam zamiaru go za to przepraszać. Westchnęłam ciężko. Debil i gnojek z Etriell'a jest. Otrząsnęłam się z tych myśli. Zapomnij o tym idiocie. Uśmiechnęłam się, myśląc, że coś to zmieni bądź poprawi mi nastrój. Nic, czułam się tak samo jak wcześniej....
<Etriell? I jak ci sie podobało powitanie?>
Od Neytiri - decyzja
Propozycja Fulbura mnie zaskoczyła, ale cieszyłam się, że mi to zaproponował.
- Zgadzam się - powiedziałam z uśmiechem.
Fulbur się uśmiechnął i mnie pocałował namiętnie. Odwzajemniłam pocałunki. Przyciągnął mnie do siebie i przeniósł nas do swojej świątyni. Była wspaniała i ogromna. Fulbur oprowadził mnie po niej.
- Niesamowite - rzekłam
Uśmiechnął się i przyciągnął do siebie i mocno pocałował. Uśmiechnęłam się na to. Czułam się przy nim szczęście i bezpieczeństwo. Robiło się późno. Fulbur wskazał mi lóżko. Położyłam się na nim, a on koło mnie. Chwilę później zasnęliśmy przytuleni do siebie.
<Fulbur?>
- Zgadzam się - powiedziałam z uśmiechem.
Fulbur się uśmiechnął i mnie pocałował namiętnie. Odwzajemniłam pocałunki. Przyciągnął mnie do siebie i przeniósł nas do swojej świątyni. Była wspaniała i ogromna. Fulbur oprowadził mnie po niej.
- Niesamowite - rzekłam
Uśmiechnął się i przyciągnął do siebie i mocno pocałował. Uśmiechnęłam się na to. Czułam się przy nim szczęście i bezpieczeństwo. Robiło się późno. Fulbur wskazał mi lóżko. Położyłam się na nim, a on koło mnie. Chwilę później zasnęliśmy przytuleni do siebie.
<Fulbur?>
poniedziałek, 12 maja 2014
Od Fulbura - zostań ze mną...
Znów stąpałem po ziemi. Znów spokojny. A u mego boku szła wspaniała kobieta. Uśmiechnąłem się promiennie, złapałem ją za rękę i puściłem się biegiem po trawie. Naytiri biegła tuz obok mnie, śmiejąc się w głos. Ten dźwięk był najpiękniejszym jaki do tej pory słyszałem. Czysta, piękna radość.
Każda istota, czy to człowiek, zwierze czy bóg, potrzebuje do życia czegoś więcej niż powietrza, jedzenia i wody. Przez długie tysiąclecia sądziłem, że nic oprócz mojej własnej mocy nie potrzeba mi do życia. Myliłem się. Wystarczyło, że spotkałem Naytiri, a wszystko co wiedziałem stało się inne, odmieniło się.
Wbiegliśmy w wodę jeziora. Niczym dzieci biegaliśmy śmiejąc się i pluskając. Pochwyciłem kobietę w ramiona i złożyłem na jej ustach pocałunek.
- Chciałbym - zawahałem się.
- Co takiego? - spytała spoglądając na mnie z czułością w oczach.
- Chciałbym byś zamieszkała ze mną? W mojej świątyni? Nie chcę rozstawać się z tobą - powiedziałem w końcu.
<Neytiri?>
Każda istota, czy to człowiek, zwierze czy bóg, potrzebuje do życia czegoś więcej niż powietrza, jedzenia i wody. Przez długie tysiąclecia sądziłem, że nic oprócz mojej własnej mocy nie potrzeba mi do życia. Myliłem się. Wystarczyło, że spotkałem Naytiri, a wszystko co wiedziałem stało się inne, odmieniło się.
Wbiegliśmy w wodę jeziora. Niczym dzieci biegaliśmy śmiejąc się i pluskając. Pochwyciłem kobietę w ramiona i złożyłem na jej ustach pocałunek.
- Chciałbym - zawahałem się.
- Co takiego? - spytała spoglądając na mnie z czułością w oczach.
- Chciałbym byś zamieszkała ze mną? W mojej świątyni? Nie chcę rozstawać się z tobą - powiedziałem w końcu.
<Neytiri?>
Od Neytiri -
Fulbur porwał mnie nagą. Rozpętał burza. Nieopodal nas piorun trzasnął, wystraszyłam się,lecz on mnie uspokoił. Usiedliśmy na chmurze, Fulbur zaczął mnie od nowa namiętnie całować. Odwzajemniłam pocałunki z ochotą. Zaczął od nowa pieścić moje ciało. Nagradzałam go dźwięcznymi jękami. W końcu wszedł we mnie. Kochaliśmy się szybko i dziko,aż do zmęczenia. Leżeliśmy przytuleni do siebie. Piorun znowu trzasnął i się wystraszyłam, więc mocniej przytuliłam się do Fulbura. Uspokajał mnie, głaszcząc mnie po włosach. Uspokoił mnie, ale nadal czułam strach i lęk. Po chyba godzinie burza ustała.
- To było niesamowite - powiedziałam
On się uśmiechnął i podziękował. Znaleźliśmy się znowu na dole. Ubraliśmy się i poszliśmy się przejść.
<Fulbur?>
- To było niesamowite - powiedziałam
On się uśmiechnął i podziękował. Znaleźliśmy się znowu na dole. Ubraliśmy się i poszliśmy się przejść.
<Fulbur?>
niedziela, 11 maja 2014
Od Fulbura - razem rozpętajmy burzę.
Czułem się świetnie. Bliskość Naytiri sprawiała mi czystą radość. Dawała spokój.
- Jesteś cudowna - wyszeptałem, gdy spoglądała mi w oczy.
- Emocja... - wyszeptała.
- Hm...?
- Emocja... chciałabym poznać je wszystkie - powiedziała z tajemniczym, zamyślonym uśmiechem.
- Jeśli będę mógł pomogę... - pocałowałem ją w usta. Mocno, niecierpliwie.
Poddała mi się z uśmiechem i ochotą. Gładziłem jej ciało, poznawałem każdy jego fragment. Czułem jednak jak coś wrze we mnie. Siła, której nie chciałem okiełznać. I chyba nie umiałem.
- Pójdziesz ze mną? Rozpętasz ze mną burzę? - spytałem ujmując w dłonie jej twarzyczkę. Wciąż na niej leżałem, wciąż byliśmy nadzy, lekko rozgrzani swoją obecnością, dotykiem.
- Dobrze - powiedziała.
Porwałem ją. Od razu. Nagą i piękną. Uniosłem nas w górę ku chmurom. Chaos przejął władzę nade mną. Wiatr, deszcz i pioruny. Wszystko to w tym momencie podlegało mojej władzy.
Bogini wrzasnęła kiedy piorun przeszył powietrze ledwie cal od nas.
- Nie czuj strachu, moja droga - wyszeptałem głaszcząc ją i wciąż trzymając blisko siebie. Moje moce szalały wokół nas, targając nami. Byłem teraz żywiołem.
<Naytiri?>
- Jesteś cudowna - wyszeptałem, gdy spoglądała mi w oczy.
- Emocja... - wyszeptała.
- Hm...?
- Emocja... chciałabym poznać je wszystkie - powiedziała z tajemniczym, zamyślonym uśmiechem.
- Jeśli będę mógł pomogę... - pocałowałem ją w usta. Mocno, niecierpliwie.
Poddała mi się z uśmiechem i ochotą. Gładziłem jej ciało, poznawałem każdy jego fragment. Czułem jednak jak coś wrze we mnie. Siła, której nie chciałem okiełznać. I chyba nie umiałem.
- Pójdziesz ze mną? Rozpętasz ze mną burzę? - spytałem ujmując w dłonie jej twarzyczkę. Wciąż na niej leżałem, wciąż byliśmy nadzy, lekko rozgrzani swoją obecnością, dotykiem.
- Dobrze - powiedziała.
Porwałem ją. Od razu. Nagą i piękną. Uniosłem nas w górę ku chmurom. Chaos przejął władzę nade mną. Wiatr, deszcz i pioruny. Wszystko to w tym momencie podlegało mojej władzy.
Bogini wrzasnęła kiedy piorun przeszył powietrze ledwie cal od nas.
- Nie czuj strachu, moja droga - wyszeptałem głaszcząc ją i wciąż trzymając blisko siebie. Moje moce szalały wokół nas, targając nami. Byłem teraz żywiołem.
<Naytiri?>
Od Neytiri - pierwsza miłość
Nie wiem, ale pragnęłam go. Moje serce waliło jak młot. Czy to była miłość, o której tak mówią i myślą ludzie? Czym jest miłość? Spojrzałam w oczy Fulbura. Jak tą miłość rozpoznać? Czy to mnie spotkało? A może to tylko przypływ chwili? Jak to odróżnić? Nie znałam odpowiedzi na te pytanie. Ale ktoś bardzo mądry mi powiedział, żeby słuchała głosu serca ono wie. Moje serce mi mówiło, że to miłość, ale rozum co innego. Wybrałam serce. Przytuliłam się do Fulbura. Nie wiem czy czuł to samo co ja. A może mnie nie chciał? Bałam się miłości i jej konsekwencji. Nie pojmowałam znaczenia tego słowa i przeznaczenia. Wahałam się czy pozwolić mu, żeby wszedł we mnie i czy nie będę tego żałować. On też się wahał.. Spojrzałam głębiej w jego oczy. On by mi nie zrobił krzywdy. Czułam się przy nim bezpiecznie. No właśnie jakie uczucia towarzyszą miłości? Nie mogłam mimo wszystko tego pojąć. W końcu nasze wahania rozwiało się i Fulbur wszedł we mnie. Jęknęłam. Kochaliśmy się długo, dziko i namiętnie. Następnego dnia obudziłam się przytulona do nagiej piersi Fulbura, my byliśmy całkowicie nadzy. Fulbur spał jeszcze, ale chwilę później się obudził. Uśmiechnął się na powitanie, odwzajemniłam uśmiech. Leżeliśmy jeszcze kilka minut tak. Postanowiłam zgłębić tajniki wszystkich emocji ludzkich. Dlaczego ludzie czuję strach, zemstę, nienawiść,gniew? Co te emocje oznaczają? Chciałam je poznać... Spojrzałam w oczy Fulbura
<Fulbur?>
<Fulbur?>
Od Etriell'a - i ciebie posmakowałem
Zatopiłem się w ustach Nehariki. Moja moc sama wyzwoliła się i otoczyła nas.
Boginka była taka zagubiona, tak słodziutka. Pragnąłem jej. Tu. Teraz.
Wszedłem w nią szybko. Wiedziałem, że Hurrigan miał ją przede mną. Muszę przyznać, że byłem zazdrosny. Lubiłem dziewice. Lubiłem być tym pierwszym, tym, którego zawsze najlepiej się pamięta. Mimo tego drobnego szczególiku seks z nią sprawił mi ogrom przyjemności. Z czystą przyjemnością wsłuchiwałem się w kolejne jęki i krzyki rozkoszy.
Gdy nasze ciała zmogło zmęczenie zasnęliśmy. Kiedy jednak rankiem otworzyłem oczy byłem sam. Jaka szkoda. Miałem ochotę na powtórkę wczorajszego wieczoru.
Przeniosłem się do swojej świątyni i ułożyłem wygodnie w ogrodzie na sofie. Po kilku chwilach przyszła do mnie Cendre i położyła się na mojej piersi. Powoli zdjąłem z niej ubranie i nakierowałem tak, by zaczęła mnie ujeżdżać.
Moja kochanka opadła na mnie targana kolejnym orgazmem gdy tuż obok nas ktoś się zjawił. Nehariki.
Cendre błyskawicznie nakryła się narzutą, oblała rumieńcem i uciekła. Ja nadal leżałem nagi i wpatrywałem się w nią.
- Miło, że znów się widzimy. Dlaczego tak uciekłaś? - spytałem.
- Bo to nie powinno mieć miejsca! - krzyknęła. - Omamiłeś mnie mocą... Nie powinnam ci ulec. Źle zrobiłam i nikt nie może się o tym dowiedzieć. Nikt. Rozumiesz?
- Nie denerwuj się tak. Moja moc owszem działała, ale sama mnie pragnęłaś, nie rozumiem więc w czym rzecz.
<Nehariki?>
Boginka była taka zagubiona, tak słodziutka. Pragnąłem jej. Tu. Teraz.
Wszedłem w nią szybko. Wiedziałem, że Hurrigan miał ją przede mną. Muszę przyznać, że byłem zazdrosny. Lubiłem dziewice. Lubiłem być tym pierwszym, tym, którego zawsze najlepiej się pamięta. Mimo tego drobnego szczególiku seks z nią sprawił mi ogrom przyjemności. Z czystą przyjemnością wsłuchiwałem się w kolejne jęki i krzyki rozkoszy.
Gdy nasze ciała zmogło zmęczenie zasnęliśmy. Kiedy jednak rankiem otworzyłem oczy byłem sam. Jaka szkoda. Miałem ochotę na powtórkę wczorajszego wieczoru.
Przeniosłem się do swojej świątyni i ułożyłem wygodnie w ogrodzie na sofie. Po kilku chwilach przyszła do mnie Cendre i położyła się na mojej piersi. Powoli zdjąłem z niej ubranie i nakierowałem tak, by zaczęła mnie ujeżdżać.
Moja kochanka opadła na mnie targana kolejnym orgazmem gdy tuż obok nas ktoś się zjawił. Nehariki.
Cendre błyskawicznie nakryła się narzutą, oblała rumieńcem i uciekła. Ja nadal leżałem nagi i wpatrywałem się w nią.
- Miło, że znów się widzimy. Dlaczego tak uciekłaś? - spytałem.
- Bo to nie powinno mieć miejsca! - krzyknęła. - Omamiłeś mnie mocą... Nie powinnam ci ulec. Źle zrobiłam i nikt nie może się o tym dowiedzieć. Nikt. Rozumiesz?
- Nie denerwuj się tak. Moja moc owszem działała, ale sama mnie pragnęłaś, nie rozumiem więc w czym rzecz.
<Nehariki?>
Od Nahariki- rozmowa
- Hurigan - powiedziałam
Uśmiechnął się na to..
- Więc Huriganowi udało się zdobyć taką piękną istotę? - stwierdził niż zapytał
Spojrzałam na niego z lekkim uśmiechem na twarzy. Spacerowaliśmy rozmawiając ze sobą...
- Życie bywa zaskakujące. Nigdy nie myślałam, że znajdę kogoś kto mnie pokocha - powiedziałam
Etriell spojrzał na mnie i powiedział
- Czemuż tak myślałaś? Tak piękne istoty jak ty szybko znajdują sobie kogoś
Roześmiałam się delikatnie na te słowa. Potrafił poprawić humor. Był dobrym przyjacielem, na którego można było liczyć. Spacerowaliśmy jeszcze sobie. Wszędzie były kwiaty..
- Jakie kwiaty lubisz? - spytał się mnie Etriell
- Roże i tulipany, a ty?
- Róże - odparł
Uśmiechnęłam się, odwzajemnił to. Usiedliśmy nieopodal kwiatów.. Spojrzałam w niebo. Ciekawe kiedy wróci Hurigan? Czy nas związek będzie udany? A może źle postąpiłam zgadzając się na ten związek? Nie wiedziałam co już myśleć. Bałam się...
- Co się stało? - spytał się mnie Etriell
- Nie jestem pewna swojej decyzji. Boję się tego, generalnie boję się mężczyzn i tego co oni mogą zrobić. Czy mój wybór był dobry? Czy tylko los chce dać mi lekcję, żebym nie ufała mężczyznom? Nie wiem, co myśleć o tym i nie chcę.- mówiąc to schowałam twarz w dłonie....
Pierwszy raz komuś się wyżaliłam i zaufałam... To wszystko mnie przerosło, nie dawałam sobie już z tym rady.
Etriell przytulił mnie i uniósł moją twarz ku swojej. Spojrzałam w jego oczy, nachylił się i mnie delikatnie pocałował. Nie wiem co mnie napadło, że odwzajemniłam pocałunek. Jedną ręką włożył mi pod bluzkę. Jęknęłam, opadliśmy na ziemie. Co mnie do cholery napadło? Pozwalałam mu na to, ale dlaczego? Drugą rękę dał miedzy moje uda i wsunął we mnie dwa palce. Jęknęłam dźwięcznie... Nasze szaty się rozpłynęły. Leżeliśmy nadzy. Etriell nadal pieścił moje ciało. Nagradzałam go jękami, westchnieniami. Chwilę później wszedł we mnie. Kochaliśmy się szybko i nawet długo. Jeśli nawet można nazwać jutrzejszy dzień. Pierwsza się obudziłam. Co zobaczyłam przeraziło mnie i to bardzo. Teleportowałam się gdzie indziej. Szukałam pocieszenie, a nie tego. Jaka ja byłam głupia i naiwna! Jak mogłam pozwolić, żeby użył na mnie swoich mocy! Jak mogłam... Rozpłakałam się... BYŁAM zwykłą dziewczyną, która daję swoją dupę byle komu! Jak mogłam mu ufać i z nim się zadawać?!
<Etriell?>
Uśmiechnął się na to..
- Więc Huriganowi udało się zdobyć taką piękną istotę? - stwierdził niż zapytał
Spojrzałam na niego z lekkim uśmiechem na twarzy. Spacerowaliśmy rozmawiając ze sobą...
- Życie bywa zaskakujące. Nigdy nie myślałam, że znajdę kogoś kto mnie pokocha - powiedziałam
Etriell spojrzał na mnie i powiedział
- Czemuż tak myślałaś? Tak piękne istoty jak ty szybko znajdują sobie kogoś
Roześmiałam się delikatnie na te słowa. Potrafił poprawić humor. Był dobrym przyjacielem, na którego można było liczyć. Spacerowaliśmy jeszcze sobie. Wszędzie były kwiaty..
- Jakie kwiaty lubisz? - spytał się mnie Etriell
- Roże i tulipany, a ty?
- Róże - odparł
Uśmiechnęłam się, odwzajemnił to. Usiedliśmy nieopodal kwiatów.. Spojrzałam w niebo. Ciekawe kiedy wróci Hurigan? Czy nas związek będzie udany? A może źle postąpiłam zgadzając się na ten związek? Nie wiedziałam co już myśleć. Bałam się...
- Co się stało? - spytał się mnie Etriell
- Nie jestem pewna swojej decyzji. Boję się tego, generalnie boję się mężczyzn i tego co oni mogą zrobić. Czy mój wybór był dobry? Czy tylko los chce dać mi lekcję, żebym nie ufała mężczyznom? Nie wiem, co myśleć o tym i nie chcę.- mówiąc to schowałam twarz w dłonie....
Pierwszy raz komuś się wyżaliłam i zaufałam... To wszystko mnie przerosło, nie dawałam sobie już z tym rady.
Etriell przytulił mnie i uniósł moją twarz ku swojej. Spojrzałam w jego oczy, nachylił się i mnie delikatnie pocałował. Nie wiem co mnie napadło, że odwzajemniłam pocałunek. Jedną ręką włożył mi pod bluzkę. Jęknęłam, opadliśmy na ziemie. Co mnie do cholery napadło? Pozwalałam mu na to, ale dlaczego? Drugą rękę dał miedzy moje uda i wsunął we mnie dwa palce. Jęknęłam dźwięcznie... Nasze szaty się rozpłynęły. Leżeliśmy nadzy. Etriell nadal pieścił moje ciało. Nagradzałam go jękami, westchnieniami. Chwilę później wszedł we mnie. Kochaliśmy się szybko i nawet długo. Jeśli nawet można nazwać jutrzejszy dzień. Pierwsza się obudziłam. Co zobaczyłam przeraziło mnie i to bardzo. Teleportowałam się gdzie indziej. Szukałam pocieszenie, a nie tego. Jaka ja byłam głupia i naiwna! Jak mogłam pozwolić, żeby użył na mnie swoich mocy! Jak mogłam... Rozpłakałam się... BYŁAM zwykłą dziewczyną, która daję swoją dupę byle komu! Jak mogłam mu ufać i z nim się zadawać?!
<Etriell?>
Od Fulbura - pragnienie i wahanie
Całowałem Neytiri. Najpierw w usta, a później niżej. Po długiej, pięknej szyi, wąskich ramionach, by w końcu sięgnąć jej piersi, które odkryłem zsuwając z niej szatę. Boginka zadrżała i wyprężyła się. Zsunąłem jej odzienie niżej i po chwili leżała pode mną zupełnie naga. Moja przepaska biodrowa także została odrzucona.
Pieściłem ciało Neytiri. Ustami skubałem jej piersi, a moje dłonie zjechały niżej. Jedną ścisnąłem jej kształtny pośladek, drugą wsunąłem między jej uda. Spomiędzy jej pełnych warg wydobył się zduszony krzyk, gdy moje palca wsunęły się w nią.
Przyspieszyłem, mocno pieszcząc ją dłonią. Boginka przesunęła się pode mną i przyciągnęła mnie do siebie. Ułożyłem się między jej udami, a mimo to nie wszedłem a nią. Nie byłem pewien czy powonieniem to robić. Pragnąłem jej, fizycznie, najwyraźniej ona mnie także, ale mógł to być jedynie przypływ chwili. Nie chciałem, by żałowała, że mi się oddała.
<Naytiri?
Pieściłem ciało Neytiri. Ustami skubałem jej piersi, a moje dłonie zjechały niżej. Jedną ścisnąłem jej kształtny pośladek, drugą wsunąłem między jej uda. Spomiędzy jej pełnych warg wydobył się zduszony krzyk, gdy moje palca wsunęły się w nią.
Przyspieszyłem, mocno pieszcząc ją dłonią. Boginka przesunęła się pode mną i przyciągnęła mnie do siebie. Ułożyłem się między jej udami, a mimo to nie wszedłem a nią. Nie byłem pewien czy powonieniem to robić. Pragnąłem jej, fizycznie, najwyraźniej ona mnie także, ale mógł to być jedynie przypływ chwili. Nie chciałem, by żałowała, że mi się oddała.
<Naytiri?
sobota, 10 maja 2014
Od Neytiri - zostań
Chciał odejść, lecz złapałam go za dłoń
- Zostań, proszę - powiedziałam do Fulbura.
Było w nim dużo chaosu, ale nie tylko to. Była w nim radość i uśmiech z życia. Usiadł koło mnie
- Na pewno chcesz żebym został? - spytał się
- Tak - odparłam z uśmiechem do niego
Odwzajemnił to, choć z ociąganiem. Pokręciłam z dezaprobatą głową, ale z uśmiechem. Posiedzieliśmy jeszcze trochę, a potem ruszyliśmy w dalszą drogę. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się, choć nadal czułam chaotyczne myśli, to przyjemnie i to nawet bardzo spędzałam czas przy Fulburze.
Spojrzałam w niebo, a potem na chłopaka...
- Wiesz co?- zapytałam
- Nie wiem co - odparł z uśmiechem
- Mhm... przyjemnie mi się spędza z tobą czas - odpowiedziałam
Spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Uśmiechnęłam się tylko. Na około nas rosły piękne róże. Fulbur zerwał jedną i mi przyczepił do włosów...
- Dziękuję - rzekłam
Chłopak się uśmiechnął, ja odpowiedziałam delikatnym uśmiechem. Zawiał zimny wiatr. Zrobiło mi się zimno. Fulbur to zauważył i mnie przytulił. Zarumieniłam się na to. Chłopak się uśmiechnął.
- No proszę, ktoś się zarumienił - powiedział z uśmiechem podnoszą moją twarz ku swojej
Moje myśli nawet były chaotyczne.. Fulbur się nachylił i mnie pocałował... Na początku byłam oszołomiona, ale po chwili odwzajemniłam pocałunek. Położyliśmy się na ziemi, czyli on leżał na mnie. Nadal całując mnie, ale coraz niżej z pocałunkami zjeżdżał....
<Fulbur? Co było dalej?>
- Zostań, proszę - powiedziałam do Fulbura.
Było w nim dużo chaosu, ale nie tylko to. Była w nim radość i uśmiech z życia. Usiadł koło mnie
- Na pewno chcesz żebym został? - spytał się
- Tak - odparłam z uśmiechem do niego
Odwzajemnił to, choć z ociąganiem. Pokręciłam z dezaprobatą głową, ale z uśmiechem. Posiedzieliśmy jeszcze trochę, a potem ruszyliśmy w dalszą drogę. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się, choć nadal czułam chaotyczne myśli, to przyjemnie i to nawet bardzo spędzałam czas przy Fulburze.
Spojrzałam w niebo, a potem na chłopaka...
- Wiesz co?- zapytałam
- Nie wiem co - odparł z uśmiechem
- Mhm... przyjemnie mi się spędza z tobą czas - odpowiedziałam
Spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Uśmiechnęłam się tylko. Na około nas rosły piękne róże. Fulbur zerwał jedną i mi przyczepił do włosów...
- Dziękuję - rzekłam
Chłopak się uśmiechnął, ja odpowiedziałam delikatnym uśmiechem. Zawiał zimny wiatr. Zrobiło mi się zimno. Fulbur to zauważył i mnie przytulił. Zarumieniłam się na to. Chłopak się uśmiechnął.
- No proszę, ktoś się zarumienił - powiedział z uśmiechem podnoszą moją twarz ku swojej
Moje myśli nawet były chaotyczne.. Fulbur się nachylił i mnie pocałował... Na początku byłam oszołomiona, ale po chwili odwzajemniłam pocałunek. Położyliśmy się na ziemi, czyli on leżał na mnie. Nadal całując mnie, ale coraz niżej z pocałunkami zjeżdżał....
<Fulbur? Co było dalej?>
czwartek, 8 maja 2014
Od Fulbura - jeden z bogów chaosu
Spędzanie czasu z Neytiri było czymś dla mnie naprawdę przyjemnym. Było w niej wiele ciepła, radości, ale także upragnionego przeze mnie spokoju. Dobrze się przy niej czułem, a mimo to część mnie wciąż była pogrążona w chaosie. Wciąż pragnęła wznieść się, hulać pośród chmur burzowych, dać upust mocy, nawet jeśli oznaczało to zniszczenie.
Jako bóg piorunów byłem jednym z bogów chaosu. Moja moc nie miała ani początku, ani końca. Nie była poukładana i sam nie potrafiłem przewidzieć co zrobię gdy ją uwolnię. Owszem mogłem bić pierunami w konkretne miejsce, wywołać nawałnicę w danym miejscu, ale robiłem to rzadko. Byłem żywiołem, nieobliczalnym, nieuporządkowanym, chaotycznym, rządzącym się swoimi prawami.
Neytiri chyba to czuła, bo jej moc budziła się. Poczułem tknięcie jej umysłu w swoim, nie mogła odczytać jednak moich myśli, był w nich zbyt duży chaos, było coś czego ona pojąć nie umiała.
Bogini znów złapała się za głowę.
- To chyba moja wina - wyszeptałem.
- C-co? - spytała unosząc na mnie wzrok.
- To moje myśli cię męczą... - westchnąłem. nie chciałem sprawiać jej bólu. - Powinienem już iść. Miło było spędzić z tobą czas.
Wstałem, by odejść, zatrzymała mnie jednak.
<Neytiri?>
Od Etriell'a - lodowa piękność i przecudna istota
Wróciłem do swoich komnat.
- Wszystko w porządku, panie mój? - spytała Eerie, podchodząc do mnie.
- Tak, kochana moja - uśmiechnąłem się i przyciągnąłem ją do siebie.
Delikatnie złączyłem swoje usta z jej, głaszcząc ją jednocześnie po chłodnym, bladym policzku. Moja ukochana uzdolniona dziewczynka. Zimna jak lód, a mimo to o tak ciepłym sercu. Nikt oprócz boga nie mógł jej tknąć, nie mógł sprawić by zatraciła się, przestałą kontrolować swoją moc. Kończył wtedy jako sopel lodu, bez życia. Ja jednak lubiłem jej zimno. Ten chłodny prąd, przebiegający po moim ciele, przywierający do skóry, ale nie sięgający dalej.
Uniosłem lekko dziewczynę i położyłem ją na stercie poduszek. Pospiesznie zdjąłem z niej suknię, a moje ubrania rozpłynęły się niczym mgła.
Długo kochałem ją, rozgrzewając jej ciało. Tylko przy mnie, tylko w ekstazie, na policzki Eerie wypływał rumieniec. Choć jej moce szalały, była teraz ciepła, krew szybko krążyła w jej żyłach.
Nakryłem swą śpiącą kochankę. Jej oddech uspokoił się już, a twarzyczka znów zaczęła blednąć.
- Nie budźcie jej - poprosiłem pozostałe kochanki i przeniosłem się, by zaznać chwili ciszy. Nie była mi jednak ona dana. Ktoś wpadł na mnie.Była to słodka Nehariki
- Przepraszam... - uniosła nieśmiało twarzyczkę, a po chwili uśmiechnęła się - Etriell!
Pomogłem jej wstać.
- Nic nie szkodzi. Może chcesz się przejść? - spytałem.
- Dobrze - odparła
Szliśmy chwilę w ciszy.
- Etriell... jestem zaręczona - wydukała nieśmiało i przystanęła.
- Gratulacje, moja droga - powiedziałem z uśmiechem. - Jesteś przecudną istotką, to było do przewidzenia, że ktoś cię skradnie.
Bogini zarumieniła się ślicznie.
- Pochlebca... - wyszeptała z uśmiechem.
- Być może, ale szczery. No więc? Kim jest twój szczęśliwy wybranek?
<Nehariki?>
- Wszystko w porządku, panie mój? - spytała Eerie, podchodząc do mnie.
- Tak, kochana moja - uśmiechnąłem się i przyciągnąłem ją do siebie.
Delikatnie złączyłem swoje usta z jej, głaszcząc ją jednocześnie po chłodnym, bladym policzku. Moja ukochana uzdolniona dziewczynka. Zimna jak lód, a mimo to o tak ciepłym sercu. Nikt oprócz boga nie mógł jej tknąć, nie mógł sprawić by zatraciła się, przestałą kontrolować swoją moc. Kończył wtedy jako sopel lodu, bez życia. Ja jednak lubiłem jej zimno. Ten chłodny prąd, przebiegający po moim ciele, przywierający do skóry, ale nie sięgający dalej.
Uniosłem lekko dziewczynę i położyłem ją na stercie poduszek. Pospiesznie zdjąłem z niej suknię, a moje ubrania rozpłynęły się niczym mgła.
Długo kochałem ją, rozgrzewając jej ciało. Tylko przy mnie, tylko w ekstazie, na policzki Eerie wypływał rumieniec. Choć jej moce szalały, była teraz ciepła, krew szybko krążyła w jej żyłach.
Nakryłem swą śpiącą kochankę. Jej oddech uspokoił się już, a twarzyczka znów zaczęła blednąć.
- Nie budźcie jej - poprosiłem pozostałe kochanki i przeniosłem się, by zaznać chwili ciszy. Nie była mi jednak ona dana. Ktoś wpadł na mnie.Była to słodka Nehariki
- Przepraszam... - uniosła nieśmiało twarzyczkę, a po chwili uśmiechnęła się - Etriell!
Pomogłem jej wstać.
- Nic nie szkodzi. Może chcesz się przejść? - spytałem.
- Dobrze - odparła
Szliśmy chwilę w ciszy.
- Etriell... jestem zaręczona - wydukała nieśmiało i przystanęła.
- Gratulacje, moja droga - powiedziałem z uśmiechem. - Jesteś przecudną istotką, to było do przewidzenia, że ktoś cię skradnie.
Bogini zarumieniła się ślicznie.
- Pochlebca... - wyszeptała z uśmiechem.
- Być może, ale szczery. No więc? Kim jest twój szczęśliwy wybranek?
<Nehariki?>
czwartek, 1 maja 2014
Od Nehariki - ale ze mnie niezdara
Siedzieliśmy z Huriganem obserwując naturę.
- Kochanie? - spytał się
- Tak? - spojrzałam na niego z ciekawością co chce mi powiedzieć
- Muszę na kilka dni opuścić Olimp i wyruszyć w podróż. - powiedział
- Mhm, w końcu gdzieś się ruszysz leniuchu - odparłam - Ale uważaj dobrze?
Skinął głową na znak zgody i mnie pocałował na pożegnanie. Zostałam sama, trochę tak smutno było mi, że Hurigan musiał gdzieś wyruszyć. Wstałam i poszłam się przejść. Byłam strasznie zamyślona, że nie zauważyłam jak na kogoś wpadłam..
- Przepraszam... - podniosłam głowę i zboczyłam... - Etriell!
Etriell się tylko uśmiechnął do mnie i pomógłmi wstać..
- Nic nie szkodzi. Może chcesz się przejść? - spytał się mnie
- Dobrze - odparłam
Etriell nie wiedział jeszcze o tym, że jestem zaręczona. Chciałam mu to powiedzieć, ale jak to dobrać w słowa? Szliśmy rozmawiając ze sobą...
- Etriell... jestem zaręczona - powiedziałam do niego
Czekałam na jego odpowiedź ...
<Etriell? Jaka była twoja reakcja?>
- Kochanie? - spytał się
- Tak? - spojrzałam na niego z ciekawością co chce mi powiedzieć
- Muszę na kilka dni opuścić Olimp i wyruszyć w podróż. - powiedział
- Mhm, w końcu gdzieś się ruszysz leniuchu - odparłam - Ale uważaj dobrze?
Skinął głową na znak zgody i mnie pocałował na pożegnanie. Zostałam sama, trochę tak smutno było mi, że Hurigan musiał gdzieś wyruszyć. Wstałam i poszłam się przejść. Byłam strasznie zamyślona, że nie zauważyłam jak na kogoś wpadłam..
- Przepraszam... - podniosłam głowę i zboczyłam... - Etriell!
Etriell się tylko uśmiechnął do mnie i pomógłmi wstać..
- Nic nie szkodzi. Może chcesz się przejść? - spytał się mnie
- Dobrze - odparłam
Etriell nie wiedział jeszcze o tym, że jestem zaręczona. Chciałam mu to powiedzieć, ale jak to dobrać w słowa? Szliśmy rozmawiając ze sobą...
- Etriell... jestem zaręczona - powiedziałam do niego
Czekałam na jego odpowiedź ...
<Etriell? Jaka była twoja reakcja?>
środa, 30 kwietnia 2014
Od Neytiri - spacer
Poszłam za nim. Pięknie tu było. Taka cisza i spokój panowało w tym miejscu jak w żadnym innym. Po paru minutach ukazał nam się strumyk. Zatrzymaliśmy się koło niego i usiedliśmy obok niego. Rozmawialiśmy ze sobą o różnych sprawach.
- Dlaczego pomagasz ludziom? - spytał się mnie nagle
- Bo potrzebują pomocy i każdy zasługuje żeby żyć - odpowiedziałam mu
Spojrzał na mnie ze zdziwieniem w oczach, ale po chwili się uśmiechnął do mnie. Odwzajemniam delikatnie uśmiech. Nagle Fulbur wstał i pomógł mi wstać, potem ruszyliśmy dalej pospacerować. Co prawda po drodze, w pewnym momencie mijaliśmy rzekę i zaczął mnie chlapać wodą, a ja jego. Po paru minutach byliśmy cali mokrzy. Usiedliśmy śmiejąc się. Głowa mnie nagle rozbolała od chaotycznych myśli czyichś. Fulbur raczej to zauważył
- Wszystko gra? - spytał
- Tak, wszystko jest w porządku. - odparłam
Po chwili ból minął, a ja zaczęłam się zastanawiać kto mógł mieć aż tak chaotyczne myśli, ale szybko się otrząsnęłam z tego.
<Fulbur?>
- Dlaczego pomagasz ludziom? - spytał się mnie nagle
- Bo potrzebują pomocy i każdy zasługuje żeby żyć - odpowiedziałam mu
Spojrzał na mnie ze zdziwieniem w oczach, ale po chwili się uśmiechnął do mnie. Odwzajemniam delikatnie uśmiech. Nagle Fulbur wstał i pomógł mi wstać, potem ruszyliśmy dalej pospacerować. Co prawda po drodze, w pewnym momencie mijaliśmy rzekę i zaczął mnie chlapać wodą, a ja jego. Po paru minutach byliśmy cali mokrzy. Usiedliśmy śmiejąc się. Głowa mnie nagle rozbolała od chaotycznych myśli czyichś. Fulbur raczej to zauważył
- Wszystko gra? - spytał
- Tak, wszystko jest w porządku. - odparłam
Po chwili ból minął, a ja zaczęłam się zastanawiać kto mógł mieć aż tak chaotyczne myśli, ale szybko się otrząsnęłam z tego.
<Fulbur?>
wtorek, 29 kwietnia 2014
Od Fulbura
Szalałem w przestworzach. Burza! Deszcz, wiatr i wyładowania elektryczne. Masy powietrze ścierające się ze sobą. Łaknąłem tej mocy! Tego wiatru, szaleństwa! Czułem jak moje ciało przeszywają błyskawice. Inny rodzaj ognia rozgrzał moje wnętrze.
Ciskałem piorunami. Nie kontrolowałem tego, nie wiedziałem gdzie trafią. I to było w tym najpiękniejsze. Ta całkowita przypadkowość, ślepy los.
Moje rozedrgane wnętrze uspokoiło się powoli. Deszcze wciąż padał, a wiatr wył niemiłosiernie, ale dość już było ognia pośród nocy.
Na ziemi zauważyłem ludzki dom, palił się. Była tam także inna istota. Nie była śmiertelna. Spadłem w dół. gwałtownie, jak sam piorun, huknąłem w grunt. Stałem przez chwilę rozglądając się na boki. Dość rzadko stąpałem po ziemi. Wolałem chmury.
Ktoś wpadł ana mnie. Boska istota.
- Wybacz mi, zamyśliłam się. Jestem Neytiri - przedstawiła się
- Nic nie szkodzi - w tym momencie poznałem ją - Fulbur jestem. Może się przejdziemy? - zaproponowałem.
- Pewnie, ale gdzie być chciał się wybrać? - zapytała.
Uśmiechnąłem się i chwyciłem ją za dłoń. Porwał nas wiatr. Neytiri krzyknęła, ale czując, że ją trzymam uspokoiła się nieco.
- Nic nie szkodzi - w tym momencie poznałem ją - Fulbur jestem. Może się przejdziemy? - zaproponowałem.
- Pewnie, ale gdzie być chciał się wybrać? - zapytała.
Uśmiechnąłem się i chwyciłem ją za dłoń. Porwał nas wiatr. Neytiri krzyknęła, ale czując, że ją trzymam uspokoiła się nieco.
Opadliśmy w cichej dolinie. Cisza.... tak, po burzy musi nastąpić cisza. Spokój.
Nie było tu ludzkich osad, zgiełku.
- Możemy iść na spacer - powiedziałem i ruszyłem. To było dziwne uczucie, gdy pod stopami miało się ziemię i rośliny, szczególnie po tak długim czasie.
<Neytiri?>
Od Neytiri - wybacz
Jak zwykle dzień mijał spokojnie. Zastanawiało mnie to dlaczego ludzie nie doceniają życia. Oni są śmiertelnikami, więc szybko umrą. Ich podejście do życia było ciekawe i jednocześnie godne pożałowania. Pomimo tego lubię ich. To prawda dla niektórych bogów są zwykłymi śmiertelnikami, ale też potrafią dokonać wielkich dzieł. Tak sobie rozmyślałam siedząc na skale w lesie. Nagle przyfrunął do mnie gołąb. Uśmiechnęłam się, życie zawsze potrafi zaskoczyć.. Spojrzałam na niebo, zbierało się na burzę. Wstałam i chciałam się udać nad wodospad, kiedy drzewo się przewróciło n jakiś dom, a dom zaczął płonąć. W środku byli jacyś ludzie. Pobiegłam w ich stronę. Biegnąc przecięłam się na ramieniu, ale się tym nie przejęłam zbytnio. Po paru minutach wyciągnęłam wszystkich ludzi. Spojrzałam na nich ze współczuciem w oczach
- Wszystko będzie dobrze. Miejcie nadzieję - powiedziałam do nich i sobie poszłam. Westchnęłam na to wydarzenie. Zamyśliłam się znowu nad życiem ludzi. Ich życie było kruche i przemijające, każda katastrofa lub niebezpieczna choroba mogła im odebrać życie.. Rozmyślając tak wpadłam na kogoś...
- Wybacz mi, zamyśliłam się. Jestem Neytiri - przedstawiłam się
- Nic nie szkodzi - odparł nieznajomy - Fulbur jestem
Uśmiechnęłam się, więc wpadłam na boga piorunów. On też się chyba domyślił, że jestem boginią myśli.
- Może się przejdziemy? - zaproponował
Jak zwykle nieprzewidywalny jest.
- Pewnie, ale gdzie być chciał się wybrać? - spytałam się go.
Uśmiechnął się tylko.
<Fulbur?>
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
Od Etriell'a - życie samo w sobie jest pragnieniem
Jej zdenerwowanie ciekawiło mnie. To zawsze mnie dziwiło. Istoty, które pragnęły czegoś, a kiedy już odważyły się po to sięgnąć, lamentowały. Za czym? Za stratą tego co w nich było zanim dostali to czego pragnęli? Po co to? Po co samego siebie karać tylko za to, że jest się istotą ciekawą świata, nowości, życia. Bo tym jest życie, poszukiwaniem i spełnianiem pragnień. Chcesz mieć dom? To pragnienie, dążysz do niego. Rodzinę? Zakładasz ją. Tak to działa.
Cavi pragnęła mnie. Wiedziałem to, czułem. Nie musiałem nawet używać swojej mocy, ona była tylko dodatkiem. A teraz bogini miała mi najwidoczniej za złe to, co się stało. To, na co się zgodziła.
Kiedy kobieta podeszła do mnie, była w nieco mniej bojowym nastroju. Położyłem jej dłoń na policzku. Wzdrygnęła się.
- Jeszcze niedawno mój dotyk sprawiał ci przyjemność - powiedziałem i kciukiem pogłaskałem ją po policzku.
- Czego ty ode mnie chcesz? - spytała żałośnie.
- Być może niczego? A być może czegoś? - spojrzałem jej w oczy. - Ja spełniam pragnienia. Jestem bogiem uciech. To od ciebie zależy czy chcesz żyć i cieszyć się życiem, czy wystarczy ci życie innych.
- Żyję i bez ciebie - powiedziała.
- Doprawdy? A co to za życie? Wychowujesz cudze dzieci, widzisz czyjeś szczęście. A sama masz z tego tylko pracę. Gdy natomiast sięgnęłaś po odrobinę przyjemności, wystraszyłaś się i na dodatek karzesz samą siebie, wciąż rozpamiętując, że coś przy tym straciłaś. coś co i tak potrzebne ci nie było. Coś co nie przynosiło radości. To jednak twoje życie i tylko ty możesz o nim decydować. Do zobaczenia, moja słodka bogini - powiedziałem i nachyliłem się, by odnaleźć jej usta. Pocałowałem ją namiętnie po czym zniknąłem, wracając do swojej świątyni.
Przywitały mnie oczywiście krzyki moich ukochanych ślicznotek.
<Cavi? Jak tam samopoczucie?>
niedziela, 27 kwietnia 2014
Od Taivasa - uśmiech
Uśmiechnąłem się na tą uwagę. Siedzieliśmy pod drzewem.
- Chodź - powiedziałem do niej i pomogłem jej wstać
Zaprowadziłem ją na polanę, gdzie rosło mnóstwo kwiatów różnych odmian...
Yuna się uśmiechnęła i zaczęła kroczyć miedzy kwiatami. Widziałem uśmiech na jej twarzy.
Rozejrzałem się wokół, nie tylko ptaki tu są. No tak!
- Yuna! Chodź coś ci pokażę - rzekłem kiedy do mnie podeszła.
Prowadziłem ją do pewnego miejsca. Nagle usłyszeliśmy ryk, na początku Yuna się przestraszyła
- Spokojnie to Arshia- odparłem
- Arshia? - spytała
- Smoczyca i jednocześnie moja towarzyszka - odparłem
Kiedy wyszliśmy zza lasu Yuna zobaczyła smoka.
- Arshia! - krzyknąłem
Smok, którego zobaczyła Yuna przyleciał do nas
-Witaj Taivasie - powiedziała smoczyca - A to kto?
- To moja przyjaciółka Yuna, Yuna to Arshia - przedstawiłem ich sobie
Yuna się uśmiechnęła, smoczyca nie do końca zadowolona z tego była.
Eh, jak zwykle trudna do zawierania nowych przyjaźni z innymi bogami, ale zaprzyjaźnią się.
Yuna widziała wokół gór z tysiące smoków.
- Wiesz co ci powiem? Że Arshia się wyróżnia od pozostałych - powiedziała do mnie
- Wiem to wyjątkowa smoczyca - odparłem
<Yuna? Teraz to ty mi wybacz za to, że czekałaś>
sobota, 12 kwietnia 2014
Od Caviniany - Eh...
Jak ja mam mu to powiedzieć? Przecież...ja wcale tego nie chciałam, a może? Jednak jedno jest pewne On myśli że wszystko mu wolno. I po co w ogóle tu przyszedł? Spojrzałam w jego oczy. Teraz uświadomiłam sobie, że to faktycznie moja wina bo to ja z nim poszłam. Przecież wcale nie musiałam. Wyswobodziłam się z jego objęć i ulotniłam się ze świątyni. Przeniosłam się tam gdzie jest cicho...tak nad rzekę. Szum wody mi nie przeszkadzał. Może i nie jestem zwolenniczka zwierząt, ale jakoś za specjalnie mi nie przeszkadzały. Najgorsze jest to, że Etriell wie gdzie teraz jestem. O wilku mowa...eh...czy on musi mi rujnować życie? Wolałabym go teraz nie widzieć. No dobra...przyszedł...niech mówi co chce i sobie idzie.
- Słucham, czego chcesz? - burknełam
- Wyjaśnisz mi czemu tak uciekasz? Czemu mnie obwiniasz? - spytał
- Uciekam bo nie chcę Cie widzieć. Obwiniam bo...eh nie ważne...po prostu idź sobie - odpowiedziałam
- Chce po prostu abyś mi wyjaśniła - powiedział
- Już Ci wyjaśniłam wszystko, a teraz do widzenia - warknęłam
Nastała cisza. Jak widać jemu podobało się to, że się wkurzam. Głupek! Mam ochotę go ubić! Zdałam sobie sprawę z tego, że zachowuje się jak...dziecko. Rozpaczam nad czymś czego już nie ma. No weźmy na przykład takiego małego łobuza. Ma lalkę ze słomy. Zabawka się pali, a on nad nią rozpacza. Eh...wstałam i podeszłam do niego.
<Etriell?>
- Słucham, czego chcesz? - burknełam
- Wyjaśnisz mi czemu tak uciekasz? Czemu mnie obwiniasz? - spytał
- Uciekam bo nie chcę Cie widzieć. Obwiniam bo...eh nie ważne...po prostu idź sobie - odpowiedziałam
- Chce po prostu abyś mi wyjaśniła - powiedział
- Już Ci wyjaśniłam wszystko, a teraz do widzenia - warknęłam
Nastała cisza. Jak widać jemu podobało się to, że się wkurzam. Głupek! Mam ochotę go ubić! Zdałam sobie sprawę z tego, że zachowuje się jak...dziecko. Rozpaczam nad czymś czego już nie ma. No weźmy na przykład takiego małego łobuza. Ma lalkę ze słomy. Zabawka się pali, a on nad nią rozpacza. Eh...wstałam i podeszłam do niego.
<Etriell?>
piątek, 11 kwietnia 2014
Od Yuny- Zdziwienie
Skrzyżowałam ręce na piersi.
-Jestem boginią zwierząt i jakim cudem nie wiem o tym miejscu?-zapytałam zdziwiona.
-Świat jest ogromny.-odrzekł.
-Rzeczywiście. Przyznam ci we wszystkim rację. Piękne miejsce i świat to ogrom.-odpowiedziałam.
Weszliśmy wgłąb tego zakątka. Wiele latających ptaków. Niektóre z nich znałam. Spacerowaliśmy jakiś czas. Nie miałam pojęcia że jest tu aż tak pięknie! Usiedliśmy pod wielkim drzewem. Wyciągnęłam rękę. Na moim ramieniu usiadł jeden z ptaków. Zaczęłam go głaskać.
(Taivas? Sory że tak długo czekałeś)
-Jestem boginią zwierząt i jakim cudem nie wiem o tym miejscu?-zapytałam zdziwiona.
-Świat jest ogromny.-odrzekł.
-Rzeczywiście. Przyznam ci we wszystkim rację. Piękne miejsce i świat to ogrom.-odpowiedziałam.
Weszliśmy wgłąb tego zakątka. Wiele latających ptaków. Niektóre z nich znałam. Spacerowaliśmy jakiś czas. Nie miałam pojęcia że jest tu aż tak pięknie! Usiedliśmy pod wielkim drzewem. Wyciągnęłam rękę. Na moim ramieniu usiadł jeden z ptaków. Zaczęłam go głaskać.
(Taivas? Sory że tak długo czekałeś)
piątek, 4 kwietnia 2014
Od Hurigana - Bu!
Obudziłem się, a Nehariki nie było. Przeczytałem co mi napisała i się uśmiechnąłem. Zjadłem i poszedłem wziąć się za swoją pracę. Żeglarze już od pewnego czasu proszą o wiatr, ale później się nimi zajmę. Zajęło mi to chyba z dwie godziny. Zostały mi tylko ci żeglarze. Machnąłem ręką i poszedłem w stronę Nehariki. Zobaczyłem, że skończyła pracę. Postanowiłem zrobić kawał. Zaszeleściłem i usłyszałem głos mojej ukochanej
- Kto tam?
Siedziałem cicho
- Musiało mi się zdawać - rzekła w końcu i się odwróciła.
Ja wyszedłem cicho i krzyknąłem
-Bu!
Krzyknęła, a chwilę potem śmialiśmy się. Zjawił się Taivas i porozmawiał z nami. Potem poszedł w swoją stronę mówiąc, że ma dużo pracy. Poszliśmy nad wodospad i tam usiedliśmy obserwując naturę
<Neharika?>
- Kto tam?
Siedziałem cicho
- Musiało mi się zdawać - rzekła w końcu i się odwróciła.
Ja wyszedłem cicho i krzyknąłem
-Bu!
Krzyknęła, a chwilę potem śmialiśmy się. Zjawił się Taivas i porozmawiał z nami. Potem poszedł w swoją stronę mówiąc, że ma dużo pracy. Poszliśmy nad wodospad i tam usiedliśmy obserwując naturę
<Neharika?>
wtorek, 1 kwietnia 2014
Od Taivasa - podziwianie
- Tak - odparłem głaszcząc delikatnie konia.
Yuna się uśmiechnęła. Spojrzałem na nią.
- A ty masz jakiegoś towarzysza? - spytała
- Moimi towarzyszami są ptaki każdego rodzaju - odparłem
Zachichotała cicho
- Coś nie tak powiedziałem? - spytałem się jej
Wybuchła śmiechem. Teraz się zorientowałem,że na mojej głowie usiadł orzeł. Też wybuchłem śmiechem. Wziąłem mojego małego ptaszka na ręce i go pogłaskałem. Po chwili poleciał w swoją drogę. Yuna spojrzała na mnie
- To był Aniru - odparłem - Władca wszystkich orłów.
Spojrzała na mnie z ukosa. Zauważyłem to. Pomyślałem przez chwilę
- Chodź ze mną coś ci pokażę - powiedziałem i chwyciłem ją za rękę
Szliśmy ostrożnie. Rzadko pokazywałem Dolinę orłów innym.
- Dokąd idziemy? - spytała się mnie
- Zobaczysz - odrzekłem
Szliśmy tak z dobre kilka minut. Przed nami były góry.
- To chyba ślepy zaułek - powiedziała Yuna
- Nie - powiedziałem spokojnie i zaprowadziłem ją.
Weszliśmy między krzakami i wyszliśmy z drugiej strony gór. Przed nami rozciągała się równina. Rosły na niej najróżniejsze kwiaty i drzewa., a wokół latały same orły. Po lewej stronie huczał nam wodospad.
- I jak podoba się? - spytałem się i dodałem - Jesteś pierwszą osobą,której pokazałem tą krainę. Nikt inny nie wie o jej istnieniu prócz mnie i ciebie
<Yuna?>
Yuna się uśmiechnęła. Spojrzałem na nią.
- A ty masz jakiegoś towarzysza? - spytała
- Moimi towarzyszami są ptaki każdego rodzaju - odparłem
Zachichotała cicho
- Coś nie tak powiedziałem? - spytałem się jej
Wybuchła śmiechem. Teraz się zorientowałem,że na mojej głowie usiadł orzeł. Też wybuchłem śmiechem. Wziąłem mojego małego ptaszka na ręce i go pogłaskałem. Po chwili poleciał w swoją drogę. Yuna spojrzała na mnie
- To był Aniru - odparłem - Władca wszystkich orłów.
Spojrzała na mnie z ukosa. Zauważyłem to. Pomyślałem przez chwilę
- Chodź ze mną coś ci pokażę - powiedziałem i chwyciłem ją za rękę
Szliśmy ostrożnie. Rzadko pokazywałem Dolinę orłów innym.
- Dokąd idziemy? - spytała się mnie
- Zobaczysz - odrzekłem
Szliśmy tak z dobre kilka minut. Przed nami były góry.
- To chyba ślepy zaułek - powiedziała Yuna
- Nie - powiedziałem spokojnie i zaprowadziłem ją.
Weszliśmy między krzakami i wyszliśmy z drugiej strony gór. Przed nami rozciągała się równina. Rosły na niej najróżniejsze kwiaty i drzewa., a wokół latały same orły. Po lewej stronie huczał nam wodospad.
- I jak podoba się? - spytałem się i dodałem - Jesteś pierwszą osobą,której pokazałem tą krainę. Nikt inny nie wie o jej istnieniu prócz mnie i ciebie
<Yuna?>
poniedziałek, 31 marca 2014
Od Yuny - spokojna rozmowa
Uśmiechnęłam się.
-Owszem. A jeszcze piękniejsze kiedy żyjesz ze wszystkimi w zgodzie.-powiedziałam. Tym razem Taivas się na mnie spojrzał. Roześmiałam się. Nagle znikąd pojawił się mój ulubieniec. Unipeg którego znał na wylot. Nawet nadałam mu imię! Tak, to jest ogier. -O! Edamur!-zawołałam. -Edamur? Dlaczego on ma tak na imię?-zapytał z uśmiechem bóg. -Sama nie wiem. Znam tego wierzchowca na wylot. Jeszcze nikomu nie dał się pogłaskać a co dopiero wsiąść.-uśmiechnęłam się. -Tobie się udało?-zapytał. -Tak. Choć. Może i Tobie się uda.-powiedziałam i pociągnęłam go za rękę. Powoli podchodziłam do konia dając do zrozumienia, że nic mu nie zrobię. Jednak tamten nie miał zaufania do Taivas'a. Moim ciałem i mimiką twarzy pokazałam iż ja mu ufam i nie ma się czego bać. Edamur wciąż nieufnie stał w miejscu. Po chwili stanęłam. Dotknęłam konia i zaczęłam głaskać. Po chwili bóg nieba powoli dotknął wierzchowca. Koń lekko się zdenerwował ale go uspokoiłam. -Piękny, prawda?-zapytałam. (Taivas?) |
|
niedziela, 30 marca 2014
Od Nehariki - rozmyślenia
Rozmawialiśmy w jego komnatach o przyszłości naszej i o życiu wspólnym.
- Chciałabym mieć 2 dzieci chłopczyka i dziewczynkę - rzekłam
Hurigan zgodził się ze mną. Rozmawialiśmy w dalszym ciągu o naszym życiu. Zrobiło się pożno, więc poszliśmy spać. Obudziłam się pierwsza i dałam buzi Huriganowi. Zostawiłam mu mały liścik, gdzie poszłam. Wyszłam żeby popracować. Miałam dużo pracy. Od kilku dni leniuchowałam. Musiałam to nadrobić. Zaczęłam od drzew. Dawałam im zielone liście, a niektóre trzeba było wyleczyć. Byłam ciekawa czy Hurigan już wstał. Zostały mi jeszcze łąki i będę mogła wrócić do mojego ukochanego. Wzięłam się w garść i zabrałam się ostro do roboty. W 2 godziny uporałam się ze wszystkim. Nagle coś zaszeleściło.
- Kto tam? - zapytałam
< Hurigan? Czy może ktoś inny?>
- Chciałabym mieć 2 dzieci chłopczyka i dziewczynkę - rzekłam
Hurigan zgodził się ze mną. Rozmawialiśmy w dalszym ciągu o naszym życiu. Zrobiło się pożno, więc poszliśmy spać. Obudziłam się pierwsza i dałam buzi Huriganowi. Zostawiłam mu mały liścik, gdzie poszłam. Wyszłam żeby popracować. Miałam dużo pracy. Od kilku dni leniuchowałam. Musiałam to nadrobić. Zaczęłam od drzew. Dawałam im zielone liście, a niektóre trzeba było wyleczyć. Byłam ciekawa czy Hurigan już wstał. Zostały mi jeszcze łąki i będę mogła wrócić do mojego ukochanego. Wzięłam się w garść i zabrałam się ostro do roboty. W 2 godziny uporałam się ze wszystkim. Nagle coś zaszeleściło.
- Kto tam? - zapytałam
< Hurigan? Czy może ktoś inny?>
Od Taivasa - mały spacer
- Dziękuję, a ty jesteś boginią zwierząt? - spytałem się Yuny
- Tak - odrzekła i chciała coś powiedzieć,ale ją wyprzedziłem
- Śliczna tiara na twojej głowie ma kształt skrzydeł,a twój uroczy strój jest idealny do współpracy ze zwierzętami - odparłem
Yuna się delikatnie uśmiechnęła, Odwzajemniłem uśmiech.
- Może byś zechciała się przejść? - spytałem się jej
Pokiwała głową na znak, że się zgadza. Szliśmy rozmawiając o różnych rzeczach. Czas leciał nam szybko na rozmowach i dowcipach. Doszliśmy na małą polankę. Wszędzie kwitły kwiaty, a przed nami był mały strumyczek. Usiedliśmy koło niego i wpatrywaliśmy się w cuda natury.
- Życie jest cudne i nieprzewidywalne, prawda? - spytałem się jej
Spojrzała na mnie zaskoczona moimi rozmyślaniami
<Yuna?>
- Tak - odrzekła i chciała coś powiedzieć,ale ją wyprzedziłem
- Śliczna tiara na twojej głowie ma kształt skrzydeł,a twój uroczy strój jest idealny do współpracy ze zwierzętami - odparłem
Yuna się delikatnie uśmiechnęła, Odwzajemniłem uśmiech.
- Może byś zechciała się przejść? - spytałem się jej
Pokiwała głową na znak, że się zgadza. Szliśmy rozmawiając o różnych rzeczach. Czas leciał nam szybko na rozmowach i dowcipach. Doszliśmy na małą polankę. Wszędzie kwitły kwiaty, a przed nami był mały strumyczek. Usiedliśmy koło niego i wpatrywaliśmy się w cuda natury.
- Życie jest cudne i nieprzewidywalne, prawda? - spytałem się jej
Spojrzała na mnie zaskoczona moimi rozmyślaniami
<Yuna?>
sobota, 29 marca 2014
Od Yuny - Miła rozmowa
No cóż. Na ziemi było cudnie wśród tygrysów. Dżungla, taka piękna, dzika
i oryginalna... Chwila rozmowy z nimi i już wiedziałam co im dolega.
Niestety gdybym im dogodziła, inne zwierzęta miałyby gorzej. Musiałam to
zrobić tak, aby było fair. Zwierzęta że tak powiem "zastrajkowałyby".
Następnie przeszłam do ptaków. Myśliwi i te wycinanie lasów. Biada jak
wyginą te gatunki! Przez te pokraki giną egzotyczne zwierzęta, które
mieszkają na tych terenach! Kiedy całkiem wyginą, to będą później mówić
"Ale my głupi byliśmy!". Jedna wędrując na Olimp wpadłam na kogoś. Był
to wysoki blondyn. Przedstawiłam się.
-Ładnie.-rzekł.
Roześmiałam się.
-Twoje też.-odparłam.
-Dziękuję.
-Jesteś bogiem nieba?-spytałam.
-Skąd wiesz?-zapytał zaskoczony.
-Widać po twojej pięknej błękitnej szacie.-powiedziałam podkreślając słowo "pięknej".
-Ładnie.-rzekł.
Roześmiałam się.
-Twoje też.-odparłam.
-Dziękuję.
-Jesteś bogiem nieba?-spytałam.
-Skąd wiesz?-zapytał zaskoczony.
-Widać po twojej pięknej błękitnej szacie.-powiedziałam podkreślając słowo "pięknej".
<Taivas? Jestem Yuna, a nie Yuno>
Od Hurigana - spacer
Neharika była do mnie przytulona. Objąłem ją mocno. Byłem szczęśliwy, że Neharika odwzajemniła moje uczucia. Była dla mnie całym światem.
- Kocham Cię - wyszeptałem jej do ucha
- Ja ciebie też - odrzekła
Po drodze spotkaliśmy Taivasa. Neharika powiedziała mu o naszych zaręczynach. Pogratulował nam i życzył nam szczęścia. Podziękowaliśmy mu i poszliśmy dalej. Doszliśmy nad jezioro przy, którym usiedliśmy. Rozmawialiśmy o naszej przyszłości i o ślubie.
- Huriganie, po co ten pośpiech? - spytała na moją uwagę że ślub za tydzień
Spojrzałem na nią i ją pocałowałem.
- Dobrze, nie będzie pośpiechu- rzekłem
Trwaliśmy przytuleni do siebie jeszcze kilka minut, bo zaczęło robić zimno. Poszliśmy do moich komnat i tam rozmawialiśmy.
<Neharika?>
- Kocham Cię - wyszeptałem jej do ucha
- Ja ciebie też - odrzekła
Po drodze spotkaliśmy Taivasa. Neharika powiedziała mu o naszych zaręczynach. Pogratulował nam i życzył nam szczęścia. Podziękowaliśmy mu i poszliśmy dalej. Doszliśmy nad jezioro przy, którym usiedliśmy. Rozmawialiśmy o naszej przyszłości i o ślubie.
- Huriganie, po co ten pośpiech? - spytała na moją uwagę że ślub za tydzień
Spojrzałem na nią i ją pocałowałem.
- Dobrze, nie będzie pośpiechu- rzekłem
Trwaliśmy przytuleni do siebie jeszcze kilka minut, bo zaczęło robić zimno. Poszliśmy do moich komnat i tam rozmawialiśmy.
<Neharika?>
piątek, 28 marca 2014
Od Etriell'a - co się stało?
Kiedy obudziłem się, a obok mnie leżała Cavi, miałem ochotę na dokładkę, albo przynajmniej miłe spędzenie czasu. Boginka miała jednak inne plany. Mianowicie swoim zwyczajem zwiała. Dlaczego? Co się niby takiego stało? Mimo wszystko chciałem to wyjaśnić.Przeniosłem się więc do jej świątyni.
- Wyjdź proszę - usłyszałem na wejściu.
Tak się traktuje swojego kochana? Ładnie, bardzo ładnie...
- Nie, nie mam takiego zamiaru - uśmiechnąłem się do niej pięknie.
- Nie chcę cię widzieć - warknęła.
Nigdy nie widziałem, żeby była zdenerwowana. Chciałem zobaczyć w niej te emocje.
- Czemu? Bo nie jesteś już czysta? - uśmiechnąłem się mimowolnie. Jej rozkoszne krzyki wciąż brzmiały mi w uszach.
- Powiedziałam wyjdź.
- Złość piękności szkodzi - zbliżyłem się do niej.
- Odejdź - powtarzała jak mantrę.
Tak jakbym zrobił jej krzywdę. A przecież zrobiłem to najdelikatniej jak to było możliwe. Nie czuła bólu tylko rozkosz. Aż tak zdenerwowało ją to, że mi uległa?
- Spokojnie - zbliżyłem się do niej i pocałowałem ją.
Cavinian odepchnęła mnie od siebie i uciekła sądząc chyba, że odgrodzi się ode mnie drzwiami. Oczywiście poszedłem za nią. Siedziała tam opierając się o łóżko, jakby miała się zaraz rozpłakać.
- O co ci chodzi? - zapytałem tym razem poważnie.
- Omamiłeś mnie czarami i wykorzystałeś! - zarzuciła mi, a w jej oczach lśniły łzy.
- Owszem moja moc działa, ale kiedy byłaś już u mnie. Poszłaś ze mną z własnej woli - powiedziałem. - Jestem bogiem uciech, to ci dałem. Długie godziny rozkoszy. Nie wziąłem cię wbrew twej woli. Tak to działa, maleńka, robię to co sprawia uciechę nie tylko mnie, ale też drugiej osobie.
Zbliżyłem się znów do niej. Znów chciała uciec, ale przytrzymałem ją blisko siebie.
- Ledwie kilka godzin temu piszczałaś z rozkoszy w moich ramionach, a teraz warczysz jakby świat miał się skończyć - prychnąłem.
Nie chciałem, żeby bogini miała jakiś żal do mnie. Dla obu z nas nie było to nic dobrego. Chciałem, żeby mi wyjaśniała co takiego do mnie ma. Dlaczego żałuje? Bo wiedziałem, że żałuje tego co się stało.
<Cavi?>
Od Caviniany - Jak on mógł?!
Obudziłam się...obok mnie leżał Etriell. Byliśmy nadzy, czy on? Nieee... Dlaczego? Ja, ja nie chciałam... tylko jakim cudem znajduje się tutaj? On się obudził...ja, ja chcę stąd uciec, ale nie mogę...nie wiem czemu. Nie chciałam w ogóle patrzeć w te jego oczy. Zmusił mnie tymi swoimi zaklęciami czy cokolwiek to jest. Jedno jest dziwne... ten napój... nie wiem po co on jest, ale mam pewne podejrzenia. Jak o tym myślę to po prostu mnie coś bierze... Gdy uniosłam wzrok spojrzałam w jego czerwone oczy. Zbliżył się do mnie i pocałował namiętnie. Przez chwilę chciałam więcej... otrząsnęłam się jednak. Wystarczyła jedna myśl aby na moim ciele pojawiła się suknia. Nie chciałam już tam dłużej być....pojawiłam się na ziemi. Znów byłam w domu. W swojej świątyni.... z dala od Etriella. Było by po prostu pięknie gdyby nie to, że musiał się tutaj pojawić.
- Wyjdź proszę - poprosiłam
- Nie, nie mam takiego zamiaru - uśmiechnął się
- Nie chcę Cię widzieć - powiedziałam oburzona
- Czemu? Bo nie jesteś już czysta? - zaśmiał się
- Powiedziałam wyjdź - burknęłam co zdarzało mi się rzadko
- Złość piękności szkodzi - powiedział i podszedł do mnie
- Odejdź - powiedziałam
- Spokojnie - odpowiedział i pocałował mnie
Odepchnęłam go od siebie. Po czymś takim jeszcze tu jest? Jak on tak może?! Weszłam do swojej komnaty. Usiadłam na podłodze i oparłam głowę o łóżko.
<Etriell?>
Od Nehariki - nie wiem co powiedzieć
Hurigan zaczął mnie namiętnie całować. Odwzajemniłam pocałunki. Byłam trochę speszona tym wydarzeniem. Czułam niezręczność. Odsunęłam się od niego.
- Czy coś się stało? - zapytał
- Nie, po prostu nie wiem co powiedzieć - odparłam
Hurigan mnie przytulił i pocałował w usta.
- Nic nie musisz mówić - wyszeptał mi do ucha.
Spojrzałam na niego i chciałam coś powiedzieć, ale mi dał, bo mnie pocałował. Jego ręka,która znajdowała się na moim ramieniu powędrowała na moje udo.
- Huriganie... ja muszę to przemyśleć- rzekłam pojękując, bo jego ręka znalazła się już między moimi udami.
- Ja już dłużej nie mogę czekać - rzekł i zaczął mnie rozbierać. W końcu się mu oddałam. Odwzajemniałam pocałunki. Hurigan zjechał z pocałunkami na moje piersi. Jęknęłam kiedy zaczął je pieścić. Rozchylił moje uda i wszedł we mnie. Stęknęłam. Kochaliśmy się bardzo długo. W niektórych momentach nie mogłam złapać tchu. Kiedy obydwoje doszliśmy Hurigan opadł obok mnie. Oddychaliśmy ciężko. Hurigan przytulił mnie do siebie. Leżeliśmy nadzy przez kilka minut. Na początku się bałam, ale teraz byłam szczęśliwa. Zrozumiałam, że kocham Hurigana i on mnie też kocha
- Zostaniesz moją żoną? - spytał się nagle
- Tak - odparłam i go pocałowałam
Ubraliśmy się i poszliśmy się przejść. Cały czas byłam przytulona do chłopaka
<Huriganie?>
- Czy coś się stało? - zapytał
- Nie, po prostu nie wiem co powiedzieć - odparłam
Hurigan mnie przytulił i pocałował w usta.
- Nic nie musisz mówić - wyszeptał mi do ucha.
Spojrzałam na niego i chciałam coś powiedzieć, ale mi dał, bo mnie pocałował. Jego ręka,która znajdowała się na moim ramieniu powędrowała na moje udo.
- Huriganie... ja muszę to przemyśleć- rzekłam pojękując, bo jego ręka znalazła się już między moimi udami.
- Ja już dłużej nie mogę czekać - rzekł i zaczął mnie rozbierać. W końcu się mu oddałam. Odwzajemniałam pocałunki. Hurigan zjechał z pocałunkami na moje piersi. Jęknęłam kiedy zaczął je pieścić. Rozchylił moje uda i wszedł we mnie. Stęknęłam. Kochaliśmy się bardzo długo. W niektórych momentach nie mogłam złapać tchu. Kiedy obydwoje doszliśmy Hurigan opadł obok mnie. Oddychaliśmy ciężko. Hurigan przytulił mnie do siebie. Leżeliśmy nadzy przez kilka minut. Na początku się bałam, ale teraz byłam szczęśliwa. Zrozumiałam, że kocham Hurigana i on mnie też kocha
- Zostaniesz moją żoną? - spytał się nagle
- Tak - odparłam i go pocałowałam
Ubraliśmy się i poszliśmy się przejść. Cały czas byłam przytulona do chłopaka
<Huriganie?>
Od Hurigana - niepewność
Mówiąc szczerze nie chciałem jej narażać na niebezpieczeństwo. Musiałem się dobrze zastanowić. Trochę mi to zajęło czasu, ale zdecydowałem,że nie pójdziemy.
- Jednak nie pójdziemy tam. Innym razem dobra? - powiedziałem
Neharika spojrzała na mnie
- Spoko - odparła
Przytuliłem ją do siebie. Trwaliśmy tak kilka minut. Zrobiło się późno. Pod wieczór zaczęło padać. Szybko schowaliśmy się w jaskini. Położyliśmy się koło siebie i zasnęliśmy. Następnego dnia obudziłem się pierwszy. Spojrzałem na śpiącą Neharike i się uśmiechnąłem. Wyglądała tak słodko. Ppgłaskałem ją delikatnie po policzku. Chwilę potem się obudziła. Posłałem jej uśmiech, który słodko odwzajemniła.
- Wiesz co ? Chciałbym ci coś powiedzieć, ale nie wiem jak. Może zamiast słów pokaże ci - rzekłem i ją namiętnie pocałowałem.
< Neharika? Co ty na to?>
- Jednak nie pójdziemy tam. Innym razem dobra? - powiedziałem
Neharika spojrzała na mnie
- Spoko - odparła
Przytuliłem ją do siebie. Trwaliśmy tak kilka minut. Zrobiło się późno. Pod wieczór zaczęło padać. Szybko schowaliśmy się w jaskini. Położyliśmy się koło siebie i zasnęliśmy. Następnego dnia obudziłem się pierwszy. Spojrzałem na śpiącą Neharike i się uśmiechnąłem. Wyglądała tak słodko. Ppgłaskałem ją delikatnie po policzku. Chwilę potem się obudziła. Posłałem jej uśmiech, który słodko odwzajemniła.
- Wiesz co ? Chciałbym ci coś powiedzieć, ale nie wiem jak. Może zamiast słów pokaże ci - rzekłem i ją namiętnie pocałowałem.
< Neharika? Co ty na to?>
czwartek, 27 marca 2014
Od Taivasa - nowa znajomość
Zabawa była fajna, ale miałem dużo pracy. Po skończonej zabawie udałem się na spoczynek.Z samego rana postanowiłem odwiedzić
Ziemię. Ale najpierw musiałem wykonać swoją robotę. Dzisiaj miało być pochmurno. Zacząłem robić chmury. Po kilku żmudnych minutach skończyłem. Zszedłem na Ziemię i sobie pospacerowałem. Po drodze spotkałem Neharikę i Hurigana. Porozmawialiśmy kilka minut. Po skończonej rozmowie poszedłem dalej. Zamyśliłem się i wpadłem na kogoś. Jak się okazało wpadłem na kobietę. Pomogłem jej wstać
- Bardzo panią przepraszam za to. Jestem Taivas - przedstawiłem się
- Ja Yuno - odparła
Uśmiechnąłem się do niej
- Ładnie - rzekłem
<Yuno?>
Ziemię. Ale najpierw musiałem wykonać swoją robotę. Dzisiaj miało być pochmurno. Zacząłem robić chmury. Po kilku żmudnych minutach skończyłem. Zszedłem na Ziemię i sobie pospacerowałem. Po drodze spotkałem Neharikę i Hurigana. Porozmawialiśmy kilka minut. Po skończonej rozmowie poszedłem dalej. Zamyśliłem się i wpadłem na kogoś. Jak się okazało wpadłem na kobietę. Pomogłem jej wstać
- Bardzo panią przepraszam za to. Jestem Taivas - przedstawiłem się
- Ja Yuno - odparła
Uśmiechnąłem się do niej
- Ładnie - rzekłem
<Yuno?>
środa, 26 marca 2014
Od Thany - po co ludziom wojna?
Była
noc - idealnie. Zleciałam na wojnę. Ludzie znowu bili się miedzy sobą.
Czy to takie trudne żyć w pokoju? Mimo, że między innymi ja kieruje
mieczami wojowników to brzydzę się tą nienawiścią. Brat zabija brata
tylko dlatego, że jeden jest w jednej armii drugi w drugiej. Ale w
każdym świecie są spory i nikt nic na to nie poradzi nawet bogowie.
Humor mi nie dopisywał jak zwykle. Połowa ludzi popadała na ziemię martwa. Wkurzona wróciłam do Zaświatów. Złapałam za kielich wina i wypiłam cały na raz. Poszłam do swojej komnaty, zatrzasnęłam głośno drzwi i wzięłam byle jaką książkę. Od razu wylądowała w ogniu. Płomienie syczały cicho trawiąc pożółkły papier gdy usłyszałam pukanie. - Czego? - krzyknęłam zła otwierając drzwi. Stała w nich Chiara. <Chiara?> |
|
Od Etriell'a - stracona niewinność
Przeniosłem siebie i Cavinianę do swoich komnat. Tam przyciągnąłem ją mocno do siebie. Dźwięki granej na harfie i gęślach melodii rozbrzmiewały wokół nas. Prowadziłem boginię blisko siebie w tańcu. Nasze oddech mieszał się ze sobą. Moja moc powoli zaczęła się budzić. Powoli rozgrzewała ciało Cavi od środka, powodując, że na jej policzki wypłynął rumieniec, a jej oddech rwał się.
Porwałem w dłoń puchar, w którym znajdowało się ledwie kilka kropel czerwonej, słodkiej mikstury. Wychyliłem kielich wlewając jego zawartość do swych ust, po czym pospiesznie złączyłem wargi z boginką, w namiętnym pocałunku. Nasz pocałunek smakował miodem i smoczą krwią.
Poprowadziłem Cavinianę ku łożu, nie odrywając przy tym ust od niej. Jedno mgnienie myśli wystarczyło i oboje leżeliśmy na miękkich, jedwabnych poduszkach, nadzy i rozpaleni. Moje usta i dłonie wciąż potęgowały w niej ogień pożądania, sprawiając, że wiła się, drżała i pojękiwała. Wiedziałem, że była wciąż czysta. Eh... to aż dziwne, że udało jej się mi tak długo wymykać. Zawsze jednak miała jakąś wymówkę, zawsze znikała zanim zdążyłem ją mocniej do siebie przyciągnąć, a teraz była cała moja.
Nie mogłem już dłużej czekać. Szybko wszedłem w nią, łącząc nasze ciała, pozbawiając ją niewinności, sprawiając, że z dziewczynki stała się kobietą. Jej głuchy krzyk przeszywający powietrze był dla mnie najpiękniejszą muzyką. Tak, całkiem oddać się przyjemności, oddać się uciesze ciała. Ogień i pot, rozkosz i ból, ciała i oddech, i nic więcej, żadnych myśli. Nic co mogłoby zmącić przyjemność.
Istotom boskim czas płynie inaczej. Jako istoty nieśmiertelne nie musimy liczyć dni. Jak przez mgłę zdawałem więc sobie sprawę z tego, że gdy nasze ciała wciąż wiły się w tańcu rozkoszy słońce zdążyło wstać i znów się skryć się za widnokręgiem.
To był powód tego, dlaczego jednak poszukiwanie uciech w ramionach boginek bardziej mi odpowiadało. Boskie ciała nie męczyły się, nie w taki sposób jak ludzkie. Biorąc sobie do swego łoża którąś ze swych śmiertelnych kochanek na tak długo z pewnością bym ją zabił.
Syty i zaspokojony poczułem się dopiero wtedy, gdy słońce znów stanęło na niebie. Po raz ostatni złączyłem usta z ustami Cavi, po czym odsunąłem się, na tyle jednak tylko, by położyć się i objąć ją. Cavinian wciąż jeszcze drżała i łapała spazmatycznie powietrze. Jej oczy wydawały się niewidzące. Uśmiechnąłem się promiennie i zaśmiałem na głos, po czym zasnąłem spokojnym snem, wciąż tuląc do siebie swą boską kochankę.
<Cavi? Jak mi tym razem napiszesz kilka zdań z musu, to ja dziękuję, ale odchodzę z bloga>
poniedziałek, 24 marca 2014
Od Nehariki - rozmowy
Leżeliśmy na trawie. Słońce nam grzało, a wiatr nam wiał. Było
przyjemnie i spokojnie. Tylko my. Jak dawno już z nim nie rozmawiałam
lub nie byłam sam na sam. Chciałam z nim porozmawiać, powygłupiać. Chyba
się domyślił. Uśmiechnął się promiennie.
- Zrób coś głupiego - powiedział
- Zgoda, ale co? - zapytałam
Pomyśleliśmy co tu by można zrobić.
- Co powiesz na odwiedzenie Zaświatów? - zapytał
- Ale my nie możemy tam wchodzić - odparłam
Spojrzał na mnie
-Zasady są po to by je łamać - powiedział
Byłam na do końca przekonana z tym pomysłem, ale fajnie by było zobaczyć Zaświaty. Zawsze byłam ciekawa jak tam jest.
- Zrób coś głupiego - powiedział
- Zgoda, ale co? - zapytałam
Pomyśleliśmy co tu by można zrobić.
- Co powiesz na odwiedzenie Zaświatów? - zapytał
- Ale my nie możemy tam wchodzić - odparłam
Spojrzał na mnie
-Zasady są po to by je łamać - powiedział
Byłam na do końca przekonana z tym pomysłem, ale fajnie by było zobaczyć Zaświaty. Zawsze byłam ciekawa jak tam jest.
<Huriganie? Pójdziemy czy nie?>
Od Hurigana - miły spacer
Eh na Olimpie zorganizowano imprezę.
Lubiłem towarzystwo, ale głowa mnie trochę bolała. Zobaczyłem jak
Etriell porywa Civinie. Na uboczu stałą Neharika uśmiechnąłem się.
Szybko podszedłem do niej.
- Hej, co tak tu stoisz sama? - zapytałem ją
- Mówiąc szczerze nie chcę mi się tu być - odparła
- To może...się wyrwiemy co ty na to? - spytałem się jej
- Pewnie ! - krzyknęła radośnie
Wziąłem ją za rękę i wybiegliśmy z Olimpu i przenieśliśmy się na ziemie.
- Cisza! Błoga cisza - mówiłem
Neharika na to wybuchła śmiechem. Jak ona się cudnie śmiała. Poszliśmy się przejść. Doszliśmy do rzeki. Wszedłem tylko do kolan, Neharika zrobiła to samo. Zaczęliśmy się chlapać. Byliśmy cali mokrzy. Wyszliśmy z wody i położyliśmy się na trawie. Spojrzałem na Neharikę i pokazałem jej uśmiech. Też się uśmiechnęła, ale jak słodko!
- Hej, co tak tu stoisz sama? - zapytałem ją
- Mówiąc szczerze nie chcę mi się tu być - odparła
- To może...się wyrwiemy co ty na to? - spytałem się jej
- Pewnie ! - krzyknęła radośnie
Wziąłem ją za rękę i wybiegliśmy z Olimpu i przenieśliśmy się na ziemie.
- Cisza! Błoga cisza - mówiłem
Neharika na to wybuchła śmiechem. Jak ona się cudnie śmiała. Poszliśmy się przejść. Doszliśmy do rzeki. Wszedłem tylko do kolan, Neharika zrobiła to samo. Zaczęliśmy się chlapać. Byliśmy cali mokrzy. Wyszliśmy z wody i położyliśmy się na trawie. Spojrzałem na Neharikę i pokazałem jej uśmiech. Też się uśmiechnęła, ale jak słodko!
<Neharika?>
Od Caviniany - No nie wiem...
Niestety on już taki jest...idzie mu odmówić, ale niektóre no jak by to ująć...nie potrafią. Ja w sumie też nie bardzo umiem powiedzieć nie. Tyle, że ja nie chce...ja się boję. Mając tyle pracy nigdy nie miałam czasu na...eh zresztą nie ważne. Wolę uciec...ale jak? Przecież...chce i nie chcę. Albo zaczynam świrować, albo po prostu chcę z nim iść. Chyba to drugie...obróciłam się przodem do niego i pocałowałam go. Etriell uśmiechnął się tylko. Po chwili znaleźliśmy się w jego komnatach.
<Etriell? Sory za króciutkie...>
<Etriell? Sory za króciutkie...>
Od Etriell'a - zatańcz ze mną...
Spacerek mi się znudził. Przeniosłem się więc do swojej świątyni. Moje dziewczęta zajęte były swoimi sprawami. Senja i Djihanes kłóciły się o coś zażarcie, a Eerie próbowała załagodzić spór. Mathramin siedziała z książką w ręku i miała gdzieś waśnie innych. Cendre jako jedyna podbiegła do mnie i oplotła mi dłonie wokół szyi, przyciskając swój jędrny biust do moich pleców. Uwielbiałem obserwować moje kochanki. Jak rozmawiały, zajmowały się sobą, nawet kłóciły.
Moje obserwacje przerwało pukanie.
- Macie być spokojnie! - powiedziała ostro Eerie do dziewcząt i podeszła do drzwi, by je otworzyć.
Okazało się, że posłaniec przyniósł dla mnie zaproszenie na imprezkę. Wstałem zadowolony. No tak, no bo cóż by to była za balanga beze mnie?
- Wybaczcie moje małe, ale znów was muszę opuścić - powiedziałem.
Przed wyjściem jednak złapałem Senję i Djihanes, jedną trzymając z jednej strony, drugą z drugiej.
- Mecie być grzeczne, dziewczynki - powiedziałem do nich.
- Taa.. jeszcze czego ta... - zaczęła Senja, ale nie skończyła, bo zamknąłem jej usta swoimi.
- Prosiłem o spokój - powiedziałem.
- Oczywiście, panie mój - powiedziała Djihanes, choć czułem nieszczerość w jej głosie.
Ona także dostała buziaka, a ja przeniosłem się do głównej sali w Olimpie. Na wejście wszystkie fontanny przemieniłem tak, by zamiast wody płynęły w nich alkohole i to najróżniejsze. Od razu ujrzałem dzięki temu wiele uśmiechniętych promiennie twarzy.
- Napij się mój drogi - powiedziałem do zasępionego Taivasa. - Dalej jesteś zły, że wykradłem Djihanes z twojej świątyni? Wież mi, marna byłaby z niej kapłanka. Ma za to inne talenty, z których i tak byś nie korzystał.
Poklepałem go po ramieniu, a w dłonie włożyłem pełen wina puchar.
Imprezka trwała w najlepsze. Alkohol lał się strumieniami, zobaczyłem, że jedna osóbka chce się wymknąć z imprezy. Była to słodziuchna Cavi.
Ruszyłem w kierunku bogini płodności nieco chwiejnym krokiem. Podszedłem do niej od tyłu i objąłem ją w talii, głowę położyłem na jej ramieniu, a policzek przytuliłem do jej.
- A dokąd to, maleńka? - spytałem. Moje dłonie powędrowały niżej. - Zabawa się jeszcze nie skończyła. A może wolisz bardziej kameralną imprezkę? Sam na sam na przykład? Potańczymy tam sobie, ciało blisko ciała...
<Cavi?>
Od Caviniany - Wizyta na Olimpie
Moja praca wyglądała tak jak zwykle. Opiekowanie się dziećmi i ich matkami. Jednak nie stałam nad nimi dosłownie. Gdy prosili mnie o pomoc ja musiałam przybyć. Po prostu przychodzę do nich w ludzkiej postaci. Miło słuchać kiedy mówią o mnie, że "Sama bogini Cavi nam Cię zesłała". Uśmiecham się wtedy lekko. Gdy dziecko ma już miesiąc opuszczam daną rodzinę i wędruje do drugiej. Tym razem jednak musiałam zniknąć z Ziemi i przenieść się na Olimp. Było by lepiej gdybym od razu wiedziała po co mnie tam wzywają. Tak...urządzili zabawę i zostali zaproszeni dosłownie wszyscy bogowie (ale Zaświaty nie). Dzisiaj wyjątkowo mnie to zdziwiło bo miałam pracę. Mimo to nie byłam zła. Nie potrafię. Spacerowałam po ogrodzie pałacowym. Spotkałam Nehariki, porozmawiałyśmy trochę, a później skierowałyśmy w swoją stronę. Gdy chciałam wrócić na ziemię ktoś złapał mnie w pasie. Mogłam domyślić się, że był to Etriell.
<Etriell?>
Od Etriell'a - zawstydzona bogini
Złapałem Nehariki za rękę i lekko ją podciągnąłem. Kobieta wpadła w moje ramiona. Uśmiechnąłem się czując ciepło jej ciała na swoim, jej drżącą, kipiącą w niej moc. Boginie były inne niż śmiertelniczki. Kipiąca w nich energia łącząca się z moją bywała nieprzewidywalna.
Nehariki zadrżała w moich objęciach. Zarumieniła się i spuściła wzrok. Och, jakaż ona była słodka. Miałem od zawsze słabość do wszystkiego co słodkie. Z boginiami jednak był jeden malutki kłopot. Moja moc owszem działała na nie, jednak z nimi nic nie dało się an siłę, nie potrafiłem całkiem zaślepić je pożądaniem, no a poza tym boginie bywały mściwe. A potężna, urażona kochanka, to straszny kłopot. Czasami warto było ryzykować... Być może teraz też będzie warto?
Nachyliłem się i uniosłem jej podbródek, tak by złączyć nasze usta. Nehariki zadrżała mocniej i choć poddała mi się początkowo, to po chwili odsunęła się.
- Pójdę już - powiedziała nie spoglądając na mnie.
Była speszona.
- Więc do zobaczenia innym razem - wyszeptałem.
Przeniosłem się na górę Olimp i tam przechadzałem się między świątyniami.
<Kto mnie spotka?>
Od Nehariki - kolejny spacer
Spojrzałam na niego i się delikatnie uśmiechnęłam.
- Do pewnego miejsca - odrzekłam
Ruszyliśmy w drogę. Rozmawialiśmy ze sobą. Czas nam szybko minął. Po kilku minutach doszliśmy na miejsce. Z przodu był wodospad, a wokół roślinność. Było tu przepięknie. Ptaki śpiewały, a drzewa szumiały. Ach natura jest piękna. Usiadłam na skałę i zamoczyłam nogi w wodzie. Etriell zrobił to samo. Rozmawialiśmy ze sobą długo. Zaczęłam go chlapać, a on mnie. Wyszliśmy z wody i poszliśmy na słońce.
- Do pewnego miejsca - odrzekłam
Ruszyliśmy w drogę. Rozmawialiśmy ze sobą. Czas nam szybko minął. Po kilku minutach doszliśmy na miejsce. Z przodu był wodospad, a wokół roślinność. Było tu przepięknie. Ptaki śpiewały, a drzewa szumiały. Ach natura jest piękna. Usiadłam na skałę i zamoczyłam nogi w wodzie. Etriell zrobił to samo. Rozmawialiśmy ze sobą długo. Zaczęłam go chlapać, a on mnie. Wyszliśmy z wody i poszliśmy na słońce.
Następnie ruszyliśmy na
urwisko, skąd rozpościerały się przepiękne widoki. Kiedy nagle ziemia się usunęła i bym
spadła, gdyby nie Etriell, który mnie złapał za rękę.
<Etriell?>
niedziela, 23 marca 2014
Od Etriell'a - w komnatach świątynnych
Przeniosłem się do mej świątyni. Jak zwykle Cendre przywitała mnie rzucając mi się w ramiona. Drżała przy tym,a jej serduszko łomotało.
- Mój mały, słodziutki głuptasek - powiedziałem i uniosłem jej podbródek, by spojrzała na mnie.
Strach w jej wielkich, ślicznych oczach sprawił, że gorąco mi się zrobiło. Och jak ja uwielbiałem to jak się o mnie martwiła, o mnie, istotę boską, nieśmiertelną.
- Panie mój, tak długo cię nie było - wyszeptała, gdy odsunąłem ja delikatnie by przejść.
- Nie rycz, mała. Mówiłam, że wróci. Szlajał się znowu z inną babą, nie nowość - syknęła Senja.
- Też cię uwielbiam - powiedziałem do niej i mocno ścisnąłem jej kształtny pośladek.
- Łapy precz! - warknęła i odsunęła się.
Posłałem uśmiech mojej jadowitej piękności.
- Eerie, moje kochanie, chodź do mnie - zawołałem.
Eerie podeszłą do mnie pospiesznie, racząc mnie swym pięknym uśmiechem.
- Potrzebuję twych lodowatych paluszków - powiedziałem i podałem jej kwiat, który dostałem od Nehariki
- Oczywiście, panie mój - powiedziała, a gdy jej zgrabne dłonie dotknęły kwiatu, stał się on idealnie zamrożony. Na zawsze będzie taki, zawieszony w czasie, idealny. Włożyłem go do złotego wazonu. Lód, którym pokrywała przedmioty Eerie niemal nie topniał. Potrzebny był do tego żywy ogień. Dlatego jej serce było moje. Ogień pożądania, które w nim budziłem roztapiał lód.
Usiadłem na łóżku i spojrzałem na rozpościerający się za kryształowym oknem widok. Poczułem jak delikatne dłonie Mathramin błądzą po mojej klatce piersiowej. Jak zwykle cicha, jak zwykle chodząca własnymi ścieżkami.
Przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem ją namiętnie. Zamruczała ślicznie, gdy moja dłoń wpełzła pod jej suknię. Mgnienie myśli, a dziewczyna leżała na łożu całkiem naga. Moja uwolniona moc szalała, budząc w innych to co ja odczuwałem. Ogień w żyłach, drżenie wewnątrz i pożądanie graniczące z bólem.
Gdy moja czarnowłosa kochanka piszczałą już, bym przestał i padła wykończona na poduszki obróciłem twarz ku Cendre, która od jakiegoś już czasu drżącymi dłońmi obejmowała moje ramię. Jej także podarowałem rozkosz.
Obudziłem się gdy słońce było już dość wysoko. Moje dziewczęta spały jeszcze. A niech sobie pośpią. Przeniosłem się od razu na miejsce spotkania z Nehariki. Zjawiła się oczywiście szybko.
- Więc gdzie się wybieramy? - spytałem.
<Nehariki?>
Od Nehariki - ułamek mojej mocy
- Niesamowite - powiedziałam do niego
Uśmiechnął się znowu łobuzersko do mnie. Robiło się późno. Spojrzałam na mężczyznę. Wyciągnąłem dłoń i wyczarowałam błękitną różę i podarowałam mu ją.
- Muszę już iść Etriell'u - powiedziałam.
Chciał mnie zatrzymać, więc złapał mnie za rękę.
- Jak chcesz możemy się jutro spotkać tutaj w południe - powiedziałam
Pokiwał głową na znak zgody. Zniknęłam i on też. Zaszyłam się w głębi lasu i poszłam spać.
Uśmiechnął się znowu łobuzersko do mnie. Robiło się późno. Spojrzałam na mężczyznę. Wyciągnąłem dłoń i wyczarowałam błękitną różę i podarowałam mu ją.
- Muszę już iść Etriell'u - powiedziałam.
Chciał mnie zatrzymać, więc złapał mnie za rękę.
- Jak chcesz możemy się jutro spotkać tutaj w południe - powiedziałam
Pokiwał głową na znak zgody. Zniknęłam i on też. Zaszyłam się w głębi lasu i poszłam spać.
Obudziłam się wcześniej i zaczęłam pracować. Wszystko skończyłam o gdy słońce stało jeszcze nisko. Poszłam do miast ludzi i tam im pomagałam, zbliżało się jednak południe. Poszłam na umówione spotkanie. Zjawił się i Etriell. Uśmiechnął się na mój widok.
<Etriell?>
Od Etriell'a - trochę mojej mocy
Spoglądałam, jak zwinne palce Nehariki śmigają po strunach lutni. Melodia, którą grała była przepiękna, choć pobrzmiewały w niej jakieś dziwne nutki. Niespokojne, zabawne... Nie mogłem tego sprecyzować.
Gdy skończyła uśmiechnęła się,a le nie do mnie, tylko do czegoś w jej przeszłości.
- Ładnie grasz - powiedziałem uśmiechając się dno niej.
- Dziękuję - znów posłała mi ten nieśmiały uśmiech.
Och, och. Dłonie mnie świerzbiły, żeby użyć mej mocy, ogrzać jej ciało, sprawić, by było drżące i wilgotne, sprawić, by jej oczy patrzyły na mnie płonąc pożądaniem. A mimo to powstrzymałem się. Jest czas na zabawę, na fizyczne uciechy, na pijaństwa i jest też czas na chwilę spokoju. Uciechą może być nie tylko ciało kobiety, ale także promień słońca i dotyk wiatru. Zwykła rozmowa może być źródłem przyjemności.
- A ty? Co lubisz? Co tworzysz? - spytała kobieta.
- Ja.. no cóż. Budzę ogień w sercach śmiertelnych, popycham ich, by szukali uciech i przyjemności - mówiąc to machnąłem dłonią, a pojawił się w niej kielich.
Napełniłem naczynie wodą ze strumienia, po czym zanurzyłem koniuszek palca w cieczy.
- W kolorze czerwieni, niczym ognie namiętności i słodkie jak moja towarzyszka - powiedziałem wręczając jej kielich wina.
Nehariki upiła łyk. Przeszył mnie przyjemny dreszcz gdy koniuszkiem języka oblizała wargi.
<Nehariki?>
Od Nehariki - zakłopotanie
Spojrzałam na Etriell'a dziwnie się zachowywał, ale kiedy wszedł do wody
szybko się odwróciłam. Etriell to zauważył i się uśmiechnął.
- Chodź do mnie. Wykąpiemy się razem - zaproponował
Zarumieniłam się na tą propozycję. Nie! Nie znam go dobrze, nie będę się przy nim rozbierać.
- Nie dziękuję, nie mam ochoty. - odparłam
Etriell się wykąpał i ubrał, więc się odwróciłam. Stał uśmiechnięty do mnie. Odwzajemniłam to delikatnym uśmiechem.
- Wygląda na to, że nie lubisz dzieci. Czemu nie powiedziałeś wcześniej? - spytałam się go
- Tak jakoś wyszło - powiedział zakłopotany
Uśmiechnęłam się tylko na tą uwagę.
- Nie rozumiem cię Etriell'u. - powiedziałam i tu nagle zobaczyłam lutnie.
Och! Jak dawno nie grałam na lutni. Ciekawe czy jeszcze pamiętam? Wzięłam ją do ręki i usiadłam, a obok mnie Etriell. Zaczęłam grać melodię z dzieciństwa....
- Chodź do mnie. Wykąpiemy się razem - zaproponował
Zarumieniłam się na tą propozycję. Nie! Nie znam go dobrze, nie będę się przy nim rozbierać.
- Nie dziękuję, nie mam ochoty. - odparłam
Etriell się wykąpał i ubrał, więc się odwróciłam. Stał uśmiechnięty do mnie. Odwzajemniłam to delikatnym uśmiechem.
- Wygląda na to, że nie lubisz dzieci. Czemu nie powiedziałeś wcześniej? - spytałam się go
- Tak jakoś wyszło - powiedział zakłopotany
Uśmiechnęłam się tylko na tą uwagę.
- Nie rozumiem cię Etriell'u. - powiedziałam i tu nagle zobaczyłam lutnie.
Och! Jak dawno nie grałam na lutni. Ciekawe czy jeszcze pamiętam? Wzięłam ją do ręki i usiadłam, a obok mnie Etriell. Zaczęłam grać melodię z dzieciństwa....
<Etriell?>
Od Etriell'a - mały potwór!
Nehariki.. Ona... Włożyła mi w dłonie dziecko... Dziecko!! Wolałbym o stokroć by włożyła mi w ręce kłębowisko jadowitych węży, które na wcinały się szaleju. Ale to?! Mały, rozwrzeszczany, cuchnący potwór. Nieporadny, śliski, brudzący wszędzie robal. Pasożyt, który rósł w ciałach innych, psując piękne kształty kobiet, a później? Późnej jest jeszcze gorzej. Rośnie to to, wymaga cały czas czegoś, sprawia, że ludzie nie mają czasu, ani ochoty na przyjemności. Fakt później rośnie i może wyrośnie z tego coś ciekawego, ale samo to, że kilkanaście lat trzeba się z tym męczyć? Ohydztwo i okropność.
Stałem próbując to umazane, zasmarkane coś trzymać jak najdalej od siebie. Nie wychodziło, bo wyciągało to to wstrętne, lepkie łapy w moją stronę.
Na szczęście niewolnica.. znaczy matka... małego potwora wstała. Zanim jednak zabrała paskudztwo musiała się nadziękować i nazachwycać jakie to szczęście ją spotkało. No owszem szczęście, że żyje, ale z drugiej strony wróci do niewoli, a warunki dyktować będzie głupie, sepleniące stworzenie.
Wreszcie kobieta zabrała to coś z moich rąk. Uff... A potwór co? No uśmiechnął się radośnie, że ma niewolnika z powrotem. Ugh.. przerażające.
- Zawsze tak wszystkim pomagasz? - zpytałem.
Nie wiedziałem gdzie podziać dłonie, czułem się jakbym był brudny, wciąż miałem na skórze zapach małego śmierdzielasa.
- Staram się. Wszyscy jesteśmy dziećmi natury.
- Mam ochotę na kąpiel - powiedziałem i ruszyłem w stronę strumienia.
Wszedłem w chłodną wodę, a moje szaty rozwiały się.
<Nehariki? Tak jestem nagusieńki ;)>
Od Nehariki - rozmowa i mały ratunek
Poszłam za Etriell'em. Mówiąc szczerze
byłam zaskoczona tym, ale mogę się z nim przejść i porozmawiać. Szliśmy
milcząc jak na razie... Ja zaczęłam naszą rozmowę
- Jeśli mogę wiedzieć Etriell jesteś bogiem? - spytałam się chłopaka
- Tak pani - odparł
- I jeśli znowu mogę wiedzieć czego? - zapytałam znowu
- Uciech wszalakich - odparł
Uśmiechnęłam się delikatnie na tą odpowiedź.
- Pani jest boginią zieleni nieprawdaż? - zapytał się mnie
- Tak - odparłam
Szliśmy dalej. Było słychać śpiew skowronków.
- Etriell czy nie uważasz, że skowronki dziś zaskakująco pięknie i uroczo śpiewają? - spytałam się i zrobiłam obrót.
- Masz rację - odparł uśmiechająs się łobuzersko
Podeszłam do rosnących nieopadal kwiatów. Uplotłam z nich wianek i nałożyłam mu na głowę. Uśmiechnął się promiennie na ten dar.
Wziął mnie znowu za rękę i spacerowaliśmy dalej rozmawiając i śmiejąc się. Nagle usłyszeliśmy krzyk. Przestraszyłam się, ale usłyszałam jak ktoś woła o pomoc. Pobiegłam w tamtym kierunku, a za mną Etriell. Zobaczyłam dziecko, które pochylało się nad swoją matką. Ona była ranna. podeszłam do nich.
- Kochanie co się stało? - spytałam biorąc malca na ręce.
Opowiedział wszystko. Dałam malca Etriell'owi, żeby go potrzymał, a ja wyrwałam z ziemi zioło, które przyłożyłam do rany kobiety. natychmiast się uleczyły kobieta po chwili dziękowała za pomoc
- Pani to nic takiego. To nawet nie moja zasługa tylko tych ziół - odparłam
- Jeśli mogę wiedzieć Etriell jesteś bogiem? - spytałam się chłopaka
- Tak pani - odparł
- I jeśli znowu mogę wiedzieć czego? - zapytałam znowu
- Uciech wszalakich - odparł
Uśmiechnęłam się delikatnie na tą odpowiedź.
- Pani jest boginią zieleni nieprawdaż? - zapytał się mnie
- Tak - odparłam
Szliśmy dalej. Było słychać śpiew skowronków.
- Etriell czy nie uważasz, że skowronki dziś zaskakująco pięknie i uroczo śpiewają? - spytałam się i zrobiłam obrót.
- Masz rację - odparł uśmiechająs się łobuzersko
Podeszłam do rosnących nieopadal kwiatów. Uplotłam z nich wianek i nałożyłam mu na głowę. Uśmiechnął się promiennie na ten dar.
Wziął mnie znowu za rękę i spacerowaliśmy dalej rozmawiając i śmiejąc się. Nagle usłyszeliśmy krzyk. Przestraszyłam się, ale usłyszałam jak ktoś woła o pomoc. Pobiegłam w tamtym kierunku, a za mną Etriell. Zobaczyłam dziecko, które pochylało się nad swoją matką. Ona była ranna. podeszłam do nich.
- Kochanie co się stało? - spytałam biorąc malca na ręce.
Opowiedział wszystko. Dałam malca Etriell'owi, żeby go potrzymał, a ja wyrwałam z ziemi zioło, które przyłożyłam do rany kobiety. natychmiast się uleczyły kobieta po chwili dziękowała za pomoc
- Pani to nic takiego. To nawet nie moja zasługa tylko tych ziół - odparłam
<Etriell?>
Od Etriell'a - spacer
Obudziłem się, bo zrobiło mi się strasznie gorąco, na dodatek było mi niewygodnie. Czyjaś dłoń leżała na mojej twarzy, nogi miałem unieruchomiony, bo ktoś splótł swoje kończyny z moimi.
- Niech ktoś zgasi to przeklęte słońce - jęknąłem.
W moim przypadku solidny kac równał się światłowstręt. Teraz czułem się jakby tur mnie kopnął.
Ktoś się obok mnie poruszył, zobaczyłem kłębiące się pukle w kolorze głębokiego burgundu. No tak.. Senja, a ta, która tak wplotła swoje zgrabne nóżki między moje to była Cendre. Ona uwielbiała się tak tulić i przyciskać do mnie.Reszta moich długonogich skarbów spała w pewnej odległości. Zawsze dzieliliśmy moje ogromne, okrągłe łoże, na którym spokojnie zmieściłoby się jeszcze z sześć osób i nie byłoby ciasno.
- Dziewczęta, pobudka - wyjęczałem i lekko się poruszyłem.
Lubiłem wszystko robić tak jak robią to śmiertelnicy. Powoli się poruszać, chodzić, śmiać się, nawet kaca lubiłem. Choć najczęściej wytrzymywałem go nie dłużej niż trzydzieści minut., Tym razem dałem za wygraną po dziesięciu minutach i przyłożyłem dłoń do czoła. Wszystko co nieprzyjemne odeszło w mig. Byłem rześki i wypoczęty, jednak moje dziewczęta już niestety nie bardzo. Machnąłem dłonią, by ulżyć im w cierpieniach, a sam pstryknąłem palcem i przeniosłem się na ziemię. Miałem ochotę na spacer.
Przechadzając się po jakimś zielonym zakątku ujrzałem śliczną istotkę. Od razu ruszyłem w jej kierunku. Rozpoznałem ją od razu, bo znalem wszystkie bóstwa, ale ona mnie chyba nie.
- Witaj, jestem Neharika, a ty? - spytała z delikatnym uśmiechem, słodkim niezwykle.
- Etriell - przedstawiłem się.
- Etriell - przedstawiłem się.
- Miło poznać, może w czymś pomóc? - zapytała uprzejmie.
Ach ujęła mnie ta jej uprzejmość.
- Spaceruję tylko, może więc mi piękna pani dotrzymasz towarzystwa?
- Właśnie pracuję...
- Oj, skarbie, praca nie zając, zawsze będzie i nigdzie nie ucieknie, a miłe chwile są ulotne - ująłem jej dłoń i ruszyłem powoli.
Kobieta poszła za mną nieco zaskoczona.
<Nehariki?>
Od Nehariki - spotkanie
Był piękny poranek. Poszłam odwiedzić mego brata na Olimpie. Posiedzieliśmy, porozmawialiśmy i pośmialiśmy się. Musiałam już iść
- Wybacz bracie, ale roślinność sama się nie zrobi. - powiedziałam do niego. Uśmiechnął się tylko na tą uwagę i mnie odprowadził. - Uważaj na siebie - rzekł. Pomachałam mu na pożegnanie i ruszyłam w swoim kierunku. Zaczęłam pracować. Wszystko wkoło zaczęło się zielenić. Zobaczyłam, że ktoś przechodzi ścieżką. Był to mężczyzna o blond włosach, czerwonych oczach, a na szyi miał naszyjnik. Zatrzymał się i spojrzał w moim kierunku. Uśmiechnął się do mnie i zaczął iść w moją stronę. Stanął koło mnie i spojrzał na mnie. - Witaj, jestem Neharika, a ty? - spytałam i delikatnie się uśmiechnęłam. - Etriell - odparł. - Miło poznać, może w czymś pomóc? - zapytałam. <Etriell?> |
|
Subskrybuj:
Posty (Atom)