Znów stąpałem po ziemi. Znów spokojny. A u mego boku szła wspaniała kobieta. Uśmiechnąłem się promiennie, złapałem ją za rękę i puściłem się biegiem po trawie. Naytiri biegła tuz obok mnie, śmiejąc się w głos. Ten dźwięk był najpiękniejszym jaki do tej pory słyszałem. Czysta, piękna radość.
Każda istota, czy to człowiek, zwierze czy bóg, potrzebuje do życia czegoś więcej niż powietrza, jedzenia i wody. Przez długie tysiąclecia sądziłem, że nic oprócz mojej własnej mocy nie potrzeba mi do życia. Myliłem się. Wystarczyło, że spotkałem Naytiri, a wszystko co wiedziałem stało się inne, odmieniło się.
Wbiegliśmy w wodę jeziora. Niczym dzieci biegaliśmy śmiejąc się i pluskając. Pochwyciłem kobietę w ramiona i złożyłem na jej ustach pocałunek.
- Chciałbym - zawahałem się.
- Co takiego? - spytała spoglądając na mnie z czułością w oczach.
- Chciałbym byś zamieszkała ze mną? W mojej świątyni? Nie chcę rozstawać się z tobą - powiedziałem w końcu.
<Neytiri?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz