Uśmiechnęłam się.
-Owszem. A jeszcze piękniejsze kiedy żyjesz ze wszystkimi w zgodzie.-powiedziałam. Tym razem Taivas się na mnie spojrzał. Roześmiałam się. Nagle znikąd pojawił się mój ulubieniec. Unipeg którego znał na wylot. Nawet nadałam mu imię! Tak, to jest ogier. -O! Edamur!-zawołałam. -Edamur? Dlaczego on ma tak na imię?-zapytał z uśmiechem bóg. -Sama nie wiem. Znam tego wierzchowca na wylot. Jeszcze nikomu nie dał się pogłaskać a co dopiero wsiąść.-uśmiechnęłam się. -Tobie się udało?-zapytał. -Tak. Choć. Może i Tobie się uda.-powiedziałam i pociągnęłam go za rękę. Powoli podchodziłam do konia dając do zrozumienia, że nic mu nie zrobię. Jednak tamten nie miał zaufania do Taivas'a. Moim ciałem i mimiką twarzy pokazałam iż ja mu ufam i nie ma się czego bać. Edamur wciąż nieufnie stał w miejscu. Po chwili stanęłam. Dotknęłam konia i zaczęłam głaskać. Po chwili bóg nieba powoli dotknął wierzchowca. Koń lekko się zdenerwował ale go uspokoiłam. -Piękny, prawda?-zapytałam. (Taivas?) |
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz