Szalałem w przestworzach. Burza! Deszcz, wiatr i wyładowania elektryczne. Masy powietrze ścierające się ze sobą. Łaknąłem tej mocy! Tego wiatru, szaleństwa! Czułem jak moje ciało przeszywają błyskawice. Inny rodzaj ognia rozgrzał moje wnętrze.
Ciskałem piorunami. Nie kontrolowałem tego, nie wiedziałem gdzie trafią. I to było w tym najpiękniejsze. Ta całkowita przypadkowość, ślepy los.
Moje rozedrgane wnętrze uspokoiło się powoli. Deszcze wciąż padał, a wiatr wył niemiłosiernie, ale dość już było ognia pośród nocy.
Na ziemi zauważyłem ludzki dom, palił się. Była tam także inna istota. Nie była śmiertelna. Spadłem w dół. gwałtownie, jak sam piorun, huknąłem w grunt. Stałem przez chwilę rozglądając się na boki. Dość rzadko stąpałem po ziemi. Wolałem chmury.
Ktoś wpadł ana mnie. Boska istota.
- Wybacz mi, zamyśliłam się. Jestem Neytiri - przedstawiła się
- Nic nie szkodzi - w tym momencie poznałem ją - Fulbur jestem. Może się przejdziemy? - zaproponowałem.
- Pewnie, ale gdzie być chciał się wybrać? - zapytała.
Uśmiechnąłem się i chwyciłem ją za dłoń. Porwał nas wiatr. Neytiri krzyknęła, ale czując, że ją trzymam uspokoiła się nieco.
- Nic nie szkodzi - w tym momencie poznałem ją - Fulbur jestem. Może się przejdziemy? - zaproponowałem.
- Pewnie, ale gdzie być chciał się wybrać? - zapytała.
Uśmiechnąłem się i chwyciłem ją za dłoń. Porwał nas wiatr. Neytiri krzyknęła, ale czując, że ją trzymam uspokoiła się nieco.
Opadliśmy w cichej dolinie. Cisza.... tak, po burzy musi nastąpić cisza. Spokój.
Nie było tu ludzkich osad, zgiełku.
- Możemy iść na spacer - powiedziałem i ruszyłem. To było dziwne uczucie, gdy pod stopami miało się ziemię i rośliny, szczególnie po tak długim czasie.
<Neytiri?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz