Spoglądałam, jak zwinne palce Nehariki śmigają po strunach lutni. Melodia, którą grała była przepiękna, choć pobrzmiewały w niej jakieś dziwne nutki. Niespokojne, zabawne... Nie mogłem tego sprecyzować.
Gdy skończyła uśmiechnęła się,a le nie do mnie, tylko do czegoś w jej przeszłości.
- Ładnie grasz - powiedziałem uśmiechając się dno niej.
- Dziękuję - znów posłała mi ten nieśmiały uśmiech.
Och, och. Dłonie mnie świerzbiły, żeby użyć mej mocy, ogrzać jej ciało, sprawić, by było drżące i wilgotne, sprawić, by jej oczy patrzyły na mnie płonąc pożądaniem. A mimo to powstrzymałem się. Jest czas na zabawę, na fizyczne uciechy, na pijaństwa i jest też czas na chwilę spokoju. Uciechą może być nie tylko ciało kobiety, ale także promień słońca i dotyk wiatru. Zwykła rozmowa może być źródłem przyjemności.
- A ty? Co lubisz? Co tworzysz? - spytała kobieta.
- Ja.. no cóż. Budzę ogień w sercach śmiertelnych, popycham ich, by szukali uciech i przyjemności - mówiąc to machnąłem dłonią, a pojawił się w niej kielich.
Napełniłem naczynie wodą ze strumienia, po czym zanurzyłem koniuszek palca w cieczy.
- W kolorze czerwieni, niczym ognie namiętności i słodkie jak moja towarzyszka - powiedziałem wręczając jej kielich wina.
Nehariki upiła łyk. Przeszył mnie przyjemny dreszcz gdy koniuszkiem języka oblizała wargi.
<Nehariki?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz