Nie!
To nie może być prawda! Ona nie może umrzeć! Nie może! - powtarzałem sobie w myślach, wciąż i wciąż, tuląc martwe, bezwładne ciało ukochanej. Płakałem, a moje łzy wyparowywały w elektrycznej burzy wokół mojego ciała.
Nie mogłem się z tym pogodzić, nie mogłem pozwolić jej tak odejść.
- Moja ukochana - wyszeptałem kładąc ją na łożu i otulając, jakby tylko spała.
Przeniosłem się do wielkiej biblioteki. Tam schowana była wiedza wszystkiego co rozumne. Sam Chaos pisał pierwsze ze spoczywających tu ksiąg.
Szukałem długo. Czegokolwiek. Zacząłem się już poddawać, gdy ujrzałem kątem oka księgę w czarnej oprawie. cuchnęła krwią.
"Narodziny pierwszych bogów" - taki tytuł odczytałem, wypisany krwią na skórze do złudzenia przypominającej ludzką.
Przeglądałem stronice zapisane zakrzepłą posoką. Znalazłem tam to czego szukałem. Znalazłem to jak można wskrzesić dowolną istotę.
Wróciłem do swej świątyni. Wyjąłem sztylet i na przedramieniu wyciąłem we własnym ciele znaki, które ujrzałem w księdze. Moja krew plamiła pościel i ciało mojej ukochanej.
Rozciąłem znaki, głęboko, tak, że bluznęła krew. Poczułem ogarniającą mnie słabość, a wkrótce wir energii.
- A więc dobić targu chce piorun pośród nawałnicy - usłyszałem. Spojrzałem na stworzenie i choć próbowałem to nie mogłem określić jego kształtu. Był wysoki i wydawał się kościsty, ale jego czarne szaty łopotały na nieistniejącym tu wietrze tak, że jego sylwetka zamazywała się i zmieniała, jego twarz skryta była w kapturze, który czasami sam zdawał się być twarzą o pusty oczodołach, bez nosa i ust.
- Tak... Pragnę życia ukochanej.
- A co jesteś w stanie za to oddać? - spytało stworzenie.
- Czego tylko żądasz - jęknąłem.
- Hojny jest piorun - wycharczał. - Dasz mi to, co utkane pośród burzy. Przybędę po to, za siedem księżyców. A ty dasz mi to. W przeciwnym razie oboje was skarzę na wieczne męki - jego peleryna rozwarła się ukazując wykrzywione bólem twarze.
- Dobrze... Tylko mi ją oddaj - poprosiłem.
Istota zaśmiała się i zniknęła, a Neytiri zaczerpnęła gwałtownie powietrza. Przytuliłem ja mocno, czując jak słabnę.
<Neytiri?>
poniedziałek, 26 maja 2014
niedziela, 25 maja 2014
Od Neytiri - wątpliwości
Jedynie co pamiętam to jak Fulbur wziął mnie na ręce, potem ciemność i strach... W mojej podświadomości powstawały różne myśli. Nie, nie nie! Znowu zaczęłam drżeć. Poczułam jak ktoś ściska moją dłoń. To nie może być prawda! Kłamiesz! W mojej podświadomości powstawały nadal różne myśli związane z tym co powiedział Teylen. Nagle zapadała całkowita pustka. Tak... jakby nic nie istniało, błoga cisza. Czy to jest śmierć?Poczułam jak ktoś mną potrząsa i krzyczy
- Neytiri! Nie odchodź!- to był głos Fulbura, tak jego głos, który był załamany i przerażony, ale dlaczego?
I po chwili mocne światło oślepiło mnie. Leżałam na trawie, nieprzytomna... Otrząsnęłam się z tego. Uniosłam się i rozejrzałam. Nie byłam w Zaświatach ani w świątyni Fulbura. To było całkowite inne miejsce, ale wyglądało znajomo. Zawiał przyjemny wiatr. Uśmiechnęłam się.
- Czy ja... nie żyje? - spytałam sama nie wiem kogo...
Fulbur... Och nie! Nie mogłam mu tego zrobić, ale było nie miałam pojęcia jak wrócić. Ktoś się zjawił, odwróciłam się w stronę nieznajomego
- Gdzie jestem? - spytałam się go
- Tak, gdzie wszyscy bogowie trafiają po śmierci. - odpowiedział
Czyli umarłam?
-Ja...- z moich oczu zaczęły płynąć łzy
Pokiwał głową na potwierdzenie. Byłam przerażona. Dlaczego?
- Jak mogę wrócić? - spytałam roztrzęsiona
- Przykro, ale nie można wrócić. Twoje życie się skończyło....
- Nie! Kłamiesz! Na pewno jest sposób! - krzyczałam
Rozpłakałam się jak dziecko. Nie mogłam zostawić Fulbura... Musiałam do niego wrócić.... Nagle krajobraz się zmienił...Wszędzie były martwe ciała.. Stał koło mnie ta sama osoba co wcześniej...
- Tak kończyli ci którzy chcieli wrócić
Byłam przerażona tym co zobaczyłam, ale myśl, że zostawię ukochanego napawała mnie większym bólem. Znowu znaleźliśmy się w tym miejscu co poprzednio....
- Naprawdę nie ma jakiegoś sposobu? - spytałam tracąc nadzieję.
Spojrzał na mnie i się zamyślił...
- Jest, ale tylko osoba, którą kochasz i ona ciebie jest w stanie cię uratować, ale nie wiem w jaki sposób
Spojrzałam na niego. Właśnie, ale jak to powiedzieć Fulburowi. Nic nie mogłam mu przekazać. Byłam bezsilna i to mnie najbardziej przerażało. Znowu płakałam. Sprawiłam tyle bólu mu, że może.... nie powinnam wracać? Tak, to będzie najlepszy sposób, żeby nie sprawiać mu bólu i cierpienia......
<Fulbur? Skapniesz się? I czy pozwolisz na odejście mi na zawsze?XD>
- Neytiri! Nie odchodź!- to był głos Fulbura, tak jego głos, który był załamany i przerażony, ale dlaczego?
I po chwili mocne światło oślepiło mnie. Leżałam na trawie, nieprzytomna... Otrząsnęłam się z tego. Uniosłam się i rozejrzałam. Nie byłam w Zaświatach ani w świątyni Fulbura. To było całkowite inne miejsce, ale wyglądało znajomo. Zawiał przyjemny wiatr. Uśmiechnęłam się.
- Czy ja... nie żyje? - spytałam sama nie wiem kogo...
Fulbur... Och nie! Nie mogłam mu tego zrobić, ale było nie miałam pojęcia jak wrócić. Ktoś się zjawił, odwróciłam się w stronę nieznajomego
- Gdzie jestem? - spytałam się go
- Tak, gdzie wszyscy bogowie trafiają po śmierci. - odpowiedział
Czyli umarłam?
-Ja...- z moich oczu zaczęły płynąć łzy
Pokiwał głową na potwierdzenie. Byłam przerażona. Dlaczego?
- Jak mogę wrócić? - spytałam roztrzęsiona
- Przykro, ale nie można wrócić. Twoje życie się skończyło....
- Nie! Kłamiesz! Na pewno jest sposób! - krzyczałam
Rozpłakałam się jak dziecko. Nie mogłam zostawić Fulbura... Musiałam do niego wrócić.... Nagle krajobraz się zmienił...Wszędzie były martwe ciała.. Stał koło mnie ta sama osoba co wcześniej...
- Tak kończyli ci którzy chcieli wrócić
Byłam przerażona tym co zobaczyłam, ale myśl, że zostawię ukochanego napawała mnie większym bólem. Znowu znaleźliśmy się w tym miejscu co poprzednio....
- Naprawdę nie ma jakiegoś sposobu? - spytałam tracąc nadzieję.
Spojrzał na mnie i się zamyślił...
- Jest, ale tylko osoba, którą kochasz i ona ciebie jest w stanie cię uratować, ale nie wiem w jaki sposób
Spojrzałam na niego. Właśnie, ale jak to powiedzieć Fulburowi. Nic nie mogłam mu przekazać. Byłam bezsilna i to mnie najbardziej przerażało. Znowu płakałam. Sprawiłam tyle bólu mu, że może.... nie powinnam wracać? Tak, to będzie najlepszy sposób, żeby nie sprawiać mu bólu i cierpienia......
<Fulbur? Skapniesz się? I czy pozwolisz na odejście mi na zawsze?XD>
Od Fulbura - bóg piorunów
Neytiri nie wracała długo. Jak dla mnie zdecydowanie za długo. Zacząłem więc szukać jej. Spoglądałem z nieba, pytałem innych. nic. Ślad wszelki po niej zaginął.
Po raz tysięczny, zdenerwowany i zrozpaczony przemierzałem ziemię. Wszystko na czym stanęły moje stopy paliło się i skręcało rażone piorunami nie opuszczającymi od ponad doby powierzchni mej skóry.
- Uspokój się proszę - wołał ktoś. Jakiś bóg, który ubolewał nad losem istot, które nie zdążyły zejść z mej drogi. Ale ja nie słuchałem. Tylko jedna myśl błądziła w mej głowie. Chciałem znaleźć ukochaną.
Wyczułem strach i ciemność. Jeden z mrocznych bożków uciekał przede mną panicznie. Jego strach był czymś więcej niż strachem, jaki mógł wzbudzić zdenerwowany bóg. On coś wiedział. Skoczyłem w jego stronę i złapałem go. moja moc szalała raniąc go.
- Wiesz gdzie jest Naytiri? - spytałem
- N-nie... - wyjąkał. Kłamał.
Uderzyłem go. Tłukłem jak zwierzę dotąd, aż zaczął skomleć i płakać.
- Zabrali ją... - wycharczał.
- KTO!? - ryknąłem.
- Teylen i Rifatusirian.
- Co?!
Nie mogłem w to uwierzyć. Co te parszywe poczwary chciały od mojej ukochanej!?
- Otwórz mi przejście do podziemi - rozkazałem.
- N-nie mogę... Jeśli cię tam w puszczę zabiją mnie.
- Ja ci zrobię coś gorszego jeśli nie otworzysz wrót w tej chwili!
Widziałem strach w jego oczach.
Bożek zrobił to czego chciałem i po chwili byłem już w podziemiach szukając śladu Naytiri. Znalazłem i popędziłem za jej aurą.
Gdy z hukiem otworzyłem drzwi komnaty stanąłem jak wryty, ale moja moc buchnęła z siłą jakiej sam w sobie nie znałem. Teylen stał nad Naytiri z mieczem w dłoni. Rzuciłem się w jego stronę. Złapałem mocno jego ciało, które targały spazmy. Przepuściłem przez niego swoją moc, całą moc piorunów. Stałem tak dziko wpatrując się w jego twarz dopóki nie stanęła w płomieniach i nie spopieliła się.
Odrzuciłem ciało i ukląkłem przy ukochanej. Uniosłem ją delikatnie i przeniosłem nas do domu. Do mojej świątyni. Ułożyłem ją w łożu. Cała moja złość opadła. Delikatnie głaskałem jej czoło i ściskałem jej dłoń. Jej ciało leczyło się,a le za wolno jak dla mnie...
<Neytiri?>
Po raz tysięczny, zdenerwowany i zrozpaczony przemierzałem ziemię. Wszystko na czym stanęły moje stopy paliło się i skręcało rażone piorunami nie opuszczającymi od ponad doby powierzchni mej skóry.
- Uspokój się proszę - wołał ktoś. Jakiś bóg, który ubolewał nad losem istot, które nie zdążyły zejść z mej drogi. Ale ja nie słuchałem. Tylko jedna myśl błądziła w mej głowie. Chciałem znaleźć ukochaną.
Wyczułem strach i ciemność. Jeden z mrocznych bożków uciekał przede mną panicznie. Jego strach był czymś więcej niż strachem, jaki mógł wzbudzić zdenerwowany bóg. On coś wiedział. Skoczyłem w jego stronę i złapałem go. moja moc szalała raniąc go.
- Wiesz gdzie jest Naytiri? - spytałem
- N-nie... - wyjąkał. Kłamał.
Uderzyłem go. Tłukłem jak zwierzę dotąd, aż zaczął skomleć i płakać.
- Zabrali ją... - wycharczał.
- KTO!? - ryknąłem.
- Teylen i Rifatusirian.
- Co?!
Nie mogłem w to uwierzyć. Co te parszywe poczwary chciały od mojej ukochanej!?
- Otwórz mi przejście do podziemi - rozkazałem.
- N-nie mogę... Jeśli cię tam w puszczę zabiją mnie.
- Ja ci zrobię coś gorszego jeśli nie otworzysz wrót w tej chwili!
Widziałem strach w jego oczach.
Bożek zrobił to czego chciałem i po chwili byłem już w podziemiach szukając śladu Naytiri. Znalazłem i popędziłem za jej aurą.
Gdy z hukiem otworzyłem drzwi komnaty stanąłem jak wryty, ale moja moc buchnęła z siłą jakiej sam w sobie nie znałem. Teylen stał nad Naytiri z mieczem w dłoni. Rzuciłem się w jego stronę. Złapałem mocno jego ciało, które targały spazmy. Przepuściłem przez niego swoją moc, całą moc piorunów. Stałem tak dziko wpatrując się w jego twarz dopóki nie stanęła w płomieniach i nie spopieliła się.
Odrzuciłem ciało i ukląkłem przy ukochanej. Uniosłem ją delikatnie i przeniosłem nas do domu. Do mojej świątyni. Ułożyłem ją w łożu. Cała moja złość opadła. Delikatnie głaskałem jej czoło i ściskałem jej dłoń. Jej ciało leczyło się,a le za wolno jak dla mnie...
<Neytiri?>
sobota, 24 maja 2014
Od Nehariki
Chamstwo Etriell'a było okropne. Jak nie chciał mieć dzieci to nie powinien uwodzić innych. Postanowiłam, że pogadam o tym Cavi. Jej służąca zaprowadziła mnie do niej
- Hej...
Usiadłyśmy i rozmawiałyśmy o tym co zrobimy z tym fantem. Dosyć długo rozmyślałyśmy o tym, lecz jak na razie żadna z nas nie wpadła na pomysł co z tym zrobić. Poszłyśmy się przejść. Szliśmy w milczeniu. Nadal nie miałyśmy pomysłu co zrobić. Po dwóch godzinach wróciliśmy do świątyni Cavinian. Trudno będzie się uporać z tym....
- Musimy coś zrobić! - krzyknęłam
- Wiem. - odparła Cavi
Nastała znowu cisza między nami. Żadnej z nas nie dawało to spokoju. Trzeba było dać nauczkę Etriell'owi. Ale jaką? No właśnie jaką. Cały czas próbowałyśmy coś wymyślić, ale klapa wychodziła z tego. Denerwowała to nas. Zjadłyśmy coś, podczas rozmowy nasze Cavi wpadła na pomysł jakiś
- Wpadłam na pomysł! - krzyknęła
- Jaki? - zaciekawiłam się
Cavinian rzekła.
-...
<Cavi, jaki to był pomysł?>
- Hej...
Usiadłyśmy i rozmawiałyśmy o tym co zrobimy z tym fantem. Dosyć długo rozmyślałyśmy o tym, lecz jak na razie żadna z nas nie wpadła na pomysł co z tym zrobić. Poszłyśmy się przejść. Szliśmy w milczeniu. Nadal nie miałyśmy pomysłu co zrobić. Po dwóch godzinach wróciliśmy do świątyni Cavinian. Trudno będzie się uporać z tym....
- Musimy coś zrobić! - krzyknęłam
- Wiem. - odparła Cavi
Nastała znowu cisza między nami. Żadnej z nas nie dawało to spokoju. Trzeba było dać nauczkę Etriell'owi. Ale jaką? No właśnie jaką. Cały czas próbowałyśmy coś wymyślić, ale klapa wychodziła z tego. Denerwowała to nas. Zjadłyśmy coś, podczas rozmowy nasze Cavi wpadła na pomysł jakiś
- Wpadłam na pomysł! - krzyknęła
- Jaki? - zaciekawiłam się
Cavinian rzekła.
-...
<Cavi, jaki to był pomysł?>
Od Neytiri - niemożliwe...
Jęknęłam, kiedy jego dłonie znalazły się między moimi udami. Wtuliłam się w niego.
- Witaj... - wyjąkałam do niego.
Pocałował mnie namiętnie, odwzajemniłam pocałunek. Uśmiechnął się do mnie. Usiedliśmy przytuleni do siebie. Siedzieliśmy tak z dobre parę godzin. Robiło się już ciemno. Fulbur wziął mnie na ręce i zaniósł na łóżko i położył się na mnie. Przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam zachłannie. Roześmiał się na to. Zdjął ze mnie ubranie, a ja z niego. Leżeliśmy nadzy. Fulbur całował mnie, schodząc coraz niżej. Pieścił moje ciało, w końcu wszedł we mnie. Jęknęłam dźwięcznie, kochaliśmy się długo i namiętnie. Następnego dnia obudziłam się pierwsza. Wstałam delikatnie, żeby nie obudzić Fulbura. Ubrałam się i zeszłam na ziemie. Spacerowałam sobie po lesie. Byłam szczęśliwa. Miałam nadzieję, że moje życie z Fulburem się ułoży i będzie szczęśliwe. Po paru godzinach poczułam okropny ból głowy. Czyjeś myśli to spowodowały. Nagle ktoś pojawił się za mną. Wystraszyłam się, chciałam się szybko odsunąć od niego, ale mnie mocno złapał za rękę.
- Oj, nie uciekniesz mi Neytiri - rzekł nieznajomy
- Kim jesteś? - spytałam się go
- Mhm...ojciec Ci o mnie nie mówił. Jestem Teylen. Twoja rodzina zabiła moją. - wyjaśnił
To co usłyszałam wstrząsnęło mną.
- To..to niemożliwe.. kłamiesz! - krzyknęłam do niego
Próbowałam się wyrwać, wyciągnął miecz
- Teraz zginiesz - powiedział.
Wystraszyłam się. Nie miałam pojęcia co zrobić, kiedy ktoś się zjawił, ale nie był to Fulbur. Tylko Rifatusirian, władca podziemia. Czego on tutaj chciał? Teylen złapał mnie tak, że nie mogłam się ruszyć. Byłam wystraszona. Rifatus złapał mnie za podbródek i uniósł moją twarz, tak żebym spojrzała na niego.
- Nie zabijaj jej Teylen. Wiem, że przysiągłeś śmierć tej rodzinie, ale może lepiej ją zniewolić i zrobić, żeby była twoją służącą - rzekł władca podziemi
Teylen nie był zachwycony tym. Chciał coś powiedzieć, ale Rifatus mu przerwał.
- W Zaświatach porozmawiamy, bo jej ukochany może się zjawić w każdej chwili.
Teylen się zgodził na to, choć niechętnie. Zabrali mnie do Zaświatów. Wrzucili mnie do lochów, a Teylen zaczął dyskutować co zrobić ze mną z władcą podziemi. Rifatus kazał mnie przenieść do najniższych lochów, gdzie panował tylko mrok. Próbowałam się wyrwać,ale na próżno. Siedziałam już w lochach, wokół mnie panował tylko i wyłącznie mrok. Nic nie widziałam. Rozmyślałam nad moim położeniem. Było ono makabryczne. Rozpłakałam się. Dlaczego to się dzieje? Czy to możliwe, że moja rodzina zabiła jego? Nagle drzwi od mojej celi się odtworzyły. Stanął w nich Rifatusirian.
- Zdecydowano, że zostaniesz żoną Teylena. - powiedział ze spokojem. - Pojutrze macie ślub.
I wyszedł. CO?! Byłam zszokowana tą wiadomością. Nie chciałam za tego kłamce wychodzić! Miałam dwa dni do tego przymuszonego ślubu. Co robić? Byłam całkowicie bezradna w tej sytuacji. Moje zdanie się w ogóle nie liczyło. Usłyszałam kroki byli to służący Rifatusa. Skuli mi ręce i gdzieś prowadzili. Wrzucili mnie do kolejnych lochów, ale szczęście było w tym, że nie było tu mroku. Zmusili mnie do wypicia czegoś, po czym szybko i głęboko spałam. Wyglądałam jak bym nie żyła.
Przespałam tak z dwa dni. Obudziłam się, w mojej celi stał władca podziemi i Teylen.
- Niestety ślubu nie będzie - rzekł wrednie.
- No i dobrze. Cieszę się z tego powodu. - powiedziałam chłodno.
Pozłościło go to, więc złapał mnie za włosy i pociągnął do góry. Zabolało mnie to. Powlókł mnie aż do głównej sali. Rzucił mną o jakiś filar. Z mojego czoła płynęła krew. Kopnął mnie w brzuch. Poznęcał się nade mną tak, że byłam w strasznym stanie. Drżałam, przystawił mi swój miecz pod gardło. Już miał mnie zabić,lecz przez coś zranił mnie w bok. Syknęłam z bólu i złapałam się za bok, z którego sączyła się krew,a on już szykował się do kolejnego ataku....
<Fulbur? Jak mnie znalazłeś? I co robiłeś od czasu mojego zniknięcia, przez te 3 dni? I jak się dowiedziałeś, gdzie jestem oraz jak się dostałeś? XD>
- Witaj... - wyjąkałam do niego.
Pocałował mnie namiętnie, odwzajemniłam pocałunek. Uśmiechnął się do mnie. Usiedliśmy przytuleni do siebie. Siedzieliśmy tak z dobre parę godzin. Robiło się już ciemno. Fulbur wziął mnie na ręce i zaniósł na łóżko i położył się na mnie. Przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam zachłannie. Roześmiał się na to. Zdjął ze mnie ubranie, a ja z niego. Leżeliśmy nadzy. Fulbur całował mnie, schodząc coraz niżej. Pieścił moje ciało, w końcu wszedł we mnie. Jęknęłam dźwięcznie, kochaliśmy się długo i namiętnie. Następnego dnia obudziłam się pierwsza. Wstałam delikatnie, żeby nie obudzić Fulbura. Ubrałam się i zeszłam na ziemie. Spacerowałam sobie po lesie. Byłam szczęśliwa. Miałam nadzieję, że moje życie z Fulburem się ułoży i będzie szczęśliwe. Po paru godzinach poczułam okropny ból głowy. Czyjeś myśli to spowodowały. Nagle ktoś pojawił się za mną. Wystraszyłam się, chciałam się szybko odsunąć od niego, ale mnie mocno złapał za rękę.
- Oj, nie uciekniesz mi Neytiri - rzekł nieznajomy
- Kim jesteś? - spytałam się go
- Mhm...ojciec Ci o mnie nie mówił. Jestem Teylen. Twoja rodzina zabiła moją. - wyjaśnił
To co usłyszałam wstrząsnęło mną.
- To..to niemożliwe.. kłamiesz! - krzyknęłam do niego
Próbowałam się wyrwać, wyciągnął miecz
- Teraz zginiesz - powiedział.
Wystraszyłam się. Nie miałam pojęcia co zrobić, kiedy ktoś się zjawił, ale nie był to Fulbur. Tylko Rifatusirian, władca podziemia. Czego on tutaj chciał? Teylen złapał mnie tak, że nie mogłam się ruszyć. Byłam wystraszona. Rifatus złapał mnie za podbródek i uniósł moją twarz, tak żebym spojrzała na niego.
- Nie zabijaj jej Teylen. Wiem, że przysiągłeś śmierć tej rodzinie, ale może lepiej ją zniewolić i zrobić, żeby była twoją służącą - rzekł władca podziemi
Teylen nie był zachwycony tym. Chciał coś powiedzieć, ale Rifatus mu przerwał.
- W Zaświatach porozmawiamy, bo jej ukochany może się zjawić w każdej chwili.
Teylen się zgodził na to, choć niechętnie. Zabrali mnie do Zaświatów. Wrzucili mnie do lochów, a Teylen zaczął dyskutować co zrobić ze mną z władcą podziemi. Rifatus kazał mnie przenieść do najniższych lochów, gdzie panował tylko mrok. Próbowałam się wyrwać,ale na próżno. Siedziałam już w lochach, wokół mnie panował tylko i wyłącznie mrok. Nic nie widziałam. Rozmyślałam nad moim położeniem. Było ono makabryczne. Rozpłakałam się. Dlaczego to się dzieje? Czy to możliwe, że moja rodzina zabiła jego? Nagle drzwi od mojej celi się odtworzyły. Stanął w nich Rifatusirian.
- Zdecydowano, że zostaniesz żoną Teylena. - powiedział ze spokojem. - Pojutrze macie ślub.
I wyszedł. CO?! Byłam zszokowana tą wiadomością. Nie chciałam za tego kłamce wychodzić! Miałam dwa dni do tego przymuszonego ślubu. Co robić? Byłam całkowicie bezradna w tej sytuacji. Moje zdanie się w ogóle nie liczyło. Usłyszałam kroki byli to służący Rifatusa. Skuli mi ręce i gdzieś prowadzili. Wrzucili mnie do kolejnych lochów, ale szczęście było w tym, że nie było tu mroku. Zmusili mnie do wypicia czegoś, po czym szybko i głęboko spałam. Wyglądałam jak bym nie żyła.
Przespałam tak z dwa dni. Obudziłam się, w mojej celi stał władca podziemi i Teylen.
- Niestety ślubu nie będzie - rzekł wrednie.
- No i dobrze. Cieszę się z tego powodu. - powiedziałam chłodno.
Pozłościło go to, więc złapał mnie za włosy i pociągnął do góry. Zabolało mnie to. Powlókł mnie aż do głównej sali. Rzucił mną o jakiś filar. Z mojego czoła płynęła krew. Kopnął mnie w brzuch. Poznęcał się nade mną tak, że byłam w strasznym stanie. Drżałam, przystawił mi swój miecz pod gardło. Już miał mnie zabić,lecz przez coś zranił mnie w bok. Syknęłam z bólu i złapałam się za bok, z którego sączyła się krew,a on już szykował się do kolejnego ataku....
<Fulbur? Jak mnie znalazłeś? I co robiłeś od czasu mojego zniknięcia, przez te 3 dni? I jak się dowiedziałeś, gdzie jestem oraz jak się dostałeś? XD>
środa, 14 maja 2014
Od Fulbura - witaj
Szalałem wśród chmur, rozpętując burzę, bijąc ziemię i wszystko co było na niej piorunami. Przez moje ciało przechodziły spazmy mieszających się ze sobą emocji i odczuć.
Kiedy moje wnętrze wypaliło się w gniewie, a pozostał spokój spłynąłem do swojej podniebnej świątyni. Powoli i ostrożnie wszedłem do budynku. Wydawał się pusty, przeszedłem na balkon. Siedziała tam moja ukochana. Szata spływała po jej idealnym ciele, odkrywając ramiona. Siedziała pochylona, jej kształtne nogi zwisały w dół, ku przepaści, a ona sama spoglądała na ludzi, którzy z tej wysokości byli jak ziarnka piasku.
Podszedłem do niej ostrożnie, chicho i zanim zdążyła zareagować przyciągnąłem ją do siebie.
- Witaj - wymruczałem całując ją w kark, następnie w ucho. Moje dłonie zsunęły się między jej uda.
Pragnąłem jej. Jak z resztą zawsze gdy tylko na nią spojrzałem.
<Naytiri?>
Kiedy moje wnętrze wypaliło się w gniewie, a pozostał spokój spłynąłem do swojej podniebnej świątyni. Powoli i ostrożnie wszedłem do budynku. Wydawał się pusty, przeszedłem na balkon. Siedziała tam moja ukochana. Szata spływała po jej idealnym ciele, odkrywając ramiona. Siedziała pochylona, jej kształtne nogi zwisały w dół, ku przepaści, a ona sama spoglądała na ludzi, którzy z tej wysokości byli jak ziarnka piasku.
Podszedłem do niej ostrożnie, chicho i zanim zdążyła zareagować przyciągnąłem ją do siebie.
- Witaj - wymruczałem całując ją w kark, następnie w ucho. Moje dłonie zsunęły się między jej uda.
Pragnąłem jej. Jak z resztą zawsze gdy tylko na nią spojrzałem.
<Naytiri?>
Od Cavinian - Szkoda słów...
- Etriell, czy my wyglądamy jak byśmy żartowały? - prychnęłam - Ale skoro nie wierzysz...osobiście pofatyguje się z nią do ciebie kiedy się urodzi.
- Nawet tutaj nie przychodź - warknął
- Ty nic nie rozumiesz! - krzyknęła Neharika
- Owszem rozumiem, chcecie mnie wrobić w bachory których ojcem na pewno nie jestem! - krzyknął
- Jeszcze zobaczymy - szepnęłam
Nie miałam ochoty już dłużej go słuchać. Bredził...sam nie wiedział co mówi. Dlaczego on nam nie wierzy? Mam tego dość.
Wróciłam do swojej świątyni. Chciałam odpocząć...choć przez chwilę...nie denerwować się. Chamstwo Etriell'a jest po prostu oburzające.
Do mojej komnaty weszła służąca.
- Ktoś przyszedł - poinformowała mnie
- Przyprowadź tego "kogoś" do mnie - powiedziałam
Do pomieszczenia weszła Neharika.
<Neharika?>
- Nawet tutaj nie przychodź - warknął
- Ty nic nie rozumiesz! - krzyknęła Neharika
- Owszem rozumiem, chcecie mnie wrobić w bachory których ojcem na pewno nie jestem! - krzyknął
- Jeszcze zobaczymy - szepnęłam
Nie miałam ochoty już dłużej go słuchać. Bredził...sam nie wiedział co mówi. Dlaczego on nam nie wierzy? Mam tego dość.
Wróciłam do swojej świątyni. Chciałam odpocząć...choć przez chwilę...nie denerwować się. Chamstwo Etriell'a jest po prostu oburzające.
Do mojej komnaty weszła służąca.
- Ktoś przyszedł - poinformowała mnie
- Przyprowadź tego "kogoś" do mnie - powiedziałam
Do pomieszczenia weszła Neharika.
<Neharika?>
Od Etriell'a - bachory!!!
Wypiłem kolejny kielich wina i z lubością przyglądałem się jak Senja całuje i pieści Cendre. Uwielbiałem na nie patrzeć.
- Mathramin, skarbie... - wymruczałem, a moja czarnowłosa piękność rozpięła swoją suknię i pozwoliła jej opaść. Podeszła do mnie wiedząc doskonale czego chcę. Jej piękne usteczka zacisnęły się na moim członku, a języczek pieścił mnie. Wprawnymi rączkami pocierała nasadę mojego penisa, tak, że przechodził mnie miły prąd.
Cendre krzyknęła kiedy palce Senji mocno zagłębiły się w niej. Uniosłem się, odsunąłem od siebie Mathramin i podszedłem do Senji od tyłu. Wszedłem w nią, podczas gdy ona wciąż pieściła blondynkę. Czarnula podeszła do mnie, a jej rączki błądziły po moim ciele. Senja krzyknęła w ekstazie, wyszedłem z niej i dobrałem się do Cendre, wchodząc w nią mocno. Iskierka wciąż trzymała się blisko mnie.Kwiatuszek pustyni uniosła się i znów ustami zaczęła pieścić piersi Cendre.
Taką właśnie scenkę ujrzały Nahariki i Cavi, gdy weszły do mojej świątyni. Obie spłonęły rumieńcami iw pospiesznie wycofały się. Cendre zawstydziła się i zesztywniała, odsuwając ode mnie. No i po zabawie.
- Czego chcecie moje panie? - spytałem wychodząc do dwóch, czekających na zewnątrz boginek. Obie spojrzały na mnie zdegustowane. - Jeśli chcecie, możecie się przyłączyć - zaproponowałem z uśmiechem.
- Mam ci coś ważnego do przekazania - zaczęła Nehariki. - Jestem w ciąży.
- To Hurrigan jest zapewne prze szczęśliwy - powiedziałem uśmiechając się szczerze. Życzyłem mu7 wiele męczarni z małym potworem.
- Ja też - powiedziała Cavi.
- O no to widzę, że ci się jednak spodobały uciechy cielesne. miło to słyszeć - nie bardzo rozumiałem dlaczego przyszły się tym pochwalić.
- Chyba nie rozumiesz... - Cavi dotknęła swojego łona. - Nie byłam z nikim oprócz ciebie - wyjaśniła.
- Moje dziecko też nie koniecznie jest Hurrigana... - dodała Nehariki.
Przez moment spoglądałem na nie jak na idiotki. Nie bardzo rozumiałem o czym mówią. Przecież to nie mogły być moje dzieciaki... NIE MOGŁY!!!
- Wy chyba postradałyście rozumy - warknąłem. - Nie dam się wrobić w bachory! Zapomnijcie!
<Nehariki? Cavi?>
Od Cavinian - Etriell!
Spacerowałam po wiosce, już dawno ochłonęłam po pewnych wydarzeniach. Nie mam zamiaru pamiętać tego już dłużej. Najbardziej boli mnie to, że...jego napój nie zadziałał. Wpadł w niezłe bagno. Zapomniał o jednej najważniejszej rzeczy, jestem kim jestem i takie eliksiry na mnie nie działają. Mam zamiar wygarnąć mu wszystko co zrobił! Wszystko...jednak po drodze wpadnę jeszcze po Neharike. Coś czuję, że i ona ma zamiar na nim się odegrać. Szukałam jej trochę czasu. Bogini natury nie jest tak łatwo szukać. Ciągle gdzieś chodzi i wcale nie tak łatwo ją złapać.
Jest dobrze...udało mi się ją znaleźć. Chyba miała jakąś sprawę do Etriell'a bo szła w kierunku jego świątyni. I dobrze...pójdę razem z nią.
Weszłyśmy do świątyni. Na pierwszy rzut oka nie widać było, że jestem w ciąży ponieważ szaty zakrywały moje ciało.
<Etriell? Brak większych pomysłów, rozpisz się xD>
Jest dobrze...udało mi się ją znaleźć. Chyba miała jakąś sprawę do Etriell'a bo szła w kierunku jego świątyni. I dobrze...pójdę razem z nią.
Weszłyśmy do świątyni. Na pierwszy rzut oka nie widać było, że jestem w ciąży ponieważ szaty zakrywały moje ciało.
<Etriell? Brak większych pomysłów, rozpisz się xD>
wtorek, 13 maja 2014
Przeskok czasowy :)
Robię taki malutki przeskok czasowy o...ja wiem xD Jakieś 4 miechy czy coś. Tak! cztery miechy! xD Pozdrawiam serdecznie :)
Od Nehariki - nie chcę cię znać
Denerwowało mnie jego zachowanie.
- W tym, że wiedziałeś, że jestem zaręczona, a poza tym szukałam pocieszenia, a nie tego! Wiesz co nie chcę cię znać. Jesteś zwykłym draniem i skurwielem. - powiedziałam i zniknęłam
Etriell patrzył na mnie ze zdziwieniem w oczach. Jak za polezie to dam mu nauczkę,że powinien zostawić mnie w spokoju. Idiota zjawił się. Spojrzałam na niego wściekle i go zaatakowałam, związałam mu ręcę i ścisnęłam plączem jego gardło i lekko podduszałam. Sprawiało mi to ogromną radość.Sprawiało mi przyjemność patrzenie jak stara się złapać oddech.
- Lepiej nie chodź za mną, bo pożałujesz- rzekłam
- Dobra - powiedział zachrypniętym głosem.Chętnie jeszcze bym go pomęczyła.ale szkoda na tego gnoja mojej fatygi. Uderzyłam go mocno o drzewo i odeszłam od niego. Szłam już spokojniejsza. I trochę złości mi przeszło, jak się wyżyłam na nim, ale jak się pokażę to nie ręczę za siebie. Zabrałam się za robotę. Pielęgnowałam kwiaty, pomagałam drzewom rosnąć szybciej. Generalnie robiłam to samo co zwykle. Nic nowego, ale nie mówiąc szczerze nie wiem co wtedy we mnie wstąpiło, że zaatakowałam Etriell'a, ale mimo wszystko nie mam zamiaru go za to przepraszać. Westchnęłam ciężko. Debil i gnojek z Etriell'a jest. Otrząsnęłam się z tych myśli. Zapomnij o tym idiocie. Uśmiechnęłam się, myśląc, że coś to zmieni bądź poprawi mi nastrój. Nic, czułam się tak samo jak wcześniej....
<Etriell? I jak ci sie podobało powitanie?>
- W tym, że wiedziałeś, że jestem zaręczona, a poza tym szukałam pocieszenia, a nie tego! Wiesz co nie chcę cię znać. Jesteś zwykłym draniem i skurwielem. - powiedziałam i zniknęłam
Etriell patrzył na mnie ze zdziwieniem w oczach. Jak za polezie to dam mu nauczkę,że powinien zostawić mnie w spokoju. Idiota zjawił się. Spojrzałam na niego wściekle i go zaatakowałam, związałam mu ręcę i ścisnęłam plączem jego gardło i lekko podduszałam. Sprawiało mi to ogromną radość.Sprawiało mi przyjemność patrzenie jak stara się złapać oddech.
- Lepiej nie chodź za mną, bo pożałujesz- rzekłam
- Dobra - powiedział zachrypniętym głosem.Chętnie jeszcze bym go pomęczyła.ale szkoda na tego gnoja mojej fatygi. Uderzyłam go mocno o drzewo i odeszłam od niego. Szłam już spokojniejsza. I trochę złości mi przeszło, jak się wyżyłam na nim, ale jak się pokażę to nie ręczę za siebie. Zabrałam się za robotę. Pielęgnowałam kwiaty, pomagałam drzewom rosnąć szybciej. Generalnie robiłam to samo co zwykle. Nic nowego, ale nie mówiąc szczerze nie wiem co wtedy we mnie wstąpiło, że zaatakowałam Etriell'a, ale mimo wszystko nie mam zamiaru go za to przepraszać. Westchnęłam ciężko. Debil i gnojek z Etriell'a jest. Otrząsnęłam się z tych myśli. Zapomnij o tym idiocie. Uśmiechnęłam się, myśląc, że coś to zmieni bądź poprawi mi nastrój. Nic, czułam się tak samo jak wcześniej....
<Etriell? I jak ci sie podobało powitanie?>
Od Neytiri - decyzja
Propozycja Fulbura mnie zaskoczyła, ale cieszyłam się, że mi to zaproponował.
- Zgadzam się - powiedziałam z uśmiechem.
Fulbur się uśmiechnął i mnie pocałował namiętnie. Odwzajemniłam pocałunki. Przyciągnął mnie do siebie i przeniósł nas do swojej świątyni. Była wspaniała i ogromna. Fulbur oprowadził mnie po niej.
- Niesamowite - rzekłam
Uśmiechnął się i przyciągnął do siebie i mocno pocałował. Uśmiechnęłam się na to. Czułam się przy nim szczęście i bezpieczeństwo. Robiło się późno. Fulbur wskazał mi lóżko. Położyłam się na nim, a on koło mnie. Chwilę później zasnęliśmy przytuleni do siebie.
<Fulbur?>
- Zgadzam się - powiedziałam z uśmiechem.
Fulbur się uśmiechnął i mnie pocałował namiętnie. Odwzajemniłam pocałunki. Przyciągnął mnie do siebie i przeniósł nas do swojej świątyni. Była wspaniała i ogromna. Fulbur oprowadził mnie po niej.
- Niesamowite - rzekłam
Uśmiechnął się i przyciągnął do siebie i mocno pocałował. Uśmiechnęłam się na to. Czułam się przy nim szczęście i bezpieczeństwo. Robiło się późno. Fulbur wskazał mi lóżko. Położyłam się na nim, a on koło mnie. Chwilę później zasnęliśmy przytuleni do siebie.
<Fulbur?>
poniedziałek, 12 maja 2014
Od Fulbura - zostań ze mną...
Znów stąpałem po ziemi. Znów spokojny. A u mego boku szła wspaniała kobieta. Uśmiechnąłem się promiennie, złapałem ją za rękę i puściłem się biegiem po trawie. Naytiri biegła tuz obok mnie, śmiejąc się w głos. Ten dźwięk był najpiękniejszym jaki do tej pory słyszałem. Czysta, piękna radość.
Każda istota, czy to człowiek, zwierze czy bóg, potrzebuje do życia czegoś więcej niż powietrza, jedzenia i wody. Przez długie tysiąclecia sądziłem, że nic oprócz mojej własnej mocy nie potrzeba mi do życia. Myliłem się. Wystarczyło, że spotkałem Naytiri, a wszystko co wiedziałem stało się inne, odmieniło się.
Wbiegliśmy w wodę jeziora. Niczym dzieci biegaliśmy śmiejąc się i pluskając. Pochwyciłem kobietę w ramiona i złożyłem na jej ustach pocałunek.
- Chciałbym - zawahałem się.
- Co takiego? - spytała spoglądając na mnie z czułością w oczach.
- Chciałbym byś zamieszkała ze mną? W mojej świątyni? Nie chcę rozstawać się z tobą - powiedziałem w końcu.
<Neytiri?>
Każda istota, czy to człowiek, zwierze czy bóg, potrzebuje do życia czegoś więcej niż powietrza, jedzenia i wody. Przez długie tysiąclecia sądziłem, że nic oprócz mojej własnej mocy nie potrzeba mi do życia. Myliłem się. Wystarczyło, że spotkałem Naytiri, a wszystko co wiedziałem stało się inne, odmieniło się.
Wbiegliśmy w wodę jeziora. Niczym dzieci biegaliśmy śmiejąc się i pluskając. Pochwyciłem kobietę w ramiona i złożyłem na jej ustach pocałunek.
- Chciałbym - zawahałem się.
- Co takiego? - spytała spoglądając na mnie z czułością w oczach.
- Chciałbym byś zamieszkała ze mną? W mojej świątyni? Nie chcę rozstawać się z tobą - powiedziałem w końcu.
<Neytiri?>
Od Neytiri -
Fulbur porwał mnie nagą. Rozpętał burza. Nieopodal nas piorun trzasnął, wystraszyłam się,lecz on mnie uspokoił. Usiedliśmy na chmurze, Fulbur zaczął mnie od nowa namiętnie całować. Odwzajemniłam pocałunki z ochotą. Zaczął od nowa pieścić moje ciało. Nagradzałam go dźwięcznymi jękami. W końcu wszedł we mnie. Kochaliśmy się szybko i dziko,aż do zmęczenia. Leżeliśmy przytuleni do siebie. Piorun znowu trzasnął i się wystraszyłam, więc mocniej przytuliłam się do Fulbura. Uspokajał mnie, głaszcząc mnie po włosach. Uspokoił mnie, ale nadal czułam strach i lęk. Po chyba godzinie burza ustała.
- To było niesamowite - powiedziałam
On się uśmiechnął i podziękował. Znaleźliśmy się znowu na dole. Ubraliśmy się i poszliśmy się przejść.
<Fulbur?>
- To było niesamowite - powiedziałam
On się uśmiechnął i podziękował. Znaleźliśmy się znowu na dole. Ubraliśmy się i poszliśmy się przejść.
<Fulbur?>
niedziela, 11 maja 2014
Od Fulbura - razem rozpętajmy burzę.
Czułem się świetnie. Bliskość Naytiri sprawiała mi czystą radość. Dawała spokój.
- Jesteś cudowna - wyszeptałem, gdy spoglądała mi w oczy.
- Emocja... - wyszeptała.
- Hm...?
- Emocja... chciałabym poznać je wszystkie - powiedziała z tajemniczym, zamyślonym uśmiechem.
- Jeśli będę mógł pomogę... - pocałowałem ją w usta. Mocno, niecierpliwie.
Poddała mi się z uśmiechem i ochotą. Gładziłem jej ciało, poznawałem każdy jego fragment. Czułem jednak jak coś wrze we mnie. Siła, której nie chciałem okiełznać. I chyba nie umiałem.
- Pójdziesz ze mną? Rozpętasz ze mną burzę? - spytałem ujmując w dłonie jej twarzyczkę. Wciąż na niej leżałem, wciąż byliśmy nadzy, lekko rozgrzani swoją obecnością, dotykiem.
- Dobrze - powiedziała.
Porwałem ją. Od razu. Nagą i piękną. Uniosłem nas w górę ku chmurom. Chaos przejął władzę nade mną. Wiatr, deszcz i pioruny. Wszystko to w tym momencie podlegało mojej władzy.
Bogini wrzasnęła kiedy piorun przeszył powietrze ledwie cal od nas.
- Nie czuj strachu, moja droga - wyszeptałem głaszcząc ją i wciąż trzymając blisko siebie. Moje moce szalały wokół nas, targając nami. Byłem teraz żywiołem.
<Naytiri?>
- Jesteś cudowna - wyszeptałem, gdy spoglądała mi w oczy.
- Emocja... - wyszeptała.
- Hm...?
- Emocja... chciałabym poznać je wszystkie - powiedziała z tajemniczym, zamyślonym uśmiechem.
- Jeśli będę mógł pomogę... - pocałowałem ją w usta. Mocno, niecierpliwie.
Poddała mi się z uśmiechem i ochotą. Gładziłem jej ciało, poznawałem każdy jego fragment. Czułem jednak jak coś wrze we mnie. Siła, której nie chciałem okiełznać. I chyba nie umiałem.
- Pójdziesz ze mną? Rozpętasz ze mną burzę? - spytałem ujmując w dłonie jej twarzyczkę. Wciąż na niej leżałem, wciąż byliśmy nadzy, lekko rozgrzani swoją obecnością, dotykiem.
- Dobrze - powiedziała.
Porwałem ją. Od razu. Nagą i piękną. Uniosłem nas w górę ku chmurom. Chaos przejął władzę nade mną. Wiatr, deszcz i pioruny. Wszystko to w tym momencie podlegało mojej władzy.
Bogini wrzasnęła kiedy piorun przeszył powietrze ledwie cal od nas.
- Nie czuj strachu, moja droga - wyszeptałem głaszcząc ją i wciąż trzymając blisko siebie. Moje moce szalały wokół nas, targając nami. Byłem teraz żywiołem.
<Naytiri?>
Od Neytiri - pierwsza miłość
Nie wiem, ale pragnęłam go. Moje serce waliło jak młot. Czy to była miłość, o której tak mówią i myślą ludzie? Czym jest miłość? Spojrzałam w oczy Fulbura. Jak tą miłość rozpoznać? Czy to mnie spotkało? A może to tylko przypływ chwili? Jak to odróżnić? Nie znałam odpowiedzi na te pytanie. Ale ktoś bardzo mądry mi powiedział, żeby słuchała głosu serca ono wie. Moje serce mi mówiło, że to miłość, ale rozum co innego. Wybrałam serce. Przytuliłam się do Fulbura. Nie wiem czy czuł to samo co ja. A może mnie nie chciał? Bałam się miłości i jej konsekwencji. Nie pojmowałam znaczenia tego słowa i przeznaczenia. Wahałam się czy pozwolić mu, żeby wszedł we mnie i czy nie będę tego żałować. On też się wahał.. Spojrzałam głębiej w jego oczy. On by mi nie zrobił krzywdy. Czułam się przy nim bezpiecznie. No właśnie jakie uczucia towarzyszą miłości? Nie mogłam mimo wszystko tego pojąć. W końcu nasze wahania rozwiało się i Fulbur wszedł we mnie. Jęknęłam. Kochaliśmy się długo, dziko i namiętnie. Następnego dnia obudziłam się przytulona do nagiej piersi Fulbura, my byliśmy całkowicie nadzy. Fulbur spał jeszcze, ale chwilę później się obudził. Uśmiechnął się na powitanie, odwzajemniłam uśmiech. Leżeliśmy jeszcze kilka minut tak. Postanowiłam zgłębić tajniki wszystkich emocji ludzkich. Dlaczego ludzie czuję strach, zemstę, nienawiść,gniew? Co te emocje oznaczają? Chciałam je poznać... Spojrzałam w oczy Fulbura
<Fulbur?>
<Fulbur?>
Od Etriell'a - i ciebie posmakowałem
Zatopiłem się w ustach Nehariki. Moja moc sama wyzwoliła się i otoczyła nas.
Boginka była taka zagubiona, tak słodziutka. Pragnąłem jej. Tu. Teraz.
Wszedłem w nią szybko. Wiedziałem, że Hurrigan miał ją przede mną. Muszę przyznać, że byłem zazdrosny. Lubiłem dziewice. Lubiłem być tym pierwszym, tym, którego zawsze najlepiej się pamięta. Mimo tego drobnego szczególiku seks z nią sprawił mi ogrom przyjemności. Z czystą przyjemnością wsłuchiwałem się w kolejne jęki i krzyki rozkoszy.
Gdy nasze ciała zmogło zmęczenie zasnęliśmy. Kiedy jednak rankiem otworzyłem oczy byłem sam. Jaka szkoda. Miałem ochotę na powtórkę wczorajszego wieczoru.
Przeniosłem się do swojej świątyni i ułożyłem wygodnie w ogrodzie na sofie. Po kilku chwilach przyszła do mnie Cendre i położyła się na mojej piersi. Powoli zdjąłem z niej ubranie i nakierowałem tak, by zaczęła mnie ujeżdżać.
Moja kochanka opadła na mnie targana kolejnym orgazmem gdy tuż obok nas ktoś się zjawił. Nehariki.
Cendre błyskawicznie nakryła się narzutą, oblała rumieńcem i uciekła. Ja nadal leżałem nagi i wpatrywałem się w nią.
- Miło, że znów się widzimy. Dlaczego tak uciekłaś? - spytałem.
- Bo to nie powinno mieć miejsca! - krzyknęła. - Omamiłeś mnie mocą... Nie powinnam ci ulec. Źle zrobiłam i nikt nie może się o tym dowiedzieć. Nikt. Rozumiesz?
- Nie denerwuj się tak. Moja moc owszem działała, ale sama mnie pragnęłaś, nie rozumiem więc w czym rzecz.
<Nehariki?>
Boginka była taka zagubiona, tak słodziutka. Pragnąłem jej. Tu. Teraz.
Wszedłem w nią szybko. Wiedziałem, że Hurrigan miał ją przede mną. Muszę przyznać, że byłem zazdrosny. Lubiłem dziewice. Lubiłem być tym pierwszym, tym, którego zawsze najlepiej się pamięta. Mimo tego drobnego szczególiku seks z nią sprawił mi ogrom przyjemności. Z czystą przyjemnością wsłuchiwałem się w kolejne jęki i krzyki rozkoszy.
Gdy nasze ciała zmogło zmęczenie zasnęliśmy. Kiedy jednak rankiem otworzyłem oczy byłem sam. Jaka szkoda. Miałem ochotę na powtórkę wczorajszego wieczoru.
Przeniosłem się do swojej świątyni i ułożyłem wygodnie w ogrodzie na sofie. Po kilku chwilach przyszła do mnie Cendre i położyła się na mojej piersi. Powoli zdjąłem z niej ubranie i nakierowałem tak, by zaczęła mnie ujeżdżać.
Moja kochanka opadła na mnie targana kolejnym orgazmem gdy tuż obok nas ktoś się zjawił. Nehariki.
Cendre błyskawicznie nakryła się narzutą, oblała rumieńcem i uciekła. Ja nadal leżałem nagi i wpatrywałem się w nią.
- Miło, że znów się widzimy. Dlaczego tak uciekłaś? - spytałem.
- Bo to nie powinno mieć miejsca! - krzyknęła. - Omamiłeś mnie mocą... Nie powinnam ci ulec. Źle zrobiłam i nikt nie może się o tym dowiedzieć. Nikt. Rozumiesz?
- Nie denerwuj się tak. Moja moc owszem działała, ale sama mnie pragnęłaś, nie rozumiem więc w czym rzecz.
<Nehariki?>
Od Nahariki- rozmowa
- Hurigan - powiedziałam
Uśmiechnął się na to..
- Więc Huriganowi udało się zdobyć taką piękną istotę? - stwierdził niż zapytał
Spojrzałam na niego z lekkim uśmiechem na twarzy. Spacerowaliśmy rozmawiając ze sobą...
- Życie bywa zaskakujące. Nigdy nie myślałam, że znajdę kogoś kto mnie pokocha - powiedziałam
Etriell spojrzał na mnie i powiedział
- Czemuż tak myślałaś? Tak piękne istoty jak ty szybko znajdują sobie kogoś
Roześmiałam się delikatnie na te słowa. Potrafił poprawić humor. Był dobrym przyjacielem, na którego można było liczyć. Spacerowaliśmy jeszcze sobie. Wszędzie były kwiaty..
- Jakie kwiaty lubisz? - spytał się mnie Etriell
- Roże i tulipany, a ty?
- Róże - odparł
Uśmiechnęłam się, odwzajemnił to. Usiedliśmy nieopodal kwiatów.. Spojrzałam w niebo. Ciekawe kiedy wróci Hurigan? Czy nas związek będzie udany? A może źle postąpiłam zgadzając się na ten związek? Nie wiedziałam co już myśleć. Bałam się...
- Co się stało? - spytał się mnie Etriell
- Nie jestem pewna swojej decyzji. Boję się tego, generalnie boję się mężczyzn i tego co oni mogą zrobić. Czy mój wybór był dobry? Czy tylko los chce dać mi lekcję, żebym nie ufała mężczyznom? Nie wiem, co myśleć o tym i nie chcę.- mówiąc to schowałam twarz w dłonie....
Pierwszy raz komuś się wyżaliłam i zaufałam... To wszystko mnie przerosło, nie dawałam sobie już z tym rady.
Etriell przytulił mnie i uniósł moją twarz ku swojej. Spojrzałam w jego oczy, nachylił się i mnie delikatnie pocałował. Nie wiem co mnie napadło, że odwzajemniłam pocałunek. Jedną ręką włożył mi pod bluzkę. Jęknęłam, opadliśmy na ziemie. Co mnie do cholery napadło? Pozwalałam mu na to, ale dlaczego? Drugą rękę dał miedzy moje uda i wsunął we mnie dwa palce. Jęknęłam dźwięcznie... Nasze szaty się rozpłynęły. Leżeliśmy nadzy. Etriell nadal pieścił moje ciało. Nagradzałam go jękami, westchnieniami. Chwilę później wszedł we mnie. Kochaliśmy się szybko i nawet długo. Jeśli nawet można nazwać jutrzejszy dzień. Pierwsza się obudziłam. Co zobaczyłam przeraziło mnie i to bardzo. Teleportowałam się gdzie indziej. Szukałam pocieszenie, a nie tego. Jaka ja byłam głupia i naiwna! Jak mogłam pozwolić, żeby użył na mnie swoich mocy! Jak mogłam... Rozpłakałam się... BYŁAM zwykłą dziewczyną, która daję swoją dupę byle komu! Jak mogłam mu ufać i z nim się zadawać?!
<Etriell?>
Uśmiechnął się na to..
- Więc Huriganowi udało się zdobyć taką piękną istotę? - stwierdził niż zapytał
Spojrzałam na niego z lekkim uśmiechem na twarzy. Spacerowaliśmy rozmawiając ze sobą...
- Życie bywa zaskakujące. Nigdy nie myślałam, że znajdę kogoś kto mnie pokocha - powiedziałam
Etriell spojrzał na mnie i powiedział
- Czemuż tak myślałaś? Tak piękne istoty jak ty szybko znajdują sobie kogoś
Roześmiałam się delikatnie na te słowa. Potrafił poprawić humor. Był dobrym przyjacielem, na którego można było liczyć. Spacerowaliśmy jeszcze sobie. Wszędzie były kwiaty..
- Jakie kwiaty lubisz? - spytał się mnie Etriell
- Roże i tulipany, a ty?
- Róże - odparł
Uśmiechnęłam się, odwzajemnił to. Usiedliśmy nieopodal kwiatów.. Spojrzałam w niebo. Ciekawe kiedy wróci Hurigan? Czy nas związek będzie udany? A może źle postąpiłam zgadzając się na ten związek? Nie wiedziałam co już myśleć. Bałam się...
- Co się stało? - spytał się mnie Etriell
- Nie jestem pewna swojej decyzji. Boję się tego, generalnie boję się mężczyzn i tego co oni mogą zrobić. Czy mój wybór był dobry? Czy tylko los chce dać mi lekcję, żebym nie ufała mężczyznom? Nie wiem, co myśleć o tym i nie chcę.- mówiąc to schowałam twarz w dłonie....
Pierwszy raz komuś się wyżaliłam i zaufałam... To wszystko mnie przerosło, nie dawałam sobie już z tym rady.
Etriell przytulił mnie i uniósł moją twarz ku swojej. Spojrzałam w jego oczy, nachylił się i mnie delikatnie pocałował. Nie wiem co mnie napadło, że odwzajemniłam pocałunek. Jedną ręką włożył mi pod bluzkę. Jęknęłam, opadliśmy na ziemie. Co mnie do cholery napadło? Pozwalałam mu na to, ale dlaczego? Drugą rękę dał miedzy moje uda i wsunął we mnie dwa palce. Jęknęłam dźwięcznie... Nasze szaty się rozpłynęły. Leżeliśmy nadzy. Etriell nadal pieścił moje ciało. Nagradzałam go jękami, westchnieniami. Chwilę później wszedł we mnie. Kochaliśmy się szybko i nawet długo. Jeśli nawet można nazwać jutrzejszy dzień. Pierwsza się obudziłam. Co zobaczyłam przeraziło mnie i to bardzo. Teleportowałam się gdzie indziej. Szukałam pocieszenie, a nie tego. Jaka ja byłam głupia i naiwna! Jak mogłam pozwolić, żeby użył na mnie swoich mocy! Jak mogłam... Rozpłakałam się... BYŁAM zwykłą dziewczyną, która daję swoją dupę byle komu! Jak mogłam mu ufać i z nim się zadawać?!
<Etriell?>
Od Fulbura - pragnienie i wahanie
Całowałem Neytiri. Najpierw w usta, a później niżej. Po długiej, pięknej szyi, wąskich ramionach, by w końcu sięgnąć jej piersi, które odkryłem zsuwając z niej szatę. Boginka zadrżała i wyprężyła się. Zsunąłem jej odzienie niżej i po chwili leżała pode mną zupełnie naga. Moja przepaska biodrowa także została odrzucona.
Pieściłem ciało Neytiri. Ustami skubałem jej piersi, a moje dłonie zjechały niżej. Jedną ścisnąłem jej kształtny pośladek, drugą wsunąłem między jej uda. Spomiędzy jej pełnych warg wydobył się zduszony krzyk, gdy moje palca wsunęły się w nią.
Przyspieszyłem, mocno pieszcząc ją dłonią. Boginka przesunęła się pode mną i przyciągnęła mnie do siebie. Ułożyłem się między jej udami, a mimo to nie wszedłem a nią. Nie byłem pewien czy powonieniem to robić. Pragnąłem jej, fizycznie, najwyraźniej ona mnie także, ale mógł to być jedynie przypływ chwili. Nie chciałem, by żałowała, że mi się oddała.
<Naytiri?
Pieściłem ciało Neytiri. Ustami skubałem jej piersi, a moje dłonie zjechały niżej. Jedną ścisnąłem jej kształtny pośladek, drugą wsunąłem między jej uda. Spomiędzy jej pełnych warg wydobył się zduszony krzyk, gdy moje palca wsunęły się w nią.
Przyspieszyłem, mocno pieszcząc ją dłonią. Boginka przesunęła się pode mną i przyciągnęła mnie do siebie. Ułożyłem się między jej udami, a mimo to nie wszedłem a nią. Nie byłem pewien czy powonieniem to robić. Pragnąłem jej, fizycznie, najwyraźniej ona mnie także, ale mógł to być jedynie przypływ chwili. Nie chciałem, by żałowała, że mi się oddała.
<Naytiri?
sobota, 10 maja 2014
Od Neytiri - zostań
Chciał odejść, lecz złapałam go za dłoń
- Zostań, proszę - powiedziałam do Fulbura.
Było w nim dużo chaosu, ale nie tylko to. Była w nim radość i uśmiech z życia. Usiadł koło mnie
- Na pewno chcesz żebym został? - spytał się
- Tak - odparłam z uśmiechem do niego
Odwzajemnił to, choć z ociąganiem. Pokręciłam z dezaprobatą głową, ale z uśmiechem. Posiedzieliśmy jeszcze trochę, a potem ruszyliśmy w dalszą drogę. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się, choć nadal czułam chaotyczne myśli, to przyjemnie i to nawet bardzo spędzałam czas przy Fulburze.
Spojrzałam w niebo, a potem na chłopaka...
- Wiesz co?- zapytałam
- Nie wiem co - odparł z uśmiechem
- Mhm... przyjemnie mi się spędza z tobą czas - odpowiedziałam
Spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Uśmiechnęłam się tylko. Na około nas rosły piękne róże. Fulbur zerwał jedną i mi przyczepił do włosów...
- Dziękuję - rzekłam
Chłopak się uśmiechnął, ja odpowiedziałam delikatnym uśmiechem. Zawiał zimny wiatr. Zrobiło mi się zimno. Fulbur to zauważył i mnie przytulił. Zarumieniłam się na to. Chłopak się uśmiechnął.
- No proszę, ktoś się zarumienił - powiedział z uśmiechem podnoszą moją twarz ku swojej
Moje myśli nawet były chaotyczne.. Fulbur się nachylił i mnie pocałował... Na początku byłam oszołomiona, ale po chwili odwzajemniłam pocałunek. Położyliśmy się na ziemi, czyli on leżał na mnie. Nadal całując mnie, ale coraz niżej z pocałunkami zjeżdżał....
<Fulbur? Co było dalej?>
- Zostań, proszę - powiedziałam do Fulbura.
Było w nim dużo chaosu, ale nie tylko to. Była w nim radość i uśmiech z życia. Usiadł koło mnie
- Na pewno chcesz żebym został? - spytał się
- Tak - odparłam z uśmiechem do niego
Odwzajemnił to, choć z ociąganiem. Pokręciłam z dezaprobatą głową, ale z uśmiechem. Posiedzieliśmy jeszcze trochę, a potem ruszyliśmy w dalszą drogę. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się, choć nadal czułam chaotyczne myśli, to przyjemnie i to nawet bardzo spędzałam czas przy Fulburze.
Spojrzałam w niebo, a potem na chłopaka...
- Wiesz co?- zapytałam
- Nie wiem co - odparł z uśmiechem
- Mhm... przyjemnie mi się spędza z tobą czas - odpowiedziałam
Spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Uśmiechnęłam się tylko. Na około nas rosły piękne róże. Fulbur zerwał jedną i mi przyczepił do włosów...
- Dziękuję - rzekłam
Chłopak się uśmiechnął, ja odpowiedziałam delikatnym uśmiechem. Zawiał zimny wiatr. Zrobiło mi się zimno. Fulbur to zauważył i mnie przytulił. Zarumieniłam się na to. Chłopak się uśmiechnął.
- No proszę, ktoś się zarumienił - powiedział z uśmiechem podnoszą moją twarz ku swojej
Moje myśli nawet były chaotyczne.. Fulbur się nachylił i mnie pocałował... Na początku byłam oszołomiona, ale po chwili odwzajemniłam pocałunek. Położyliśmy się na ziemi, czyli on leżał na mnie. Nadal całując mnie, ale coraz niżej z pocałunkami zjeżdżał....
<Fulbur? Co było dalej?>
czwartek, 8 maja 2014
Od Fulbura - jeden z bogów chaosu
Spędzanie czasu z Neytiri było czymś dla mnie naprawdę przyjemnym. Było w niej wiele ciepła, radości, ale także upragnionego przeze mnie spokoju. Dobrze się przy niej czułem, a mimo to część mnie wciąż była pogrążona w chaosie. Wciąż pragnęła wznieść się, hulać pośród chmur burzowych, dać upust mocy, nawet jeśli oznaczało to zniszczenie.
Jako bóg piorunów byłem jednym z bogów chaosu. Moja moc nie miała ani początku, ani końca. Nie była poukładana i sam nie potrafiłem przewidzieć co zrobię gdy ją uwolnię. Owszem mogłem bić pierunami w konkretne miejsce, wywołać nawałnicę w danym miejscu, ale robiłem to rzadko. Byłem żywiołem, nieobliczalnym, nieuporządkowanym, chaotycznym, rządzącym się swoimi prawami.
Neytiri chyba to czuła, bo jej moc budziła się. Poczułem tknięcie jej umysłu w swoim, nie mogła odczytać jednak moich myśli, był w nich zbyt duży chaos, było coś czego ona pojąć nie umiała.
Bogini znów złapała się za głowę.
- To chyba moja wina - wyszeptałem.
- C-co? - spytała unosząc na mnie wzrok.
- To moje myśli cię męczą... - westchnąłem. nie chciałem sprawiać jej bólu. - Powinienem już iść. Miło było spędzić z tobą czas.
Wstałem, by odejść, zatrzymała mnie jednak.
<Neytiri?>
Od Etriell'a - lodowa piękność i przecudna istota
Wróciłem do swoich komnat.
- Wszystko w porządku, panie mój? - spytała Eerie, podchodząc do mnie.
- Tak, kochana moja - uśmiechnąłem się i przyciągnąłem ją do siebie.
Delikatnie złączyłem swoje usta z jej, głaszcząc ją jednocześnie po chłodnym, bladym policzku. Moja ukochana uzdolniona dziewczynka. Zimna jak lód, a mimo to o tak ciepłym sercu. Nikt oprócz boga nie mógł jej tknąć, nie mógł sprawić by zatraciła się, przestałą kontrolować swoją moc. Kończył wtedy jako sopel lodu, bez życia. Ja jednak lubiłem jej zimno. Ten chłodny prąd, przebiegający po moim ciele, przywierający do skóry, ale nie sięgający dalej.
Uniosłem lekko dziewczynę i położyłem ją na stercie poduszek. Pospiesznie zdjąłem z niej suknię, a moje ubrania rozpłynęły się niczym mgła.
Długo kochałem ją, rozgrzewając jej ciało. Tylko przy mnie, tylko w ekstazie, na policzki Eerie wypływał rumieniec. Choć jej moce szalały, była teraz ciepła, krew szybko krążyła w jej żyłach.
Nakryłem swą śpiącą kochankę. Jej oddech uspokoił się już, a twarzyczka znów zaczęła blednąć.
- Nie budźcie jej - poprosiłem pozostałe kochanki i przeniosłem się, by zaznać chwili ciszy. Nie była mi jednak ona dana. Ktoś wpadł na mnie.Była to słodka Nehariki
- Przepraszam... - uniosła nieśmiało twarzyczkę, a po chwili uśmiechnęła się - Etriell!
Pomogłem jej wstać.
- Nic nie szkodzi. Może chcesz się przejść? - spytałem.
- Dobrze - odparła
Szliśmy chwilę w ciszy.
- Etriell... jestem zaręczona - wydukała nieśmiało i przystanęła.
- Gratulacje, moja droga - powiedziałem z uśmiechem. - Jesteś przecudną istotką, to było do przewidzenia, że ktoś cię skradnie.
Bogini zarumieniła się ślicznie.
- Pochlebca... - wyszeptała z uśmiechem.
- Być może, ale szczery. No więc? Kim jest twój szczęśliwy wybranek?
<Nehariki?>
- Wszystko w porządku, panie mój? - spytała Eerie, podchodząc do mnie.
- Tak, kochana moja - uśmiechnąłem się i przyciągnąłem ją do siebie.
Delikatnie złączyłem swoje usta z jej, głaszcząc ją jednocześnie po chłodnym, bladym policzku. Moja ukochana uzdolniona dziewczynka. Zimna jak lód, a mimo to o tak ciepłym sercu. Nikt oprócz boga nie mógł jej tknąć, nie mógł sprawić by zatraciła się, przestałą kontrolować swoją moc. Kończył wtedy jako sopel lodu, bez życia. Ja jednak lubiłem jej zimno. Ten chłodny prąd, przebiegający po moim ciele, przywierający do skóry, ale nie sięgający dalej.
Uniosłem lekko dziewczynę i położyłem ją na stercie poduszek. Pospiesznie zdjąłem z niej suknię, a moje ubrania rozpłynęły się niczym mgła.
Długo kochałem ją, rozgrzewając jej ciało. Tylko przy mnie, tylko w ekstazie, na policzki Eerie wypływał rumieniec. Choć jej moce szalały, była teraz ciepła, krew szybko krążyła w jej żyłach.
Nakryłem swą śpiącą kochankę. Jej oddech uspokoił się już, a twarzyczka znów zaczęła blednąć.
- Nie budźcie jej - poprosiłem pozostałe kochanki i przeniosłem się, by zaznać chwili ciszy. Nie była mi jednak ona dana. Ktoś wpadł na mnie.Była to słodka Nehariki
- Przepraszam... - uniosła nieśmiało twarzyczkę, a po chwili uśmiechnęła się - Etriell!
Pomogłem jej wstać.
- Nic nie szkodzi. Może chcesz się przejść? - spytałem.
- Dobrze - odparła
Szliśmy chwilę w ciszy.
- Etriell... jestem zaręczona - wydukała nieśmiało i przystanęła.
- Gratulacje, moja droga - powiedziałem z uśmiechem. - Jesteś przecudną istotką, to było do przewidzenia, że ktoś cię skradnie.
Bogini zarumieniła się ślicznie.
- Pochlebca... - wyszeptała z uśmiechem.
- Być może, ale szczery. No więc? Kim jest twój szczęśliwy wybranek?
<Nehariki?>
czwartek, 1 maja 2014
Od Nehariki - ale ze mnie niezdara
Siedzieliśmy z Huriganem obserwując naturę.
- Kochanie? - spytał się
- Tak? - spojrzałam na niego z ciekawością co chce mi powiedzieć
- Muszę na kilka dni opuścić Olimp i wyruszyć w podróż. - powiedział
- Mhm, w końcu gdzieś się ruszysz leniuchu - odparłam - Ale uważaj dobrze?
Skinął głową na znak zgody i mnie pocałował na pożegnanie. Zostałam sama, trochę tak smutno było mi, że Hurigan musiał gdzieś wyruszyć. Wstałam i poszłam się przejść. Byłam strasznie zamyślona, że nie zauważyłam jak na kogoś wpadłam..
- Przepraszam... - podniosłam głowę i zboczyłam... - Etriell!
Etriell się tylko uśmiechnął do mnie i pomógłmi wstać..
- Nic nie szkodzi. Może chcesz się przejść? - spytał się mnie
- Dobrze - odparłam
Etriell nie wiedział jeszcze o tym, że jestem zaręczona. Chciałam mu to powiedzieć, ale jak to dobrać w słowa? Szliśmy rozmawiając ze sobą...
- Etriell... jestem zaręczona - powiedziałam do niego
Czekałam na jego odpowiedź ...
<Etriell? Jaka była twoja reakcja?>
- Kochanie? - spytał się
- Tak? - spojrzałam na niego z ciekawością co chce mi powiedzieć
- Muszę na kilka dni opuścić Olimp i wyruszyć w podróż. - powiedział
- Mhm, w końcu gdzieś się ruszysz leniuchu - odparłam - Ale uważaj dobrze?
Skinął głową na znak zgody i mnie pocałował na pożegnanie. Zostałam sama, trochę tak smutno było mi, że Hurigan musiał gdzieś wyruszyć. Wstałam i poszłam się przejść. Byłam strasznie zamyślona, że nie zauważyłam jak na kogoś wpadłam..
- Przepraszam... - podniosłam głowę i zboczyłam... - Etriell!
Etriell się tylko uśmiechnął do mnie i pomógłmi wstać..
- Nic nie szkodzi. Może chcesz się przejść? - spytał się mnie
- Dobrze - odparłam
Etriell nie wiedział jeszcze o tym, że jestem zaręczona. Chciałam mu to powiedzieć, ale jak to dobrać w słowa? Szliśmy rozmawiając ze sobą...
- Etriell... jestem zaręczona - powiedziałam do niego
Czekałam na jego odpowiedź ...
<Etriell? Jaka była twoja reakcja?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)