Złapałem Nehariki za rękę i lekko ją podciągnąłem. Kobieta wpadła w moje ramiona. Uśmiechnąłem się czując ciepło jej ciała na swoim, jej drżącą, kipiącą w niej moc. Boginie były inne niż śmiertelniczki. Kipiąca w nich energia łącząca się z moją bywała nieprzewidywalna.
Nehariki zadrżała w moich objęciach. Zarumieniła się i spuściła wzrok. Och, jakaż ona była słodka. Miałem od zawsze słabość do wszystkiego co słodkie. Z boginiami jednak był jeden malutki kłopot. Moja moc owszem działała na nie, jednak z nimi nic nie dało się an siłę, nie potrafiłem całkiem zaślepić je pożądaniem, no a poza tym boginie bywały mściwe. A potężna, urażona kochanka, to straszny kłopot. Czasami warto było ryzykować... Być może teraz też będzie warto?
Nachyliłem się i uniosłem jej podbródek, tak by złączyć nasze usta. Nehariki zadrżała mocniej i choć poddała mi się początkowo, to po chwili odsunęła się.
- Pójdę już - powiedziała nie spoglądając na mnie.
Była speszona.
- Więc do zobaczenia innym razem - wyszeptałem.
Przeniosłem się na górę Olimp i tam przechadzałem się między świątyniami.
<Kto mnie spotka?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz