Wróciłem do swoich komnat.
- Wszystko w porządku, panie mój? - spytała Eerie, podchodząc do mnie.
- Tak, kochana moja - uśmiechnąłem się i przyciągnąłem ją do siebie.
Delikatnie złączyłem swoje usta z jej, głaszcząc ją jednocześnie po chłodnym, bladym policzku. Moja ukochana uzdolniona dziewczynka. Zimna jak lód, a mimo to o tak ciepłym sercu. Nikt oprócz boga nie mógł jej tknąć, nie mógł sprawić by zatraciła się, przestałą kontrolować swoją moc. Kończył wtedy jako sopel lodu, bez życia. Ja jednak lubiłem jej zimno. Ten chłodny prąd, przebiegający po moim ciele, przywierający do skóry, ale nie sięgający dalej.
Uniosłem lekko dziewczynę i położyłem ją na stercie poduszek. Pospiesznie zdjąłem z niej suknię, a moje ubrania rozpłynęły się niczym mgła.
Długo kochałem ją, rozgrzewając jej ciało. Tylko przy mnie, tylko w ekstazie, na policzki Eerie wypływał rumieniec. Choć jej moce szalały, była teraz ciepła, krew szybko krążyła w jej żyłach.
Nakryłem swą śpiącą kochankę. Jej oddech uspokoił się już, a twarzyczka znów zaczęła blednąć.
- Nie budźcie jej - poprosiłem pozostałe kochanki i przeniosłem się, by zaznać chwili ciszy. Nie była mi jednak ona dana. Ktoś wpadł na mnie.Była to słodka Nehariki
- Przepraszam... - uniosła nieśmiało twarzyczkę, a po chwili uśmiechnęła się - Etriell!
Pomogłem jej wstać.
- Nic nie szkodzi. Może chcesz się przejść? - spytałem.
- Dobrze - odparła
Szliśmy chwilę w ciszy.
- Etriell... jestem zaręczona - wydukała nieśmiało i przystanęła.
- Gratulacje, moja droga - powiedziałem z uśmiechem. - Jesteś przecudną istotką, to było do przewidzenia, że ktoś cię skradnie.
Bogini zarumieniła się ślicznie.
- Pochlebca... - wyszeptała z uśmiechem.
- Być może, ale szczery. No więc? Kim jest twój szczęśliwy wybranek?
<Nehariki?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz